RECENZJE

Radiohead
Hail To The Thief

2003, Parlophone 9.4

Nie od dziś pracownicy wielkich sklepów muzycznych odpowiedzialni za dobieranie ścieżki dźwiękowej dla snujących się po zakamarkach bezdusznej instytucji konsumentów rozmijają się z wartościami. Próbując dokonać wyboru, który cieszyłby się uznaniem wszystkich zgromadzonych, największe bezguścia błądzą wzdłuż i wszerz listy przebojów, ambitniejsi poszukują zawodowego spełnienia, szperając w niezobowiązujących wydawnictwach z kręgu chill-outującego easy-listeningu. Ale w dwóch przypadkach autentycznie doświadczyłem katharsis przechadzając się po takim płytowym molochu. Pierwszy raz w roku 2001, kiedy z głośników popłynęło "Morning Bell/Amnesiac", a ostatnio zostałem wystrzelony w powietrze odtworzoną z imponującą głośnością, potężną spowiedzią "Scatterbrain". W duchu zaprotestowałem przeciwko beztroskiemu odsłanianiu "płyty roku" uszom przypadkowej gawiedzi, nie wyrażającej nawet takiej woli, ale nie mogłem zaprzeczyć, że coś fascynowało w tym publicznym displayu. Perły przed wieprze. Jedyni współcześni geniusze muzyki popularnej, których twórczość trafia pod strzechy i jedni z nielicznych potrafiący połączyć intymny przekaz z uniwersalną wymową. Relacja z Ok Computer jest prawdopodobnie jednym z głębszych emocjonalnie związków, jakie mogą przydarzyć się na linii człowiek: okrągły kawałek sztucznego tworzywa – jednocześnie album ten stanowi pewien kulturalno-cywilizacyjno-polityczny pomnik – jest hołubiony przez niemal wszystkich posiadających go w swojej kolekcji. A tych trochę się już zebrało.

Istnieją dwa rodzaje popularności. Pierwsza to wartość komercyjna, mierzona ilością sprzedanych egzemplarzy, druga to szacunek jakim cieszy się grupa w kręgach krytyki muzycznej. Pamiętam oczekiwanie na Kid A, śledzenie komentarzy prasowych po pierwszych zetknięciach z następcą Ok Computer. Uderzający był brak jakichkolwiek słów krytyki pod adresem Radiohead. Ci, do których tak drastyczna metamorfoza nie trafiała od razu, przebąkiwali o wielkim eksperymencie, nowatorstwie, odkrywaniu całkowicie nieznanych terytoriów, a wszystko raczej bez odpowiedniego przygotowania w temacie progresywnej elektroniki. To był właśnie bodziec, którego potrzebowali IDMowcy, żeby na chwilę wychylić czubek nosa ze Squarepusherów, Autechrów, oraz innych warpowskich przodowników pracy, by dać szansę nowemu Radiohead, jeśli nie w postaci fizycznego krążka, to przynajmniej w rzeczywistości wirtualnej. Naturalnie, w ten sposób od kilku lat obśmiewane jest wszystko, co łączy się z elektroniką, od "Everything In Its Right Place" począwszy, na "Myxomatosis" skończywszy – gdzie to zapowiadane nowatorstwo, soniczne eksploracje, albo przynajmniej zakręcony drill-n-bassik, astro-digital-noise, czy coś w tym rodzaju?

A Radiohead nigdy nie zależało na wielkich odkryciach dla samego bycia efektownym. Na żadnym etapie działalności od 1997 roku nie zaliczali się do grona zespołów poszukujących lub eksperymentujących, bo od Ok Computer każdy wydany utwór to natchniony fragment muzyki o charakterze skończonego dzieła, dopracowana do najdrobniejszych detali, spójna wypowiedź. Thom Yorke, jeden z wybitnych współczesnych artystów i chyba też ludzi w ogóle, Jonny Greenwood, oraz niezastąpiony Nigel Godrich sprawiają wrażenie perfekcjonistów, nie będących w stanie zaznać spokoju, dopóki obecność każdego szmeru nie zostanie starannie przeanalizowana, przedyskutowana i uzasadniona. Kto wie, czy to nie między innymi ta właśnie cecha wrogo nastawia do Radiohead tych, którym mainstream, komercja i brak niezależności kojarzy się nie tylko ze sferą wizerunku marketingowego, pozowania do zdjęć w kolorowych pismach, ale również w warstwie czysto muzycznej – sterylną, odhumanizowaną produkcją. A jest to nic innego, jak wyobraźnia i dalekowzroczność: przypuszczalnie za kilkadziesiąt lat wydawnictwa Radiohead będą za produkcję podziwiane i nikt nie zastanowi się nawet nad nieobecnością undergroundowych ideałów, czy innymi snobistycznymi fobiami.

Z czterech arcydzieł Radiohead Hail To The Thief sprawia wrażenie płyty najbardziej wyluzowanej, nie obarczonej stresem, frustracją i paranoiczną pedanterią Yorke'a, dzielącego zresztą swoją obsesję i pracoholizm z Godrichem. Słynne opowieści O'Briena o pełni formy i mocy twórczej znajdują potwierdzenie w swobodzie, z jaką przychodzi im stworzenie kolejnego wybitnego lub prawie-wybitnego albumu. O ile o jakość Amnesiaca, na świeżo po Kid A, nie było powodu się martwić (to w końcu utwory z tej samej sesji), o tyle brak niepokoju teraz, po dwóch latach przerwy, zadziwił nawet mnie samego. Zdaje się, że zaufałem tym ludziom bezgranicznie, a po zapowiedziach O'Briena wiara przerodziła się w pewność. Złota piątka z Oksfordu jest na fali, albo precyzyjniej, w jednym z najbardziej produktywnych muzycznych transów ever, i wszystko wskazuje na to, że na razie nie dobiega on końca. Świadectwem rosnącego komfortu psychicznego może być łatwość, z jaką powstają uduchowione groove'y pokroju linii basu w "Go To Sleep", "Where I End And You Begin", czy "A Punchup At A Wedding".

Jeśli mowa o wymiatających groove'ach, oddzielną historią jest singlowy "There There", cudownie wysmakowany i pokomplikowany porywający rockowy sweeper, mogący pomieścić kilka piosenek takich jak "I Might Be Wrong", a przy tym fascynujące, wielopłaszczyznowe dokonanie aranżacyjno-produkcyjne, obfitujące w odcienie tekstur, od majaczących po wyjechane, księżycowe. Nasycenie rytmiczne i harmonie, w których trudno się połapać - dodatkowe ścieżki wokalne i odmienne barwy gitar korespondujących ze sobą na różnych poziomach aranżacyjnych składają się na kawałek za dziesięć lat nucony na Marsie. "2+2=5" krzyżuje oryginalną balladowość spod znaku "Knives Out" z drapieżnymi Greenwoodowymi przejściami sięgającymi Ok Computer. Podobnie ekstatyczne sola, współgrające wyładowania "Go To Sleep" to paranoidowe odniesienie i pierwsza od czasu "Optimistic" prawdziwa gitarowa orgia, łącząca dziki rozmach z akustycznym duchem i precyzją.

Nie licząc jungle'owej części "Sit Down. Stand Up.", "Backdrifts" jest pierwszym reprezentantem bloku elektronicznego. Laptopowe symulacje przypominają "Like Spinning Plates", ale powykręcana pętla i beat napędzający transową jazdę założeniami zbliżają się raczej do "Idioteque". W efekcie "Backdrifting" bezpiecznie sadowi się gdzieś pomiędzy tymi skrajnymi wariantami, od siebie dodając ponadto ożywcze interludium pianinka i kilka ornamentalnych kosmo-funk basowych zakrętasów. Programowane beaty, cyfrowe liźnięcia i bleapy wypełniają przestrzeń w klaustrofobicznym "The Gloaming", a inercji tego utworu przeciwstawia się zamaszysty "Myxomatosis" – depresyjne, futurystyczne electro. Jeśli miałbym wyselekcjonować perły Hail To The Thief, to żaden track z post-warpowego oblicza Radiohead nie znalazłby się na liście, tym niemniej wszystkie bezdyskusyjnie stanowią wartościowe punkty płyty. Z kolei na samym szczycie takiej listy widniałaby nazwa "Sail To The Moon" ("Pyramid Song" albumu), niewiele niżej "A Wolf At The Door" i kontynuacja "Life In A Glasshouse", jeszcze bardziej wyrafinowana "We Suck Young Blood" – senna pieśń żałobna, wywołująca obrazy odrętwienia, przygnębienia, powłóczenia nogami w powolnej, odrealnionej wędrówce. Jej klimat, podobnie jak utworu zamykającego Amnesiac, może budzić skojarzenia z Tennessee Williamsa Tramwajem Zwanym Pożądaniem, na marginesie sztuką przeze mnie uwielbianą. Nowoorleańska dream-paranoia "We Suck Young Blood" idealnie współgra z historią Blanche.

Hail To The Thief wymiata po całości. Jest to piękno mniej oczywiste, niż w przypadku Amnesiac, głębiej ukryte, ale być może dzięki temu bardziej trwałe. Nie równa się rzecz jasna z tytanami, co wydaje się raczej niemożliwe, jednak taki poziom obezwładnia wystarczająco. Tysiąc ambitnych kapel próbuje co roku uzasadnić swój byt artystyczny; kolejne zwycięstwo Radiohead graniczy z prawdziwym cudem. Zakończmy więc może cytatem z TVNowskiego programu "Nie Do Wiary": "O ile do wszystkiego staramy się tu podchodzić jak najbardziej sceptycznie, tym razem niewątpliwie mamy do czynienia z działalnością sił pozaziemskich".

Michał Zagroba    
1 lipca 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie