RECENZJE

Read Yellow
Radios Burn Faster

2004, Fenway 4.2

Dobra, niezal-snoby, w końcu jakaś płyta dla was! Album, którego, bez obaw, żaden z waszych znajomych znać nie będzie. Zespół alternatywny wśród alternatywnych, niezależny do szpiku kości. Wydawnictwo, którego nazwą można by, teoretycznie, odpowiadać na głosy zachwytu debiutem Plastic Constellations, ku konsternacji niezal-rockowych ekspertów. Teoretycznie, gdyż mimo swojej "cool" niezależności, grupa nie dorasta do pięt przodownikom w swojej stylistyce, a nawet wielu mainstreamowym kapelom.

Mimo wszystko, pierwsze akordy w żaden sposób nie zdradzają wątpliwej jakości longplaya. "The Association" to energetyczna, żywiołowa punkowa jazda w najszlachetniejszym stylu, a przede wszystkim świetny, pulsujący gitarowy riff, jeden z lepszych jakie ostatnio słyszałem. Następny kawałek, "Model America", nadal trzyma przyzwoity poziom, a dzięki zastosowaniu podobnej do poprzednika struktury instrumentalno-kompozycyjnej (w skrócie: świetna współpraca basu z perkusją plus wyraźnie przewodzący całości, choć oszczędny w formie, przesterowany riff), zespół zdaje się powoli kształtować swój własny, poniekąd oryginalny styl.

Niestety, począwszy od utworu trzeciego, Read Yellow przeistaczają się w cover-band bez cienia własnej osobowości, nieudolnie kalkując praktycznie każdą znaczącą punk-rockową konwencję. Mamy tu więc jęczące emo-standardy, tandetne, pseudo-punkowe pioseneczki w stylu Pennywise czy Millencolin ("gigantów" komercyjnego grania dla deskorolkowców), nawiązania do surowej klasyki gatunku w postaci Sex Pistols lub Mission Of Burma ("Fashion Fatalle"), bądź po prostu do bólu szablonowe, garażowe rzemiosło, czerpiące po równo z wszystkich możliwych rockowych stylistyk.

Spokojniejsze, bardziej przemyślane momenty, takie jak "Static" i "Soleil" – utwory żywcem zaczerpnięte z repertuaru Pretty Girls Make Graves (czy wspomniałem już, że na wokalu momentami udziela się dziewczyna o uderzająco podobnej barwie głosu do Andrei?) – da się jeszcze strawić, ale co bardziej hardcore'owe brzmienia, wywołujące skojarzenia z Queens Of The Stone Age czy, o zgrozo, Metallicą (posłuchajcie choćby riffu otwierającego "Modern Phobias") wołają o pomstę do nieba, lub chociaż nagłą awarię odtwarzacza. W efekcie po raz kolejny przekonujemy się, iż zadziorny klimat, czy agresywna instrumentalizacja – a już na pewno umiejscowienie na osi niezależności – w żadnym stopniu nie determinują rzeczywistej wartości nagrania.

Patryk Mrozek    
17 grudnia 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie