RECENZJE

PRO8L3M
Ground Zero Mixtape

2018, RHW 6.5

Adela Kiszka: Co jest? Lekko spięło? Nowy Pro8l3m nijaki? Kurwa, żarty. Był preorder, preorderu nie ma, a zapaliłam tylko papierosa i zgasiłam papierosa. Czas spalania nie jest oczywiście wyznacznikiem nie-nijakości, ale litości – Ground Zero Mixtape to najlepszy nowotwór problematycznego duetu od czasów Art Brutu i powiem wam zaraz, dlaczego zawsze lepiej jest włączyć sobie Pro8l3m, niż włączyć sobie na przykład pralkę. Po pierwszym rzucie oka na tracklistę na Spotify, rozgoryczona cicho sobie westchnęłam, że piosenek jest tyle, ile ich jest, a jest ich dwadzieścia siedem, a dwadzieścia siedem to chyba ulubiona liczba samobójców w branży muzycznej, więc myślę sobie "ha ha, no to po problemie". Tak naprawdę to nie – przez myśl mi po singlach nie przeszło, że coś z tym mixtejpem może być nie tak, byłam pełna jak najbielszych myśli – i szczęśliwie dostałam liniowe przechodzenie z ilości w jakość. Os(c)(k)arowy storytelling oscyluje gdzieś wokół badania mechanizmów rzeczywistości za pomocą uprawiania miłości z małolatkami, jedzenia zupy w barze mlecznym i rozmów z Bogiem o piekle. Czasem banalnie, czasem w oczywisty sposób wulgarnie, czasem trochę tekstowy ziew, ale to i tak jest taki ziew, mieszczący się w muzycznym gatuneczku, który nazwałam sobie "kraft". No tak, Pro8l3m to jest dla mnie najbardziej kraftowy rap z polskiego mainstreamu – to nie jakieś sieciówkowe pierdolenie, nie jakiś przeintelektualizowany ferment rodem cytatów z Tumblra (cisną mi się na palce dla przykładu wersy innego fantastycznego duetu, ale świetnie wytrzymujemy wspólnie to ciśnienie). Od "Magnolii" w dół, maluje się niemal poetyckie credo człowieka, który doszedł w miejsce, do którego dojść chciał lub mógł; przy "Na audiencji" k o l e ż a n k a mówiła, że się trochę jak ta flara podpala, a skoro już o nich – "Flary" już za pierwszym razem to ciary. Moim osobistym highlightem z tego albumu jest "Rewia", bo Oskar nigdzie i nigdy nie brzmiał tak szczęśliwie jak tam, ale no kurde, jakbym miała Wam tu wymieniać wszystkie utwory co najmniej przyjemnie średnie, to wymieniam od pierwszego do ostatniego. I być może piszę tak dlatego, że jestem nieuleczalną fanką Pro8l3mu, a może dlatego, że wolę jednak słuchać tych gęstych historyjek, w których Oskar uprawia seks z ex niż jakiegoś futurologicznego przynudzania z poprzedniej EP-ki. Jestem raczej człowiekiem słowa, ale Oskar bez Steeza jest jak Yoko Ono bez Lennona, jak przeżuwacze bez bakterii jelitowych, jak Młody Pi bez braku chęci do życia. Muzyczna klasa, bez generycznych, liszajowatych bitów – niesamowicie charakterystyczne kompozycje Piotra rozpoznaje się po jednej nutce, ale nie da się jeszcze szczęśliwie wygrać tym pieniędzy w TVP. Nie pozostaje mi nic innego, jak własną piersią bronić przed wami ten fajny styl sportowy, wcieram sobie ten bas w zęby, popijam kefirem i w sumie to tyle.

Paweł Wycisło: Nie pisałem tego wczoraj, bo grał Arsenal Londyn, żabko. Nie ma takiego klubu, kotku, więc piszę to dziś z A. (pozdrawiam, Adela, Agata i Anhedonia), jakbym był alfabetem od tyłu, ale nawet gdy jadę z kimś – jadę sam (jak Beam). Nie przekonują mnie głosy malkontentów, więc nieustannie szukam tego lustra, które w końcu odbije moje chłodne spojrzenie. Do rzeczy: Pro8l3m pozostawia innym ustalanie hierarchii bycia słabym. Czy lubię, jak grają przy tym nie do końca "Fair Play"?

Lubię, ale jestem wkurwiony – inna sprawa, że dzisiaj nie piję (albo nalej), a ktoś na początku wyśmiewa wyliczanki, ale nie, nie przestanie do końca. Lubię, gdy wyją syreny, i jej chore pomysły (porno-piżamki), i gdy rozsierdzony Oskar nawija o koszmarze, który musi wreszcie nadejść, bo jak długo można czytać Ślepnąc Od Świateł. Lubię komuś pojechać, mimo że nie znam się na autach, i zanurzać się w uliczne imaginarium, które wyraża przyszłość lepiej niż futuro-pierdolenie o typie, który miał drona za ziomka. Nie lubię rozmawiać przez telefon, ale przepadam za niektórymi głosami. Lubię, gdy jest śmieszny, tak jak w diatrybicznym "Toaście" z oficjalnego długograja, mimo że nie muszę wymyślać wymówek, bo naprawdę się spóźniam. Lubię, gdy przypomina Art Brut i pomaga wyłowić wers, w którym ktoś dla hobby bierze litr goudy. Lubię rozmawiać przez telefon, ale nie z każdym. Lubię, gdy jest niesmaczny (ale to ja przypominam sobie, co miałem wczoraj do szamy, gdy słucham nowych płyt Dwóch Sław i Kękęgo), bo bywam prostakiem, więc na szczęście nie ma żadnych łacińskich sentencji – to dla tych, którzy wolą kolekcjonować muszelki, niż pisać o rapie bez fuszerki. Uwielbiam "Fair Play", to widać, i chociaż bywam chujem, to nie zdradzam (że mam słabość do brytyjskiej elektroniki z lat dziewięćdziesiątych). Lubię te same gęby, lubiłem rave'y, a gdy potrafi zabrzmieć inaczej niż zwykle, to chyba znowu polubię. Lubiłem zjeść kwasa i w recenzjach łamanie zasad, dlatego mogę tutaj napisać "łechtaczka", żeby nie przegrać.

Lubię, gdy jest hałaśliwy i przypomina mi, czym jest chiazm, i gdy zdzieram kolana (a nie ona) przed basem, i nie kończą mi się szlugi. Lubię pisać o tym, co mnie jara, i milczeć, gdy ktoś krzyczy, i docenić singiel i teledysk z opóźnieniem. Lubię, gdy Oskar pyta, kiedy wjedzie bit, a potem przed nim spierdala, jakby to był typ, któremu wisi flotę. Lubię, gdy najsłabsza, jedyna zasługująca na skip piosenka pomaga docenić znakomitą część płyty, bo lubię popełniać błędy. Lubię, gdy bawią mnie ich skity, ponieważ bronią się charyzmą Oskara. Lubię przegrywać, więc jestem słabym hazardzistą, i lubię, gdy pokazuje, jak przyśpieszać na bicie. Lubię, gdy nużą mnie ich skity, chociaż doskonale pasują do narracji. Lubię, gdy potrafią napisać najlepsze refreny w swojej karierze, nawet jeśli kiedyś z tego powodu spotkamy się na "Męskim Graniu" (oby tam też pojawił się wojerysta Lorenzo Senni). Lubię sobie wyobrażać połączenie pieprzyka z łacińską sentencją, gdyż lubi, gdy jestem nieśmieszny (albo ma wyjątkową odporność na głupoty). Lubię, jak w natłoku tracków może umknąć jeden z diamentów, w których Oskar ściga się ze skwierczącym bitem, ponieważ lubię, gdy nie trafia, lubię, gdy trafia, gdy potrafi, lubię, gdy po trafi. Lubię, gdy – w przeciwieństwie do wielu polskich chujograjków – udaje im się bez przypału wykreować refleksyjny nastrój. Lubię, gdy prokrastynacyjna wyliczanka smuci mnie dziś jak "Dziś" Pezeta i potwierdza, że to najmocniejszy materiał Pro8l3m od Art Brut. Lubię, gdy ktoś mi przerywa, lubię tracić zasięg ramion. Lubię, gdy z upływem czasu staje się coraz bardziej zmęczony, chociaż nie zapomina o tym, by kreatywnie podchodzić do enumeracji, czyli klasycznej figury melancholii. Lubię, gdy ostatni kawałek powinien kończyć się ostatnimi słowami przedostatniego ("to wszystko"). Lubię, gdy znowu pojawia się Lorenzo Senni i kończy.

Jestem zdyscyplinowany i mógłbym dla odpoczynku w ustach zdławić wulgaryzm, a temu świetnemu mixtape'owi (tak, kurwa, jest gruby) wystawić 6.7, bo lubię dobrą muzykę. Lubię, gdy nie pamiętam, że to Przerwa-Tetmajer. Lubię jej uda i wtulać głowę w jej włosy (albo odwrotnie – to dla tych, co się wstydzą), więc kładę papierosy i dokładam 0.7 na stół. I lubię jeszcze w dwóch poprzednich akapitach opisać każdą piosenkę i każdy skit jednym zdaniem, chociaż wiem, że nikt na to nie zwróci uwagi. Inna sprawa, że jak zwykle mam na to wyjebane (jajca), bo lubię, gdy nie rozumiesz.

Agata Kania: Zawsze jak już piszę o jakiejś płycie, bo zgodziłam się trochę z litości, bo było mało chętnych, mam problem z tym, żeby w ogóle cokolwiek napisać. Pewni łódzcy raperzy (hehe) nawinęli kiedyś: "ni mnie grzeje, ni mnie ziębi – jak bezrękawnik". Przesłuchałam Ground Zero o sto razy za dużo i ciągle mi nic z tych tracków nie pozostało. "Styl sportowy" to jakieś nawiązanie do "Papierosów" Borixona? A dobra, wiem, co mi zostało – "Na audiencji": "Położyłem ją na boczek, w sumie to na bok, bo nie życzę sobie anorektycznych na tych pokojach fok" – body positive, kumacie. Gdyby wliczyć Art Brut w poczet albumów PRO8L3Mu, to Ground Zero Mixtape jest trzecim longplayem w dorobku Steeza i Oskara, wyliczam to tak dlatego, że to tak jak u Migosów trochę jest – do trzech razy sztuka.

Tomasz Skowyra:

(wszystkie polskojęzyczne dialogi pochodzą z płyty Ground Zero Mixtape duetu PRO8L3M)

Redakcja Porcys    
7 kwietnia 2018
BIEŻĄCE
SpiritualizedAnd Nothing Hurt
NonameRoom 25