RECENZJE

Potty Umbrella
All You Know Is Wrong

2006, Post_Post 5.6

Poczynania ekipy Something Like Elvis śledziłem niemal od narodzin, choć inicjalny kontakt był raczej pobieżny, a pierwsze krążki do dzisiaj znam tylko na podstawie przelotnego przesłuchania w wersji MCR, co prawdopodobnie mogło przyczynić się do mniej niż umiarkowanego zachwytu. Mgliście zapamiętane wrażenie: dość siermiężne nawiązania do noise'owego oblicza Sonic Youth, w dodatku zakorzenione ostro w naszej niezbyt chlubnej punkowej tradycji.

Na czas ich debiutu oraz sofomora przypadał okres maksymalnej zajawki na świeżutką wówczas Radiostację, której słuchali wtedy chyba wszyscy młodzi ludzie otwarci na muzykę alternatywną w każdej możliwej postaci – od konserwatywnego pseudo Pidżamy Porno (oraz wszystkich jednosezonowych popłuczyn po tej grupie) i miłośników tradycyjnego punk/reggae/ska, poprzez wszelkie projekty yassopochodne, poprzez różne grindcore'y i hardcore'y (Makak, Pietia, wiadomo), poprzez etno i orient (buddysta Magura), poprzez hip-hop, po elektronikę. Otóż Radiostacja, jeśli dobrze pamiętam, SLE nieco hajpnęła, ale w sposób średnio zachęcający, bo chłopcy z Szubina funkcjonowali przez pewien czas w publicznej świadomości (motyw radiostacyjny został podchwycony przez inne media) jako zjawisko zgoła niespotykane – punkowa załoga z akordeonem! Wszyscy się podniecali – punk z akordeonem! Punk z akordeonem! Punk z akordeonem. Big deal.

[Na zupełnym marginesie, ciekawe w ogóle jak te niezbyt olśniewające Personal Vertigo i Shape zaczęły się po paru latach, z niezrozumiałych dla mnie powodów, w pewnych kręgach cieszyć ogromnym wzięciem. Z chwilą wyczerpania nakładu nagle wszyscy zapragnęli owe płytki nabyć, a tak właściwie to po co? Widocznie istnieje jednak u nas ogromny głód na muzykę hc-punk/noise wznoszącą się powyżej tych dramatycznych standardów ustalonych na przełomie lat 80tych i 90tch]

Znacznie bardziej godne uwagi okazało się trzecie wydawnictwo Cigarette Smoke Phantom. Czyli po surowych początkach nieoczekiwana metamorfoza i dobrze uczynił recenzent Porcys, kładąc nacisk na nastrój, porównując kolejne utwory do obrazów filmowych (to ocywiste). Trop kinematograficzny warto by podjąć w przypadku omawianej płytki, jednak zapału brak. Recka miała długa być, z tym że widzicie jest taki problem – jak już nie mam anegdotek o Radiostacji i akordeonie to nieprofesjonalnie nie chce mi się, dokładnie tak jak poprzednikowi od Wellsa. Zatem zróbmy z reszty "Sport Telegram":

– Stylistycznie odhaczamy takie historie jak post-hardcore, math rock, noise i post-rock, co podobnie jak na ostatnim SLE nie oznacza, że ma to jakiekolwiek znaczenie, bo gatunkowym tworzywem obracają kolesie swobodnie i bez mędrkowania na zasadzie "jaki gatunek teraz zagramy". Pół-naturszczykowsko brzmi.
– Temat openera kojarzy się ze Standards Tortoise. Syntezatory ładnie ubarwiają na całej płycie.
– Repetycje i obiegi gitarowe nawet nie nudzą, fajne nawet.
– Ale lepiej jak coś soundtrackowego wejdzie, na przykład chillujące pasaże akustyka w "Brand New Lies" lub closer "Crazy Car".
– Sekcja jazz-rockowa klasy super. I w takim "Nymph's Song" pałkarz trzyma w ryzach te późniejsze kosmiczne odjazdki wioseł. Drummer miecie.
– Niby tonacja często smętna, ale bez banału. Ożywia się w drugiej części nieco.
– Tylko nie najmilszy dla ucha słowiański akcent wokalisty przypomina, że to swojaki są. Wolałbym album instrumentalny z nuceniem.
– A gdzie akordeon?
– I cóż, że z Szubina.
– Na kolana.
– Jedna z bardziej udanych płytek 2006 w naszym kraju.
– Wielki sukces polskich triathlonistów na międzynarodowych zawodach w Pszczynie.
– Kurde, ale Pliński i Kadziewicz wymiatają w bloku.
– Wszystko świetnie, tylko brakuje tu choćby paru zajebistych momentów, takich, do których się wróci. Obecne na Cigarette – Btw projekt Contemporary Noise Quintet braci Kapsów prezentuje zbliżony poziom.

Michał Zagroba    
23 listopada 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja