RECENZJE

Radio 4
Stealing Of A Nation

2004, Astralwerks 3.7

No ok, tydzień wyborczy w USA się skończył, pobite już gary, po jabłkach i pozamiatane. Wszystko wiadomo, emocje opadły i teoretycznie temat stracił aktualność. Tak? TAK?! Ej hello czy ktoś z was zastanawiał się na przykład co się właśnie stało? Bo osobiście "nie ogarniam tego co się dzieje na tym świecie, idę zapalić", jak by to ujął nasz naczelny. Kiedy tydzień temu we wtorkowe popołudnie spotkałem w metrze Jędrzeja i oznajmił mi, że Bush wygrał, średnio chciało mi się uznać ten fakt za realny i obowiązujący. Ja to się naprawdę chyba wypisuję z tego świata. Dlaczego dlaczego dlaczegooo. Przecież wieśniak o mocarstwowych zapędach, który zwyciężył drugą kadencję z rzędu, nie ma dla mnie po prostu racji bytu. Burak nie powinien w ogóle być dopuszczony do rywalizacji, bo jego miejsce jest na sądzie międzynarodowym w Brukseli czy gdzieś. Kowboj o mózgu rozmiarów kciuka gąsienicy zapracował sobie na oddzielną kategorię: przestępca międzynarodowy manipulujący za pomocą korupcyjnych mechanizmów połową globu i wszczynający konflikty zbrojne o powszechnym zasięgu dla osiągnięcia partykularnych interesów, rodzinnych nawet, a nie państwowych.

Ej ja się nie interesuję polityką zupełnie, ale to co tu się dzieje na naszych oczach to jest jakaś afera. Na chuja rechotaliśmy się oglądając scenę "now watch this shot!" w Fahrenheicie, na chuja PLEASE VOTE, na chuja debaty w których normalny kontrkandydat Kerry wygrał merytorycznie (??), na chuja, skoro Britney Spears ufa swojemu prezydentowi, będzie na niego głosować i za nią podążyły miliony? Ameryka też się sypie, to osobny rozdział? Ale ludzie, Ameryka jest, po pierwsze, POKURWIONA. Pomijając już sławetną kwestię pośredniego systemu wyborczego (jacyś elektorzy), prymitywizm społeczeństwa amerykańskiego załamuje mnie w stopniu ciężkim do zreferowania. Siedem dni temu George W. miał jeszcze więcej sympatyków, niż w 2000. Dla kogokolwiek zdrowego psychicznie i dysponującego ilorazem inteligencji przekraczającym współczynnik przypisany szympansom (nie mam nic do szympansów, btw) oczywistym jest, iż w ciągu tych czterech lat panujący buc zrobił co w jego mocy, żeby stracić posadę. Ale nie, Amerykanie wiedzą lepiej. Zbrodniarz broni ich korzyści, nie daje się sugestiom ONZ (what the fuck, jesuuuu??) i w ogóle troszczy się o lud. Czy ja śnię, uszczypnijcie mnie nooo.

A po co to wzmiankuję? Wcale nie tak sobie. Równocześnie z wydarzeniem wpadła mi w ręce nowa płyta brooklyńskiej formacji Radio 4, Stealing Of A Nation, w zamyśle odważny manifest krytyczno-polityczny pod adresem funkcjonującego w Stanach systemu. Lubiłem i kibicowałem Radio 4 dwa i pół roku temu, gdy zakupiłem ich świeżego wtedy sofomora. Wczoraj zapuściłem sobie Gotham! i przyznaję: sound się przez ten czas ździebko zestarzał (eksplozja i późniejszy przesyt dance-punku pomogły), a kilka numerów dziś skipuję, choć generalnie wrażenie wymiatania przetrwało i wciąż potrafię zostawić "Calling All Enthusiasts" na repeacie. Teraz koledzy nadal żwawo poruszają się po obranej konwencji, lecz główny problem ze Stealing tkwi w podejściu. Wokalista Anthony Roman poczuł najwyraźniej, że dopadł go syndrom gwiazdy rocka: "wszystkie laski na mnie lecą, co noc inna" (no offence, hehe). Tkanka dyskotekowa czka sztucznie, standardowe groove'y nudzą, a lotnych hooków jak na lekarstwo. Produkcja jawi się komercyjnym zamachem na gusta masowe, z Maxem Heyesem jako dobrym wujkiem od męczących, zbędnych patentów brzmieniowych. Za jego sprawą krążek odrzuca przesadnym angażem efekciarskich tricków i mainstreamową pianką na wierzchu.

Dla złośliwych tego typu dziełka dowodzą śmierci nurtu. Sądzę, że kopiowanie popularnej maniery bez garści rozsądnych kawałków na starcie zawsze irytuje obcykanego w sytuacji odbiorcę. Jak długo można serwować cięte, scrunchowane lekko riffy na dwóch najwyższych strunach wiosła, pulsujące, ołowiano-funkowe linie basu i afrykańskie bębenki w roli przeszkadzajek, przy ledwie miernym materiale wyjściowym? Same bity nużą na własnych prawach: płytkie, często samplowane, uzupełniane o dodatkową automatyczną stopę, sporadycznie ("FRA Type 1 & 2") imitują estetykę electro, wypadając jak banalne remixy fajowych niby piosenek ("Party Crashers", "Money", "Shake The Foundation"), w sumie lądujących jak gorsze autoplagiaty z Gotham! Jeśli uprzednio zespół bezczelnie, ale hulacko kopiował Gilla i Kinga, tu Radio 4 zajęli pozycję wypalonych z życia, acz solidnych rzemieślników. Szukając miażdżącego rockowego krążka o skłonnościach tanecznych, który byłby zaangażowany w przekazie, traficie w końcu na Exterminatora i z głowy wyleci wam przeterminowane na chwilę obecną pozerstwo Radio 4. Aha, no i nic dziwnego, że lewica poniosła dotkliwą klęskę (Senat, Izba Reprezentantów), skoro do walki bezpośrednio zagrzewała ją tak kiepska rzecz.

Borys Dejnarowicz    
9 listopada 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie