RECENZJE

Rae Sremmurd
SremmLife 2

2016, EarDrummers 6.3

To od początku była historia jak z ekranu. Rae Sremmurd jak Rocky Balboa, jak Leo Messi, może nawet jak Lech Wałęsa. Od zera do bohatera, od bezdomności do tańczenia w high-lifowym klipie z Nicki Minaj, od kręcenia bibek dla fajnych (i tych mniej fajnych) dzieciaków z Atlanty po dymanie zaatlantyckich nastolatek. Wiadomo, można sobie pośmieszkować, bo i cała akcja pod tytułem Rae Sremmurd na pierwszy rzut oka wygląda kuriozalnie, ale fakt faktem – goście zbudowali swoją markę od podstaw, zaczynając jako odchowani na pirackim Fruity-Loopie, przezabawni Dem Outta St8 Boyz (Kid Krunk THE BOSS i CaliBoy da Wiz Kid!!!, heh, już wtedy byli chodzącą skarbnicą memów), by stać się pupilkami jednego z najaktywniejszych producentów w branży. Gdzieś z kosmosu pojawił się Mike-WILL-Made-It ze swoim Ear Drummers (przeczytajcie se to od tyłu), a potem było już tylko odmóżdżające skandowanie "No Flex Zone" do upadłego. I nawet jeśli w duecie fascynowało to, co jednocześnie odstraszało sporą część potencjalnego fanbase’u, to SremmLife było skazane na sukces – w końcu każdy, wbrew swoim wyobrażeniom o sobie, chciałby kiedyś na melanżowym rauszu pomachać butelką najdroższej wódki, nie zważając na to, ile się uleje. No, typy wiedziały jak porwać tłumy.

Sofomor duetu to dla mnie sztandarowy przykład płyty, dla której ten jebany krótkopiłkowy kciuk mógłby się wreszcie zgiąć w przegubie, bo jako wyznawca debiutu nie potrafię się nim w pełni zachwycić, a przecież nie docenić to też byłaby ostra patola. Dwójka to zbiór diametralnie inny od swojego poprzednika, zdecydowanie mniej chwytliwy, mniej bijący w oczy, przytłumiony. Nieco przybledła rozkrzyczana, wysokooktanowa charyzma i nieskończony hasztagowy potencjał, a maniackie bity ustąpiły miejsca bogatszym fakturowo medytacjom nad dystopijną wizją świata w pokoju z dalekim widokiem na DS2. Mike-WiLL-Made-It jak zwykle nie zawodzi, a jedyny poważny wrzód na produkcyjnej tkance albumu stanowi czerstwa, new-age’owa pozytywka z "Came A Long Way", coś jak refleksje Mika Oldfielda nad sensem życia (nie żebym miał coś do Oldfielda, ale zdarzało mu się nagrywać takie rzeczy). Ziewam, ale w tym akurat Williams nie maczał palców. W jego pysznym repertuarze znajdziemy natomiast wampiryczny trap "By Chance", odrętwiałą mantrę "Look Alive", paranoiczne "Real Chill" czy chilloutową, nieco hotline’ową (że ten klawisz tak podskakuje) balladkę "Take It Or Leave It", chyba mój ulubiony track na płycie, oczywiście obok doskonałego "Black Beatles", w którym podoba mi się tak dużo, że nawet nie chcę zaczynać o tym pisać – to po prostu kopalnia złota na każdej możliwej płaszczyźnie, niech sam fakt nazywania siebie czarnymi Beatlesami i nieośmieszania się przy tym o czymś świadczy.

Wiadomo jak to jest ze Sremmami i ich rapem (czy tam quasi-rapem, jak kto woli): albo łykasz, albo się pierdol gardzisz. Na SremmLife 2 chłopaki zrezygnowali z pompowania hitów na rzecz wpisywania swojego oryginalnego, zupełnie nieintuicyjnego stylu w bardziej eksperymentalną formę i nawet jeśli ten przeskok z permanentnego najebania darmowymi szotami na kodeinowy chill z mordą wymierzoną w szafę nie podzielił najtwardszych Sremm-headów, to przynajmniej w samym wieżowcu Porcys spotkałem się z kilkoma różnymi opiniami. Sam początkowo myślałem, że mój problem z tym albumem opiera się o brak wyrazistości, brak olśnienia formą, jakie towarzyszyło przy odsłuchu debiutu, może trochę brak spontaniczności. Prawda natomiast jest bardziej prozaiczna: Sremm Life 2 jest po prostu…nierówny. Obok wspomnianej zamuły "Came A Long Way" mamy tu też zupełnie nieświeże "Shake It Fast" czy zalatujący sucharem, mustardowy kawałek z Lil Jonem, czyli w sumie pozycje, które w zamierzeniu miały pełnić funkcje bengerów, a okazały się kłodami potrzebnymi światu jak nowy album Avalanches. Albo na przykład "Do Yoga", nie nudzi was to? Mnie trochę nudzi.

Tymczasem zarzynam "Black Beatles" trzeci tydzień, a że pochodzę ze skromnego domu, nauczony, że się trzeba dzielić, to na pożegnanie dzielę z wami. Now it’s time to say good night, good night, sleep tight…

Wojciech Chełmecki    
31 sierpnia 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie