RECENZJE

R. Luke DuBois
Timelapse

2006, Cantaloupe Music 3.9

"When I was nine years old I got my first desktop computer. When I discovered that if you held down the space bar for too long the computer would beep at you, I decided to become a computer musician". Tak pisze o sobie autor płyty Timelapse na swojej stronie internetowej. Jak widać, DuBois okazał się trwały w swych postanowieniach i został muzykiem, a nawet doktorem muzykiem i wykłada obecnie na amerykańskich uniwersytetach. Swoją drogą, o co chodzi z karierą naukową na uczelniach muzycznych?! "Cześć, jestem docentem fagotu"? Można by w takim razie spytać skąd zainteresowanie serwisów pop-muzycznych tak światłą osobą. Ano za sprawą jednego utworu, nazwanego z niewinna "Billboard".

"Billboard" to najnowsze dziecko "time-lapse phonography", prawie genialnej techniki kompozytorskiej stworzonej przez DuBois. Jej błyskotliwe (serio!) założenia najłatwiej będzie wyjaśnić właśnie na przykładzie owego utworu. Autor zestawił w nim chronologicznie 857 przebojów, które w latach 1958-2000 okupowały pierwsze miejsca na billboardowej liście Top100. Oczywiście, nie całe piosenki, lecz ich skrawki. Za każdy tydzień na szczycie – sekunda obecności. Do tego momentu brzmi obiecująco. Jakże ciekawie byłoby wysłuchać 40 lat muzyki w trakcie 37 minut, móc obserwować ewolucję brzmień, stylów, gustów... Ale nic z tego. Za pomocą wynalezionego przez siebie algorytmu, Luke uśrednia częstotliwości występujące w danym fragmencie muzyki, sprowadzając je do jednego, ambientowego tonu. Zatem na poziomie słucham muzykę, obcowanie z "Billboard", to niezapomniane pół godziny z nieregularnie zmieniającymi się szmerami. Poziom wyżej, na muzyka skłania mnie do refleksji, utwór stawia pytania o znaczenie czasu w muzyce, tajemnicę ludzkich gustów oraz sens wartościowania muzyki. Skoro bowiem nie obserwujemy zmian w kolejnych piosenkach (wszystkie pseudo-drone'y są niemal identyczne), to może sugestią autora jest, że w istocie, muzyka się nie zmienia?

Oczywiście, pewne obserwacje wnikliwy słuchacz może poczynić. Ułatwia to zamieszczona na płycie prezentacja, która w trakcie muzyki wyświetla tytuły aktualnie szumiących utworów. No więc zauważamy, że 30 lat temu więcej piosenek docierało na szczyty list, szybciej je jednak opuszczając. W latach dziewięćdziesiątych, przy potężnych machinach promocyjnych, trudniej było już wspiąć się na pierwsze miejsce. Ktoś zauważył także, że prawie wszystkie hity z 1978 roku są w "F", gdyż algorytm zachowuje tonacje oryginału... Ale czy nie zmienia się to w rodzaj pokracznej łamigłówki? Jeśli dźwięk bardziej przypomina buczenie lodówki, to znaczy, że szerzej korzystano z kobiecych chórków, a jeżeli szum zmywarki, to więcej perkusji? To nie jedyna kompozycja Luke'a DuBois wykonana techniką "time-lapse". W etiudzie filmowej "Academy" streścił 76-ciu oscarowych laureatów, w obecnym na Timelapse "Clavier" podsumował wiadomy cykl J.S. Bacha. Istna maszynka do tworzenia głębokich, konceptualnych dzieł. Obawiam się jednak, że DuBois, w imię awangardy, uczynił je niesłuchalnymi.

Piotr Piechota    
5 kwietnia 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie