RECENZJE

Rage Against The Machine
Evil Empire

1996, Epic 6.2

Na tę płytę fani RATM czekali aż cztery lata. Jednak po rześkim debiucie antycypacje były wielkie nie tylko ze strony słuchaczy-amatorów. Również krytycy poprzeczkę zawiesili wysoko. I chociaż w opiniach o Evil Empire dominuje raczej pogląd o wtórności w stosunku do wcześniejszego dokonania, to nie wydaje się być on do końca uzasadniony. Pomimo, iż od strony muzycznej drugi album nie jest rozwinięciem, ani też przedsięwzięciem ambitniejszym niż debiut, grupie udało się nieco odświeżyć (także produkcyjnie) brzmienie z zachowowaniem charakterystycznego stylu. Tom Morello raz jeszcze może być dumny ze swojego riffowania, zagrzewającego do politycznych bojów młodocianych fanów kapeli. Struktura kompozycji nie należy może do wyszukanych, rozpoznawalne wiosło gitarmena Rejdżów ogranicza się do wygrywania kilku schematycznych motywów, obudowanych wymyślnymi zagrywkami gitarowymi, ale goście od początku stawiali raczej na żarliwą prostotę.

Chociaż na płycie trudno wskazać szczególnie słabe punkty, na pewno bardzo brakuje tej nieudawanej zaciekłości, maniakalności i niezwykłej energii, wynoszącej s/t ponad przeciętność. Teksty De La Rochy, mimo iż nadal brutalne, straciły trochę charakter "protest songów" z debiutu, zapluwanie mikrofonu zostało poskromione, a wścieklizna stłumiona. Do zalet albumu trudno też zaliczyć jednorodność materiału. O ile na "jedynce" całkowita stylistyczna monotonia przechodzi niezauważona, tak tutaj przydałoby się pokombinować trochę z brzmieniem. Do najlepszych tu utworów należą najbardziej płomienne i pomysłowe w swojej prostocie "People Of The Sun", "Bulls On Parade" i "Down Rodeo". Cała reszta, choć zazwyczaj poprawna, nie wybija się zbyt wysoko ponad szarą masę.

Michał Zagroba    
25 lipca 2001
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja