RECENZJE

Rasmentalism
Hotel Trzygwiazdkowy

2011, self-released 5.5

Po pierwszym przesłuchaniu polubiłem ten album za przyjemne sample i próby urozmaicenia flow Rasa. Po drugim – pokochałem go za błyskotliwe teksty i follow-up do "Tichuany". Teraz, po paru tygodniach, myślę o sobie tak, że musiałem na głowę upaść, żeby uznać Hotel Trzygwiazdkowy za album pretendujący do listy rocznej i spore wydarzenie na polskiej scenie.

Miałem trochę racji – "Odwiedzamy Tichuanę" z pewnością będzie u mnie latać w tym roku całkiem często, a flegmę Rasa rzeczywiście rozrywa od wewnątrz całkiem sympatyczna, swobodna maniera, ale przecież ten album ciężko przesłuchać od początku do końca bez poczucia zmęczenia! Męczą "luzackie" okrzyki o sile przekonywania Borysa Szyca, męczą asłuchalne featuringi wokalne, a "błyskotliwe teksty" często okazują się sucharami w stylu "Ciemna strona, jasna strona, Michael Jackson, haa". No, super.

Najbardziej irytują jednak podkłady Mentosa. Ściema po prostu. Niby bogate, niby nowatorskie, ale jak jeden mąż oparte na tym samym, prostackim patencie: ładna pętla, sampel wokalny z jakiegoś soulowego refrenu, bębny. Wszystko pocięte i połączone bez polotu, za to tak, by sprawiało wrażenie przepychu. Do tego jakieś tanie chwyty w rodzaju księdza Natanka pojawiającego się w "Nie Ma Boga W Lustrach" czy przekombinowanej produkcji w "Słonecznym Harlemie". Może oszołomić, ale na repeaty to się na pewno nie nadaje, chyba że ktoś repeatowałby też odrzuty z ostatniego albumu Kanyego Westa.

Sprawy nie ratują nawet goszczący w Hotelu raperzy, którzy właściwie niewiele do niego wnoszą. Nagrany z ich udziałem, bliźniaczy do kawałka Wudoe "Jestem Sam" odsłania za to podstawową bolączkę albumu, czyli zaledwie śladowe ilości rozważnie prowadzonego vibe'u. Chociaż oba podkłady są autorstwa Menta i zostały naznaczone jego stylem, to ten z Dalekich Zbliżeń buja przyjemnie niczym bity z debiutu lublinian, a ten sygnowany nazwą Rasmentalism jedynie przytłacza pompatyczną zgrywą, rozłażąc się w szwach.

Przykro mi, bardzo chciałbym postawić Hotel Trzygwiazdkowy między nielegalami Smarka, Tetrisa i Małpy albo porównywać go albumu Venoma. Nie razi mnie "kwestia afgańska", której nazbyt emocjonalne eksploatowanie w jednym z kawałków skrytykował na naszych łamach Janek. Jestem w stanie przymknąć oko na to, że ni cholery nie rozumiem, o co chodzi w refrenie "Delorean". Nie dam się natomiast omamić jak przy pierwszych odsłuchach. Może to ten deszcz, może przez tę mgłę, a może ja nie lubię nawet My Beautiful Dark Twisted Fantasy. Pięć i pięć, dziękuję, do widzenia.

Krzysztof Michalak    
4 lipca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie