RECENZJE

Püdelsi
Psychopop

1999, SP 7.2

To bardzo, ale to bardzo słaba płyta. A także dedykowana ludziom słabym, o słabych i dla słabych. Skierowana do cherlaków w okularach. Cytuję tu tylko to, co muzycy Pudelsów powiedzieli w ramach promocji albumu Psychopop. To swoista filozofia. Że słabi przetrwają. Dlaczego? Bo są giętcy. Mocni są za mocni i się złamią. Natomiast słabi, dzięki swojej giętkości, nie złamią się i przetrwają nawet to, czego nie przetrwają mocni. Mam nadzieję, że się rozumiemy. Ale to jeszcze nie koniec filozofii przy okazji tego wydawnictwa. Tytuł Psychopop to określenie wymyślone specjalnie na okazję tego albumu Pudelsów. Jest wszak połączeniem odpychających się z pozoru przeciwności: muzyki pop i psychodelii. A eklektyzm ten fascynuje. Wrażenie robi już sama konstrukcja płyty, podzielonej na dwie partie. Pierwsza z nich zawiera sześć utworów stylistycznie nawiązujących do kanonów muzyki popularnej. Podkreślam jednak: są to nawiązania. I z racji swojej oryginalności wypadają one wręcz pasjonująco. Rock'n'rollowe "Emeryten Party", nieco zatrącające pastiszem "Noś Dobre Ciuchy" i "Samba – Mamba", ostry, gitarowy "Szpaner". Rewelacyjne "Szuwary", których opis tylko zepsuje wam radość pierwszego zetknięcia się z tą piosenką. A jest tu jeszcze kapitalnie wciągający kawałek tytułowy, jakby zapowiedź drugiej, zdecydowanie psychodelicznej części albumu.

To, co dzieje się w drugiej odsłonie Psychopopu można by określić mianem wielkiego mrocznego odjazdu. Püdelsi za nic mają powszechnie przyjęte konwencje, stylistyczne granice. Dźwięki generowane za pomocą komputera mieszają się tu z brzmieniami akustycznymi i powstaje, o dziwo, monolit. Kompozycje nie mają one nic wspólnego z tradycyjnie pojmowanymi piosenkami. To raczej sześć transowych, hipnotyzujących i paraliżujących pejzaży, które najlepiej wypadają, gdy słuchać ich w ciemności. Zniewala tajemniczo malownicza "Kolacyja". Niemal industrialny w klimacie "Lucyfugus" niepokoi coraz bardziej z każdą następną sekundą, by doprowadzić do wstrząsającego refrenu. Poraża swoją diabelską atmosferą rozedrgana "Biada – Dada". Natomiast "Jestem Sam", okraszony idealnym solem gitary, to już po prostu prawdziwa perła: utwór o idealnych proporcjach formalnych i treściowych. Plus, liryczny mocarz. Niech za przykład błyskotliwej techniki skojarzeniowej, która zwykły tekst potrafi przenieść w niespodziewane rejony interpretacyjne, posłuży fragment: "Poznałem egzotyczną dziewczynę / Piękna była to dziewczyna / Miała na imię heroina / Leciałem, leciałem, leciałem / Chciałem umrzeć, ale nie umarłem / Leżałem, leżałem, leżałem / Wszystkie programy przeleciałem / To nie to, to nie to, to nie to / To co widzę w telewizji to dno". Kultowa maniera wokalna Maćka dopełnia spektaklu.

Zresztą, literacko Maleńczuka powinno się rozpatrywać w oddzielnej kategorii. bo stanowi klasę sam dla siebie. W przypadku Psychopopu słowa utworów są efektem "burzy mózgów", w której uczestniczyli wszyscy członkowie grupy. A mimo to, wydają się one być wspaniałym i bardzo spójnym dopełnieniem warstwy muzycznej. Tam, gdzie jest miejsce na trochę luzu i rozrywki, można się sporo pośmiać (część "popowa"). Tam natomiast, gdzie dominują mroki i metafizyka(część "psychodeliczna"), jest także miejsce na tematy poważniejsze. Co natomiast mogło razić w muzyce Homo Twist, czyli dość monotonne chwilami, gitarowe aranżacje, tu zostało zamienione na olśniewającą żonglerkę stylistyczną, która dzięki swojej nieobliczalności staje się majstersztykiem. Psychopop to po Viribus Unitis i Narodzinach Zbigniewa ogromne zaskoczenie. Pudelsi nagrali rzeczywiście dojrzały i przemyślany album. Maleńczuk śpiewa do podkładów elektronicznych. Maleńczuk wykonuje narkotyczną melodeklamację. Maleńczuk śpiewa jak w jakimś kabarecie. Cokolwiek zechcecie. Jest tu.

Borys Dejnarowicz    
25 lipca 2001
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie