RECENZJE

Ramona Rey
Ramona Rey

2006, Tel Arana 4.1

Naszej ojczyźnie, zdominowanej przez dresiarstwo, długowłosych metali oraz nieśmiertelny etos brudasa dłubiącego sobie w nosie i słuchającego Cobaina, na gwałt potrzeba dobrego popu, choćby dla psychicznej higieny mieszkańców – w końcu jak trafnie diagnozował Kazik "Polacy są tak agresywni, a to dlatego, że nie ma słońca nieomal przez siedem miesięcy w roku". I oto w zeszłym roku ćwieka zabiła nam jakaś czarnulka wytrzaśnięta znikąd, serwując perełkę, która byłaby spokojnie polskim singlem roku i w ogóle jednym z najlepszych rodzimych singli dekady, gdyby nie discopolowa raperka Sztyka sprowadzająca numer zaledwie do statusu goodshita (o fenomenie tego killera opowiadamy tu ). Tym niemniej nadzieje zostały rozbudzone, bo za, z początku całkowicie anonimową, wokalistką stał jak się okazało Igor Czerniawski (skrywający się pod nickiem "tel arana"), jeszcze kilka(naście) lat temu jedna z najbardziej otwartych muzycznych głów w naszym kraju. Mózg Aya RL kaszany raczej by sobie nie darował, co zdawał się potwierdzać kolejny singiel Ramony "Pięknie Jest" – charakterystyczny dla brzmienia Ayi syntetyczny motyw podkładu, śmieszna melodyjka pinballowa i chwytliwe "tu tu ru" refrenu wystarczyły by przekonać mnie, że coś bardzo dobrego musi się z tego projektu urodzić. W ogóle mam taką teorię: "Pięknie Jest" odpowiedzią Ramony na Body Language. Co prawda nieszczęsny kibel teledysku niefortunnie powędrował na cover longpleja (dlaczego??), psując trochę nastrój, a kawałek, i płytę zarazem, inauguruje odgłos sączonej przez autorkę wody, co w połączeniu z akustyką oraz grafiką budzi bardzo nieprzyjemne, łazienkowe, nawet spłuczkowe asocjacje.

Cały krążek zalicza się do hit-or-missów z minimalną przewagą chybień. "Niewiele Wiem" podpierane dennymi przyśpiewkami stylizowanymi na dziecięce rymowanki przedrzeźnianki z placu zabaw to groteska. Dostojne bicie pianina i konserwatywna wieślarska solóweczka "W Jej Pokoju" pasują do classic-rockowej romancy, co nie przeszkadza temu kiczowatemu obrazkowi, przedstawiającemu samotną wrażliwą duszyczkę przesiadującą w zamkniętym pokoju i piszącą wierszę na ścianach, przerodzić się w najzwyklejszy edytowo-górniakowy smęt. Denerwują próby powtórzenia bounce'u melodii "Zanim Słońce Wstanie". W "Dojdę Tam" stajemy się mimowolnymi świadkami come backu negatywnego bohatera płyty. Ujęcie egzystencjalnych rozterek w formie hiphopolowej śpiewo-deklamacji i takie liryki jak "To słodkie życie / Jak rano na kanapce dżem / Kiedy coś nie wyjdzie / To po prostu go jem" dokumentnie kompromituje i tak skompromitowaną postać Sztyka. "To Co Chcę" (ostateeecznie czwórkowe no), wprawka dająca ogląd jak przeciętna pieśniarka radzi sobie rzucona na nu-soulową wodę. Wnioski wyciągam w ogóle pesymistyczne, a w szczególe raczej optymistyczne – porównanie z Sistarsowym badziewiem na korzyść Ramony, ładnie chwytającej odpowiedni flejwa w obcym otoczeniu i nie epatującej aż tak namolnie tymi wszystkimi wokalnymi ozdobnikami, mocno wieśniackimi w ustach naszych przaśnych ciurkających słowików. Mimo wszystko standardy niskie.

Ale nie jest tak źle. Oprócz singli nie wyrzuciłbym jeszcze paru piosenek. Przykładowo "Jak To Widzisz?", śliczna, leniwa balladka akustyczna, gdzie na gitarkach pograła sama RR, to jeden ze szczytów albumu. Piosenkarce akompaniuje w tym kawałku zachrypnięty głos Czerniawskiego, a stopniowo dołączają kolejne, owocując przyjemną, bujającą kołysanką, budzącą skojarzenia z analogicznymi próbami Waglewskiego (duet z Nosowską mam w pamięci). Dalej "Zobacz Mnie", jeszcze jeden liryczny fragment, tym razem w estetyce porządnie skrojonej, poprawnie zrobionej melancholii komercyjnego r'n'b i chciałem powiedzieć, że mimo stuprocentowego oklepania jest to produkcja na światowym poziomie, spokojnie dotrzymująca pola lub przewyższająca te bardziej bezbarwne tracki z płyt różnych Destiny's Childsów i TLC. Daje radę miniaturka "P.S.". Closer "Tak Jak Ty" pełni tu rolę sondy do badania rejonów popu alternatywnego, coś bębenki etno-hipno, fragment lingiwstycznie egzotyczny, (coś że od tyłu?). Spustoszenia nie czyni, ale w koszu też nie ma prawa wylądować. Aha, zwróćcie uwagę na "Oni Są Normalni" – tam się wokalizy Animal Collective wkradają.

Michał Zagroba    
17 sierpnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy