RECENZJE

Ramona Rey
Ramona Rey 3

2011, EMI 6.3

KM: Niełatwo mnie omamić artystowskimi sztuczkami, kontrowersyjnymi teledyskami i spreparowanymi sińcami na kolanach. W zapewnienia o Ambicji, Sztuce i Nowatorstwie też raczej nie wierzę. Gadka-szmatka, a i tak zazwyczaj kończy się na monstrualnych Pretensjach. Ramona Rey to jednak przypadek osobny, ponieważ niemal od samego początku za czasem wątpliwymi pozami Katarzyny Okońskiej i Igora Czerniawskiego skrywała się autentycznie ożywcza muzyka. Zarazem przyjemna i niepokorna, wciągająca i budząca podskórny respekt. Łatwo ją przecenić, łatwo jej nie docenić, ale najłatwiej zupełnie nie zrozumieć, bo środki, którymi posługuje się ten duet, wykraczają poza jakąkolwiek konwencję. Chyba nie muszę się rozpisywać o konfuzji, którą wywołały niepozorne single z pierwszej płyty, czy o wydestylowanym, a mimo to piekielnie żrącym brzmieniu Dwójki. Każdy już dawno wyrobił sobie o nich opinię, pokochał Ramonę albo ją znienawidził. I pewnie teraz nie zmieni o niej zdania, bo trzeci album to poniekąd kontynuacja wypracowanego wtedy stylu, ze wszystkimi jego urokami i osobliwościami.

W pewnym momencie można nawet odnieść wrażenie, że ktoś tu dyskretnie osiadł na laurach, bo kawałki z pierwszej połowy płyty brzmią jakby zostały wyjęte z poprzedniego albumu i tylko w ramach kosmetycznych zabiegów potraktowano je powtórnie repetytywnym chłodem undergroundowych klubów. Owszem, wokal Ramony jest jeszcze bardziej dopracowany i uteatralniony, ale to przecież nie wnosi zasadniczego novum, a do zaskoczenia zostaliśmy w przeszłości najbardziej przyzwyczajeni. Sytuacja zmienia się jednak wraz ze "Śladami" – od tego momentu Ramona Rey wciąga w neurotyczną, dziwaczną narrację. Podkłady Czerniawskiego stają się nagle narkotycznie rozbudowanymi, rozgałęziającymi się w nieskończoność fraktalami, a sama Ramona wkracza w domenę poetyckiego aktorstwa, budząc odległe skojarzenia np. z eksperymentami Igi Cembrzyńskiej sprzed paru dekad. Każdy z kolejnych utworów jest skończonym (a jednocześnie otwartym na interpretację) dziełkiem o odrębnej tożsamości, wodzącym po meandrach wizji artystycznej duetu. I każdy z nich przekonuje, że to piękna i dobra wizja, która napawa wiarą, miłością i nadzieją.

MR: Igora Czerniawskiego zamysł dźwiękowy i Katarzyny Aliny Okońskiej metaforyczne tchnienie. Ekstatyczna poezja Anny Świrszczyńskiej ubrana w brokatową, wyszlifowaną elektronikę. Czy to jest gustowne, czy to się dobrze prezentuje? Ramona Rey wyśpiewuje, że nie wierzy lustrom. A ja myślę, że obserwuje siebie z niemałą przyjemnością, delektuje się swoją ideą i sama na sobie robi wrażenie. Jak inaczej wytłumaczyć, że z taką determinacją utrzymuje się przy swoim ulubionym motywie nie zważając na jego narastające wyświechtanie? Pierwsza próbka starannie osadzonego w dźwiękach wywnętrzniania się robi ogromne wrażenie – stymuluje, olśniewa, zadziwia innością. Późniejsza przewidywalność monotonnych podkładów i spazmatycznego skandowania jest jednak niemałym rozczarowaniem dla wysokich oczekiwań wobec duetu. Tak jakby Ramona Rey z najbardziej szykownych szpilek przebrała się w styropianowe klapki Kubota. Szalenie się z Igorem zadomowili w swoim pomyśle na muzykę, podczas gdy dobrze by im zrobiło przewietrzenie tej przestrzeni. A czy ten organiczny wokal jest taki znowu nowatorski? Wystarczy wspomnieć dreszcze na kręgosłupie po tym, co na Księdze Tajemniczej. Prolog wyczyniał Magik. Na szczęście na płycie wyraźnie rysuje się jedna mocna drużyna kawałków. Dobrą passę rozpoczyna ''Na Dole” i dylemat pt. ''jak zmienić relacje z czasem”. Ścieżka basu prowadzi za rozkoszną melodią, którą cyklicznie rozbija szorstki wybuch. ''Kusiciel” wybija się pod względem przekory. Zarówno wokal, jak i powpinane tu i ówdzie przypadkowe dźwięki są naprawdę łobuzerskie. ''Nieprawda” stanowi epicentrum muzycznego potencjału tego albumu. Subtelnie skrzący się podkład i uwodzicielski ekspresjonizm, prawdziwa perełka. Przykuwa uwagę, jest zachwycająco spójna i onieśmielająco intymna. Mimo wszelkiej marności - posłuchajmy tego krążka. ''Wejdźmy poczujmy bajkę ze wzmożonym pigmentem”.

KFB: Chociaż sami twórcy postrzegają swoją muzykę jako "jeszcze pop", to trochę ciężko mi zaakceptować takie postawienie sprawy, ponieważ jedyne zastrzeżenia, jakie mam do trzeciego albumu Ramony, dotyczą właśnie tej szeroko pojętej "przyswajalności". Deficyt prostych popowych hooków wynagradza oczywiście końska dawka wszelkiej maści eksperymentów, która osiąga apogeum kreatywności w następujących po sobie "Na Dole" i "Nieprawdzie". Jednak w zasadzie wszędzie dzieją się tu ciekawe rzeczy, chociaż najczęściej wiążą się z abstrakcyjnymi, mocno "rytmicznymi" tekstami, ale taka nowalijka jak operowy śpiew w drugiej części "High" to też kolejny przykład rozwoju Ramony Rey na wielu polach. Nie jest to wciąż moja wymarzona odsłona tego projektu, ale nie sposób nie dostrzec, że to kolejne stadium rozwoju artystycznego wiąże się z wieloma bardzo ciekawymi aspektami i daje jednak sporo nadziei na przyszłość..

JW: Postać Katarzyny Okońskiej i jej wymykającej się wszelkim próbom ewolucyjnego usystematyzowania twórczości budziła u mnie – na różnych etapach rozwoju fascynacji muzycznych – skrajne emocje, od odruchowego obrzydzenia aż po szczerą fascynację. Nie potrafię znaleźć dla niej na tzw. polskiej scenie muzycznej (de facto nieistniejącej) nie tylko odpowiednika, a nawet punktu odniesienia. Przejście od słodko-kwaśnego popu królującego w nocnych pasmach obciachowych kanałów muzycznych do zbudowanych na biotechnologicznych strukturach dźwiękowych, odsyłających do dusznych elektrogotykiem berlińskich klubów quasi-etiud wokalnych robi niemałe wrażenie i to nie tylko, gdy weźmiemy pod uwagę kryterium ''radiowości”. Efekt końcowy, nawet doprowadzony do takiej aranżacyjnej konsekwencji, i tak bywa niespójny; wieńczące krążek ''Wołają mnie” i przypominające zaginiony toksyczny odpad znaleziony pod siedzibą DFA ''Bez Pytań” należą do najbardziej chwytliwych w zestawie, ale cała reszta zlewa się w sumie w jeden wielki bulgoczący płynnym metalem trans. A piosenki? Cóż, w Trójce w jeszcze większym stopniu niż w poprzedniczce znaczenie ma czynnik upojenia przede wszystkim organiczną atmosferą, wkręcenia się w to mechabotaniczne disco. Ramona ''Trujący Bluszcz” Rey zaś najwyraźniej doskonale czuje się w roli konferansjerki takiej imprezy.

Krzysztof Michalak     Monika Riegel     Jakub Wencel     Kacper Bartosiak    
3 grudnia 2011
BIEŻĄCE
Young MarcoBahasa
DucktailsWatercolors