RECENZJE

Rangers
Pan Am Stories

2011, Not Not Fun 7.7

Jako sukcesor zjawiskowego Suburban Tours, czyli nie tylko jednego z najmocniejszych muzycznych momentów roku dwa tysiące dziesięć, ale także prawdopodobnie najciekawszego dzieła, jakie przyniosło nam jak dotąd interkontynentalne community chillwave/hypnagonic pop, Pan Am Stories jest albumem praktycznie idealnym. Z jednej strony Joe Knight konsekwentnie ukazuje się jako fan materiałowej animacji ("dziania się"); jego songwriterski styl nadal opiera się na maksymie maksimum treści, czyli jazzowo-funkowych liniach basu, mainstream-popowym skakaniu po skali motywów przewodnich, skomplikowanej harmonizacji i umiejętnie skrytym dysonansie. Równocześnie, Pan Am Stories brzmi bezbłędnie jak płyta Rangers, ale w żadnym wypadku nie jak Suburban Tours; pod względem aranżacji, klimatu i koncepcji jest to bez wątpienia krok w kilku nowych kierunkach naraz. Knight potrafi śmiało wykroczyć poza charakterystyczne dla siebie środki artystyczne, nie zatracając przy tym spójności i rozpoznawalności własnego kunsztu; robi to tak dobrze, że jego styl przestaje przynależeć głównie do przeszłościowej retromanii, kształtując tym razem teraźniejszość.

W odróżnieniu od zeszłorocznego wydawnictwa, utwory na Pan Am Stories rezygnują w dużej mierze z rygorystycznego zamysłu ciągłej repetycji krótkich muzycznych motywów, faworyzując tym razem spontanicznie ewoluujące, luźnie progresywne kompozycje. Wrażenie songwriterskiej przestrzeni potęguje dobór instrumentów i dźwiękowych efektów – brzmienie albumu jest bogate i heterogeniczne, pełne najróżniejszych odcieni i stylistycznych niedomówień. W ramach tej niedopowiedzianej "chaotycznej struktury" Joe Knight realizuje jednak kompletnie focused pomysły melodyczne. Najlepszym przykładem niech będzie centralny fragment pierwszego winyla, "John Is the Last of a Dying Breed". Mamy tu odwróconą dezintegrację motywiczną popowego utworu: przez pierwszą połowę kawałka instrumenty funkcjonujące w tle utworu *sugerują* jak brzmieć mógłby motyw prowadzący, który w miksie pojawia się dopiero blisko trzeciej minuty. I tak jak rok temu Knight stworzyłby pewnie całą płytę opartą na tego typu strukturalnym zamyśle, w obecnym momencie konceptualne założenie kawałka jest tylko jednym z songwriterskich blueprintów na płycie.

Wielobarwny kolaż okładki odzwierciedla zresztą zawartą na Pan Am Stories różnorodność: mamy tu zarówno zwięzłe popowe utwory z wokalem (otwierający "Zombies (Day)"), minimalne lounge'ujące elementy quasi-soundtrackowe (jeden z najlepszych w zestawie "Bronze Casket"), przypominający "Trepanated Earth" Pinka progresywny utwór-kobyła – nieustannie zaskakujący "Zeke's Dream", czy nawet sixtiesową, odrealnioną psychodelię "The Mule". Radosne kolory okładki oddają również dominujący "dzienny" klimat albumu; Suburban Tours było płytą zimną i kameralną, a Pan Am Stories z kolei przywołuje klimaty letnio-wakacyjne, popołudniowo-imprezowe, a w niektórych momentach – jak wspomnianym wcześniej "John Is the Last of a Dying Breed", wręcz tropikalne. Ostatecznie potrafię sobie także wyobrazić, że dla niektórych może to być najlepsza jak dotąd płyta Rangers, jako najbardziej słuchalna – wymagająca mniej uwagi niż poprzedniczka, ale przez to sprawdzająca się w większej gamie sytuacji. Trudno o bardziej niejednoznaczną rekomendację tego wieloznacznego, wielowątkowego dzieła.

Patryk Mrozek    
8 listopada 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie