RECENZJE

Pustki
Studio Pustki

2001, Antena Krzyku 3.3

"Ja, jako autorytet moralny i estetyczny, w całej rozciągłości popieram działalność i drogę rozwoju zespołu Pustki. Młodzi są, a już coś umieją. Ja w ich wieku nic nie umiałem" – te słowa wypowiedziała jedna z moich ulubionych postaci życia publicznego, Marcin Świetlicki. Wydaje mi się, że tym razem myli się bardzo krakowski poeta. W ich wieku wiele osób potrafi już grać na gitarze, basie i perkusji. Najbardziej niesamowici młodzi ludzie potrafią nawet obsługiwać każdy z tych trzech instrumentów. Moja koleżanka uczęszczała kiedyś do szkoły muzycznej i byłaby w stanie urządzić mały koncert fortepianowy dla swojego brata i rodziców. Chodziłem do klasy z kolesiem, który pisywał wiersze, a nawet pojawił się raz w telewizji w programie młodzieżowym "Mur", prezentując swoją wczesną twórczość! Widzicie? Wielki poeta, tyle już umie w takim wieku, a jednak nie pcha się do showbusinessu. Niestety, taką pokorą nie mogą pochwalić się muzycy Pustek: mają sprzęt, mają kontakty w muzycznym światku, więc wydają. Co więcej, albumowi Studio Pustki towarzyszy debilna promocja polegająca na obwoływaniu grupy najwiekszą polską nadzieją, tudzież najlepszym polskim zespołem rockowym. Gówno prawda. Płytka ma w przeważającej części charakter przypadkowych, amatorskich poczynań kolesi prywatnie zbierających się na wspólne muzykowanie przy piwku przed telewizorem. Tak, wiem, że w takich warunkach powstają czasami wielkie arcydzieła sceny niezależnej, ale w tym wypadku efekty są niestety bardzo mizerne.

Co to jest pseudoalternatywa? Ci, którzy wcześniej nie zetknęli się z podobnym określeniem niech na początek posłuchają sobie Pidżamy Porno. Znacie już Grabarza i spółkę? Chcecie czegoś subtelniejszego? Włączcie Studio Pustki, przeskoczcie do ósmego tracku zatytułowanego "Bruno". Tam wokalista Pustek czyta fragment prozy Schulza (wyobraźcie sobie Jarosława Kalinowskiego czytającego Iliadę w oryginale – bardzo podobny efekt). Jego infantylny głos zdaje się mówić: lubię literaturkę, Jung i Freud są mi nieobcy, czasami zapuszczam jakąś fajną płytkę, jestem w tym kraju prawdziwą alternatywą, zaraz wychodzę na imprezkę. Przynależność do określonej subkultury chłopaki manifestują oczywiście coverem Kryzysu. Jest to tym dla wszystkich pseudoalternatywnych kapel, czym pielgrzymka do Mekki dla muzułmanina.

Jak już wspomniałem, w utworze "Bruno" Janek Piętka melodeklamuje. I jest to zdecydowanie jego najżałośniejszy wyczyn na płycie. A przecież po kilku pierwszych piosenkach wydawałoby się niemożliwe, żeby wokalista był w stanie robić coś gorzej od śpiewania. Piętka gra na basie i coś mi się zdaje, że z tym wokalem padło na biedaka w drodze jakiegoś losowania czy czegoś takiego, bo jego wokalny performans sprawia, że coś zaczyna mi się przewracać w żołądku. Takich kawałków jak "Patyczak" i "Pan Wita" mogliby używać podczas przesłuchań chińscy wojskowi w ramach torturowania demokratycznych działaczy. Niewiele ustępują im pełne pseudolaternatywnego zadowolenia z życia, naiwne pioseneczki pokroju "Everybody Must Get Stoned" czy "Antresola". Ta druga brzmi jakby zespół z Piniku Country podłączył się do pieca wykonując jeden ze swoich nędznych standardów. Nie lubię Pikniku Country, a jeszcze bardziej nie lubię głosu Janka Piętka. Do największych rozpieprzaczy mózgu należą jeszcze bezmyślnie noise'owy "Rising & One Mic" oraz wspomniany cover Kryzysu, "Święty Szczyt". A to, że jednak można wykonać ten utwór w sposób porywający nie tak dawno temu udowodnili Usersi podczas jednego ze swoich pierwszych koncertów.

Na szczęście jest na Studiu Pustki kilka zdecydowanie wybijających się fragmentów, pozwalających żywić nadzieję na lepszą przyszłość (oczywiście tylko pod warunkiem zatrudnienia nowego wokalisty). Świetne są na przykład "Kołeczki i Wodniczki" – cztery minuty kojących, ale i wciągających, jednostajnych motywów z psychodeliczymi zaciągnięciami gitar w tle i kolejne cztery bardzo ciekawych i pomysłowych improwizacji na miarę odrzutów z Washing Machine. Zaraz po "Kołeczkach" następuje jeszcze jedna zwykła, ale tym razem całkiem fajna, piosenka. Do wybijających się utworów należą również instrumentalne "Pawilony", oparte na bardzo ładnym, zapadającym w pamięć motywie. Do głosu dochodzą wreszcie instrumenty klawiszowe, nadając tu nawet lekko jazzowego posmaku. W sumie Pustki to jak na razie druga liga. Nie jest tak źle, w przeciwieństwie do innych tego typu kapel w warszawskim kwintecie drzemią chyba spore możliwości. Bezmyślność wydaje się być tutaj przeszkodą możliwą do pokonania.

Michał Zagroba    
15 maja 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja