RECENZJE

Reni Jusis
Ćma

2018, Sony 6.7

Państwo pytają, czy będzie Reni ("państwo pytają... czy będzie Tori?")? Jasne, że będzie. Oczywiście, że będzie. Naturalnie, że będzie. W końcu dwa zapowiadające longplaya single dość ostentacyjnie dawały do zrozumienia, że Jusis utrzymała wysoką formę sprzed dwóch lat, gdy powróciła z Bang!. O "Tyyyle Miłości" zdążyłem już co nieco powiedzieć, więc wspomnę może krótko o tytułowej "Ćmie" (która doczekała się całkiem interesujących remiksów, choćby dość głośny, "dresiarski" rework z nowym vocal-hookiem, którego autorem jest Gromee). I cóż mogę poradzić: udało się tu wykreować tak sugestywną EWOKACJĘ imprezowej nocy, że można wręcz myśleć o jakiejś sakralizacji klubowego wytchnienia i rzucenia wszystkiego choć na moment w dancefloorowy wir. Z czymś podobnym spotkałem się też w "Piątku" Lanberry, ale na wyraźnie mniejszą skalę – to jednak przywołująca ducha morderczych hitów Kylie z 2000s Reni Jusis jest królową polskiego dance popu. No i mam nadzieję, że widzimy się na naszej liście rocznej singli.

A przechodząc już do ogólnego obrazu Ćmy: jest to klasyczny następca poprzedniego dziełka, który z konsekwencją drąży i w pewien sposób rozwija niedawno rozpoczęte wątki. DJ Sofomor pokusił się nawet o stworzenie za pomocą spotifajowej plejki wyimaginowanego albumu Ćmang, na którym znalazły się hajlajty z obu wydawnictw. To zdecydowanie najlepsze wyjście w obecnej epoce muzycznego konsumpcjonizmu, w której największą rolę odgrywają subiektywnie sklecone playlisty, pojedyncze single-tracki czy zbierające wszystko z każdego momentu w czasie miksy. Ale Ćma to jednak klasycznie ułożony album i z takiej formy staram się go rozliczyć. I teoretycznie nie mam najmniejszej ochoty na jakąkolwiek krytykę, gdy słyszę dotknięte gestem melancholii, taneczne "Bez Filtra", czy odgrywającą rolę subtelnego parkietowego bangera "Aureolę" ("i nie tańńńńńczysz już, nie tańńńńńczysz juuuuuuuuż" – to tylko fragment, który dosłownie wwierca się do głowy, bo chyba nie muszę pisać o tym, jak ta płyta jest ZAŚPIEWANA...).

I jasne, są tu jakieś fragmenty, które niekoniecznie uważam za trafione (np. featuring MajLo w przywołującym The Juan MacLean "So Far"), są chwilę, gdy odczuwam lekkie znużenie (marszowy bit "Świętej Wojny" pod koniec), są momenty, które jakoś tam mi nie pasują (występ Gierszała w "Jeżeli Porcelana To Wyłącznie Taka", którego ostatnio widziałem w "półtoragodzinnej reklamie perfum Armani" – pozdrowienia dla Podróży hipertekstualnych Clifforda Wednesdaya), ALE: czy ktoś w PL mainstreamie potrafi obecnie tworzyć tak świadome, znakomicie wyprodukowane i pełne przeróżnych odcieni ŻEŃSKIE GRANIE na długim dystansie? Cóż, śmiem wątpić, a przy Ćmie wystarczy tylko odpalić "To Tylko Podróż" i wszystko się wyjaśnia.

Tomasz Skowyra    
8 października 2018
BIEŻĄCE
ObjektCocoon Crush
1975A Brief Inquiry Into Online Relationships