RECENZJE

Prefuse 73
Vocal Studies + Uprock Narratives

2001, Warp 8.6

Czyż nie jest wspaniałą rzeczą wykraczanie poza ramy muzycznego gatunku, łączenie odrębnych stylów i kreowanie przy tej okazji rzeczy nowych? Nie tylko rzeczą wspaniałą: dziś jest już wręcz koniecznością. Wydaje się, że na tym opierać się będzie muzyka nowego stulecia: zapanuje totalne, jeszcze pełniejsze niż w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego, pomieszanie. Tak zwana "czystość stylu" jest w obecnych czasach sprawą komiczną. Stąd na przykład podrzędność The Strokes w stosunku do Clinic. Obie grupy chciały wskrzesić ducha VU i kilku innych klasycznych wykonawców rockowych sprzed lat. Tyle, że Strokes ograniczyli się do imitacji, do odbitego na ksero brzmienia i głosu wokalisty. Clinic natomiast przetworzył oczywistą inspirację w coś oryginalnego, a to za sprawą eksperymentu i indywidualności Blackburna.

Celowo wspominam o tym w recenzji płyty Prefuse 73. Podpisujący się w ten sposób Scott Herren (wcześniej nagrywał pod nazwami Savath & Savalas, Delarosa i Asora) stworzył dzieło, które trudno zamknąć w jednej szufladce. I na tym polega największy urok tej muzyki. Z jednej strony jest to eksperymentalny hip-hop. Z drugiej zaś drill'n'bass podlany solidnym groovem. A tak naprawdę coś absolutnie oddzielnego. Przykładowo, ktoś, kto nie lubi ani Aphex Twina, ani Public Enemy, może znaleźć na Vocal Studies + Uprock Narratives poszukiwane przez siebie piękno. Takie, którego nie ma nigdzie indziej. W tym tkwi fenomen Prefuse 73.

Instrumentalna płyta, pełna kapitalnych kolaży dźwiękowych i intrygujących sekwencji sampli. Tak, podobnie jak choćby DJ Shadow, czy zeszłoroczna australijska rewelacja – panowie z Avalanches, pochodzący z Atlanty Scott Herren tworzy swoje kompozycje przy użyciu fragmentów innych nagrań. Skojarzenie z legendarnym już dziś Endtroducing... DJa Shadow jest oczywiste. Ale nie ma mowy o żadnym ściąganiu! Vocal Studies jest płytą unikatową w każdym calu. Bo zamiast obranego przez twórcę Endtroducing... kierunku "poetyckie opisy przyrody", Herren podążył ku "zwięzłym i pasjonującym dialogom". Łatwo się domyślić, co mu w tej materii pomogło. Nic innego, jak melodie, moi mili.

Melodia i prawdziwy groove towarzyszą nam w każdym momencie tej opowieści. I czy to będzie słodka (ach!) "piosenka" a la Earth, Wind & Fire w "Last Night", czy też psychodeliczna jazda do wnętrza odczuwania w "Five Minutes Away", to zawsze słyszymy kapitalne harmonie. Czyli to, co niżej podpisany lubi najbardziej. A świadczy to po prostu o wielkiej wrażliwości Scotta. Artysta korzystający z osiągnięć warpowskiej szkoły elektroniki (sam przecież wydaje w tej wytwórni) potrafi okrasić skomplikowaną strukturę rytmiczną gęstym beatem hip-hopowym oraz urzekającymi melodiami o jazzowym rodowodzie. Efekt jest niesamowity. Rysunkowy rower z okładki staje się nagle symbolem spełnionych ambicji artystycznych.

Szkoda by było zepsuć wam przyjemność pierwszego spotkania z tą muzyką i opowiedzieć co dzieje się w każdym kolejnym utworze. Nadmienię jedynie, że album jest całością i należy go bezdyskusyjnie słuchać w słuchawkach (ale wiedzieliście o tym, prawda?). Moje ukochane fragmenty? Mocny początek w postaci "Radio Attack". Niespodziewanie liryczna deklamacja w "Black List". No i przecież ponadczasowy motyw fletu w "Afternoon Love In"! Jak mogłem o nim zapomnieć! A poza tym, jeśli mam być szczery, wszystkich trzynaście pozostałych.

Borys Dejnarowicz    
1 marca 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja