RECENZJE

Raveonettes
Chain Gang of Love

2003, Crunchy Frog 4.1

Po kilku wezwaniach do otwarcia drzwi, po których nie nastąpiła żadna odpowiedź, komisarz śledczy syknął przez zęby do swojego partnera "ubezpieczaj mnie!" i wywalił je solidnym kopnięciem. Za późno; tłumik pistoletu wskazywał jedynie zwłoki, leżące na podłodze. Żadnych wyraźnych śladów zbrodni na pierwszy rzut oka nie dało się zauważyć. Wtem komisarz dostrzegł leżącą na dywanie, otwartą w przypadkowym miejscu książkę. Było to tanie wydanie w miękkiej okładce; Bogusław Wołoszański, Sensacje XXI Wieku, strona 116. Odruchowo zaczął czytać.

"Komandor Gwara spojrzał na zegarek; dochodziła 21:40. Obliczył, że przysłowiowe siedem przesłuchań, konieczne do napisania recenzji, skończy się za około pięćdziesiąt trzy minuty. Nic nie wskazywało na to, że na swojej drugiej płycie Raveonettes czymś zaskoczą; ich taktykę komandor rozszyfrował w pięć minut. Po solidnym łupniu pod Leningradem, duński duet Raveonettes porzucił mało przemyślane kopiowanie Jesus And Mary Chain, obecne na pierwszej płycie i skupił się na opracowaniu nowej strategii. Nowa operacja pod kryptonimem Chain Gang Of Love, zaplanowana na jesień 2003, w teorii była już bardziej przemyślana; lądem wysłano piechotę nudnawo naśladującą cukierkowy amerykański pop z lat 50-tych, a szybujące w powietrzu Junkersy raziły ogniem hałaśliwych, repetytywnych gitar i bliżej niezidentyfikowanego noise'u.

Teoretycznie ciekawe połączenie sił nie wytworzyło jednak efektu synergii; działania oddziałów pozostały nieskoordynowane i szablonowe, bez pomysłu (być może zawiodła łączność). Bitwa zbliżała się do końca, szale zwycięstwa przechylały się na stronę koalicji. Taktyka piechoty Raveonettes nie była nawet taka zła, tyle że nudna i przewidywalna, nudna że aż strach. Wszystkie kawałki prezentowały się bliźniaczo i żaden nie zapadał w pamięć. Nagle zimny pot wstąpił na czoło komandora, który w okamgnieniu zrozumiał swój błąd. To właśnie nuda była tajną bronią Duńczyków; jeszcze chwila, a nie zdzierży i siedem przesłuchań nigdy nie zostanie osiągnięte. Bezsilny opadł na krzesło. Nie mógł już powstrzymać ziewania. Chciał jeszcze desperacko sięgnąć na półkę po najmocniejszą możliwą odtrutkę, Secaucus albo Slanted & Enchanted, ale zdążył tylko pomyśleć 'o Boże, w przyszłym tygodniu recka Starsailor' i... umarł z nudów. Pozostaje pytanie: czy Raveonettes mieli coś wspólnego ze stalinowskimi czystkami w partii? Ostatnie badania historyków dowodzą, że..."

Komisarz zamyślił się. Być może ta z pozoru przypadkowa strona z książki mogła rzucić pewne światło na zagadkę śmierci ofiary, leżącej na podłodze. Jedno było pewne: z początku obiecujące śledztwo utknęło w martwym punkcie, okazało się stratą czasu. Podobnie jak nowa płyta Raveonettes.

Tomasz Gwara    
12 lutego 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie