RECENZJE

Psychic Ills
Mirror Eye

2009, Social Registry 3.2

Atmosfera mieszkania jest z pewnością w dużej mierze zależna od zawodu wykonywanego przez domowników. Gdy wspominam swoje M3, pierwszym, co przychodzi mi na myśl, są akta. Naprędce zszyte i opakowane szarą tekturą graniastosłupy papieru. Rozsiane po dywanie placówki władzy, z którymi trzeba było albo iść na współpracę (oprzeć o akta/położyć na aktach itd.) albo podejmować z nimi walkę (przesuwać/wynosić itd.). Szybko spostrzegłem, że opieczętowane dokumenty wyróżniają nasze mieszkanie spośród tych zamieszkanych przez kolegów, minęło jednak sporo czasu zanim uświadomiłem sobie ich wartość. Za każdą sygnaturą stał jakiś człowiek, jakaś opowieść. Według niektórych pisana przez życie, według innych przez mojego ojca.

Jak świat długi i szeroki gros bohaterów stanowili ludzie, starający się dowieść o swoim nieszczęściu uniemożliwiającym im podjęcie jakiejkolwiek pracy. Domyślam się, że opisy te musiały być do siebie podobne i szybko uodparniały czytelnika. Setki rencistów in fidelis pozostają anonimowymi, jak zwykle zapamiętuje się jednostki. Pewnego razu, torując sobie przestrzeń na biurku natrafiłem na uzasadnienie napisane przez człowieka, który działał na opak. Za wszelką cenę starał się dowieść o swoim zdrowiu. Na zapisanych z pasją kartkach pojawiały się opisy zdarzeń z jego życia, które miałyby świadczyć o normalności. Logika ustępowała indywidualnej narracji. Sytuacje dnia codziennego przedstawione były w taki sposób (i z taką intencją), że mimowolnie ściskały za gardło i kazały szybko zrezygnować z czytania. Gdy się człowiek już zetknie z pastelowymi książętami krainy psychodelii, to na chłopców ładujących się z własnej woli w kaftan bezpieczeństwa, patrzy się trochę inaczej.

Bardzo lubię post-pierce’owskie dokonania nowojorczyków z Psychic Ills. Transowy mariaż dokonań Spaceman 3 z bardziej hałaśliwymi momentami Sereny-Maneesh osadzony na potężnym rytmicznym szkielecie. Zarówno Early Violence jak i Dins potrafiło wciągnąć na tyle, że krótsze bardzo eksperymentalne utwory odbierałem jako sprawną retardację a nie jako marnowanie mojego czasu. Zresztą, przypomnijcie sobie takie "Electric Life" – nieostra masa bębenków i przeszkadzajek, jakaś harmonijka – hałas i chaos, breja i nagle w trzeciej minucie przeobraża się to wszystko w odjechany rockowy numer. Znudzony wokal, gitara grająca gdzieś hen, na ostatnim planie, plama klawiszy, uwypuklony bas i perkusja. Może rzeczywiście Psychic Ills łączyło z Gang Gang Dance więcej niż tylko wytwórnia. Niestety, ekscentryczne przerywniki znane z poprzednich albumów na Mirror Eye urastają do rangi głównego budulca.

Mirror Eye jest pomnikiem wystawionym dziwactwu. Udziwnianiu, które wykorzystane jest chyba tylko po to, aby wytrącić broń recenzentom (w jakich kategoriach oceniać odkurzanie pokoju zatytułowane "Sub Synth"). Można by pogłówkować i stwierdzić, że ostatni album Psychic Ills momentami przypomina Pocahaunted ("Mantis"), czasem jest trochę bardziej industrialny ("I Take You As My Wife Again"), a niektóre piosenki czerpią z dorobku poprzednich wydawnictw ("Fingernail Tea"). Żaden z nich jednak nie zbliża się nawet do poziomu "Killers" czy "January Rain". Smutny dowód na to, że jeżdżąc bez trzymanki, łatwo sobie wybić zęby. Czasem lepiej sobie darować i się złapać, nawet jeśli podporą miałoby być mimesis.

Patrząc na recenzje albumu można dostrzec, że Nowojorczycy totalnie zaprzepaścili szansę wypłynięcia na szersze wody na fali entuzjastycznie przyjętego "Saint Dymphna". Szkoda, bo pomimo pretensjonalnej nazwy fajnie się ta ekipa zapowiadała.

I jeszcze na koniec, w ramach wyjaśnienia, ja nie mam nic przeciwko temu, by np. taki Wayne Coyne się przebierał i robił mnie w konia. Niech każdy zachowuje się dziwnie, jeśli coś za tym będzie szło. Kto wie, może będzie ciekawiej. Dlaczego by nie? Tyle, że w przypadku "Mirror Eye" już nie chodzi o tę rentę, to jest raczej tak, jakby w ramach poszerzania świadomości pani nauczycielka zabrała swoich gimnazjalistów do zakładu psychiatrycznego. Z katatonikami. Tylko.

Jan Błaszczak    
17 kwietnia 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie