RECENZJE

Real Estate
In Mind

2017, Domino 6.8

Zabierałem się do pisana tej recki JAK TEN PIES DO JEŻA i to wcale nie z powodu jakiegoś rażącego lenistwa czy prokrastynacji. Powód był prosty jak proste są płyty Courtney'a i spółki – o każdym kolejnym albumie ekipy rodem z New Jersey można pisać w kółko tę samą recenzję, nieznacznie tylko zmieniając detale. Jesteś spragniony lekkiego jak wiosna indie-rocka? Sięgasz po Real Estate – skład o konkretnych, silnie sprecyzowanych horyzontach, który bez fanaberii robi swoje, poruszając się w granicach porcysowych "szóstek", góra "dolnych siódemek".

Mimo wszystko, przy okazji In Mind można postawić tezę, że album ten portretuje zespół w przełomowym momencie. Jak każdy GITAROWY SKŁAD, po kilku płytach wyczerpujących to, co kilku ludzi może uczynić z gitarami, wyjść jest zawsze kilka i najczęściej kończą się one spektakularnymi porażkami – mam na myśli zwłaszcza nieudolne skoki w synth-pop. W przypadku Real Estate ten klasyczny problem rozwiązał się niejako sam. Odejście Mondanile'a i zastąpienie go eklektycznym Julianem Lynchem okazało się znakomitym, ożywczym bodźcem oraz obiecującą inwestycją.

Oczywiście nie należy przeceniać wpływu autora Terra na kształt In Mind, ale pewne tropy narzucają się wręcz podświadomie. Tam, gdzie Real Estate nawiązują do "ery Mondanile/Courtney" ("Stained Glass"), stają się niewyraźną kopią przeszłości, natomiast tam, gdzie słychać konstrukcje Lyncha ("Two Arrows"), pojawia się nowy, interesujący kierunek, którym – mam nadzieję – ekipa z Brooklynu będzie podążać. Poza skromnymi innowacjami, "sofciarski", leniwy, soft-rockowy szkielet wciąż ma decydujący wpływ na końcowy obraz In Mind, jednak nie zawsze wpada w kategorię wad. Ewolucja jest skromna i właśnie dzięki tej ostrożności nie kończy się porażką. Paradoksalnie to "rozdwojenie jaźni" zespołu z Lynchem, ale jeszcze świeżo po odejściu Mondanile'a, działa według mnie na korzyść.

Nowy kierunek, jaki prawdopodobnie narzuca Lynch, to głównie kolorowanie dobrze znanych, courtney'owskich form lekką psychodelią dodaną do byrdsowskich gitar ("Two Arrows"), poszerzenie palety brzmieniowej ("Serve The Song"), szczypta sophisti , ale rozumianego w jego specyficzny sposób, czyli pełne jakiegoś dziwacznego neo-folku ("Diamond Eyes") i okazyjne wtrącenia synthów, jednak bez ucieczki w synth-pop ("Darling", "Holding Pattern"). Te elementy pojawiają się w prawie wszystkich trackach z różną częstotliwością. Jeśli chodzi o wokal, to Courtney ma skłonność do uporczywego powtarzania schematów, więc powiew świeżości w podkładach pozwala na odwrócenie uwagi od potencjalnej monotonii. Incydentalne wzbogacanie harmonii również dobrze zrobiło *estetyce* Real Estate, przynajmniej częściowo wyrywając zespół z indie-rockowego kokona. Momentami to podejście przypomina mi Exit Someone, choć z mniejszym naciskiem na bycie "sophisti".

In Mind to dla mnie przede wszystkim płyta przejściowa, symboliczne zwieńczenie pewnej epoki, bo sytuuje Real Estate w całkiem ciekawym punkcie wyjścia. Dlatego ta delikatna zachowawczość nie staje się bezwzględną wadą, bo najwyraźniej wszystko zostało zaplanowane zgodnie ze standardową doktryną, czyli "nic na siłę". Kupuję to i czuję, że jeśli tylko obecny skład okrzepnie oraz nabierze wzajemnego "songwriterskiego wyczucia", to można się jeszcze po tym zespole spodziewać wielu niespodziewanych rzeczy.

Jakub Bugdol    
1 kwietnia 2017
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie