RECENZJE

Queens Of The Stone Age
Songs For The Deaf

2002, Interscope 6.2

Jak może zauważyliście, nie jesteśmy na Porcys fanami heavy-metalu. Ostre gitary tak, heavy-metal nie. Ani płyty Metalliki mnie nie pociągają (zwłaszcza te ostatnie, hłe hłe), ani Iron Maiden, ani Slipknot (błehehehehe). Są jednak wyjątki, a zalicza się do nich (obok przykładowo Toola) Queens Of The Stone Age. Dlaczego? Bo goście na każdym albumie co jakiś czas rzucają fajnymi pomysłami, które doprawiają pięścią gitar. Tak było na self-titled i na R (nie ma to jak zwięzły tytuł), tak jest też na Songs For The Deaf.

Queensi to dwaj faceci rodem z "legendarnego" Kyussa: Josh Homme (gitara, wokal) oraz Nick Oliveri (bas, wokal). Oprócz nich, przez zespół przewinęło się (ale tylko w charakterze współpracowników, nie członków kapeli) kilku innych muzyków. Najsłynniejszym jest oczywiście David Grohl, który na nowym albumie zagrał kilka (ale nie wszystkie) partii bębnów, co czynił także na kilku pierwszych tegorocznych koncertach grupy. Postaciami głównymi zawsze pozostają jednak Homme i Oliveri, którzy dbają, by muzyka grupy nie oderwała się od korzeni masywnego, pustynnego Kyussa. Udaje im się to, choć płyty Queensów nie są arcydziełami, wyróżniają się jedynie w cięższej kategorii słuchowej, od, powiedzmy, dziewięćdziesięciu decybeli.

Fani QOTSA chełpią się tym, że ich zespół doskonale łączy ze sobą kilka niby zupełnie odmiennych stylów w jeden, wyjątkowy. W stosownej wyliczance znajdują się zazwyczaj: alternative-metal, heavy-metal, hard-rock. Ja dopisałbym jeszcze nu-metal (choć na szczęście tylko domieszka w "No One Knows"). Można przyjąć, że fani mają trochę racji, choć najbezpieczniej o muzie QOTSA jest powiedzieć po prostu "rock", nic bowiem, co tworzą Queensi poza jego ramy nie wykracza. Mamy tak więc wszelakie odmiany gitar: te szybkie, te dostojne, te ciężkie, te melodyjne (żadne z nich jakoś wyjątkowo nie kopią, często bywają nawet przewidywalne, trudno jest się też nimi podjarać). U Oliveriego i Homme'a najwięcej jest jednak tych melodyjnych, co jest zupełnie nietypowe dla zespołów tego typu. "Ostre wiosło i fajna melodia? Ściemniasz Jędrzej, przyznaj się." No jednak nie, muza "Królowych Epoki Kamiennej" taka właśnie jest.

Na tym nie koniec. Duet ten bowiem lubi czasem odrobinę poeksperymentować, z całkiem niezłymi skutkami. A to ułożą coś z instrumentów dętych (tak kończyła się R), a to podmuchają na harmonijce i zagrają prawie rockandrolla (takie zakończenie ma Songs For The Deaf). Wydaje się, że zapas tricków im się nie kończy, co w sumie i tak niestety nie chroni nas przed znudzeniem, które nastąpi prędzej, czy później. Tych kilka, kilkanaście pierwszych przesłuchań będzie przyjemnych, nie powiem. Po jakimś czasie jednak melodie zaczną ze zużycia skrzypieć i chrobotać, czary natomiast nie będą już tak efektywne. Zostanie sam heavy(nie tak bardzo zresztą)-metal. A wtedy już koniec, Queensi mogą nie istnieć.

Nawet, gdy pole siłowe piosenek Oliveriego i Homme'a nie zdążyło jeszcze osłabnąć, płyta nie dorasta wielu, wielu innym tegorocznym rockowym wydawnictwom z USA do pięt. Właśnie miałem się zabierać za słuchanie Songs For The Deaf, kiedy przypomniało mi się, że mam sprawdzić jakość koncertu Interpolu, który jakimś cudem wyczaiłem w sieci. Owa czynność, czyli miarkowanie, jak blisko głośników stał nagrywający i jakim sprzętem dysponował, trwa około dziesięciu sekund; po ich minięciu już wiesz, czy ściągasz niesłuchalne gówno, czy też coś wartościowego. Wyostrzyłem więc uszy na te kilka taktów Interpolu i... żegnaj Queensie. Nie mogłem się przemóc, by nie włączyć zaraz Turn On The Bright Lights. Co gorsza, sama myśl o włączeniu Songs For The Deaf napawała mnie prawie wstrętem. Wniosek? Płyta na powyżej 8.0 to nie to, co płyta na powyżej 6.0. Tych pierwszych wyszło w tym roku na tyle dużo, że tymi drugimi nie trzeba się zajmować. No chyba, że chcecie sprowadzić znajomego z drogi nu-metalu. Queens Of The Stone Age nie będą wtedy dla takiego delikwenta szokiem, a mogą zasiać odpowiednie ziarenko.

Jędrzej Michalak    
21 listopada 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy