RECENZJE

Porter Ricks
Anguilla Electrica

2017, Tresor 7.2

W tak wąskiej dziedzinie jaką jest dub techno, wyodrębniłbym – w dużym uproszczeniu – dwie podstawowe tendencje. Z jednej strony mamy atmosferyczne, ambientowe wycieczki w stronę medytacyjnego 4/4 po linii takich albumów jak choćby Königsforst Wolfganga Voigta, z drugiej, niegdyś futurystyczne, obecnie "zaledwie" post-industrialne, metaliczne tekstury. Owszem, jedno nie wyklucza drugiego, choć Anguilla Electrica utwierdza ten podział i funkcjonuje jako bardziej namacalny, solidnie wygrawerowany rewers Biokinetics. O ile debiut Porter Ricks ledwo wyglądał zza gęstej, smogowej mgły, tak tegoroczny album penetruje zupełnie inne kulisy mroku.

Silnie skompresowane dźwięki, poprzetykane salwą synthów podrasowanych przesterem ("Anguilla Electrica"), dostarczają osobliwej, już nawet nie tyle dusznej, co wyjałowionej z wszelkich zbędnych niuansów, brutalnej, masochistycznej bliskości. Wprawdzie tytułowy track zapowiada agresywny atak, ale już "Shoal Beat" otwiera się na wielość faktur i sami możemy wybrać plan, na którym wolimy się skupić. "Prismatic Error" przypomina Massive Attack circa Mezzanine w wersji chopped & screwed (luźne skojarzenie) i ta zabawa planami osiąga swoje apogeum w znakomitym "Scuba Rondo" oraz "Port Of Tangency" – tracku najbliższym estetyce Biokinetics. "Powierzchnie tnące" "Sandy Ground" to kontynuacja tych pomysłów, jednak w nieco innej, chciałoby się powiedzieć, horyzontalnej optyce.

Na Anguilla Electrica nie ma nachalnego kopiowania wcześniejszych wydawnictw, ale przede wszystkim duetowi Köner/Mode udało się nagrać album, który jest jednocześnie odpychający i angażujący, co jest kluczem do sukcesu w gatunku podatnym na dość luźne konstrukcje, którym można nadać wspólny mianownik "unfocused". Gdzieś w tle kołacze mi duch Autechre, choć jak dla mnie Niemcy są znacznie bardziej "rozrywkowi", co sprawdziłem osobiście, obserwując ich set na Tauronie. Każda synthowa faktura była wręcz namacalnym powiewem przyjemnie chłodnego prądu, który idealnie wpasowywał się w tę pamiętną lipcową noc. Myślę, że jesień będzie jeszcze lepszą porą na zatopienie się w straceńczo-fascynującym terenie hut i fabryk, albo we wszechświecie zaśmieconym przez odłamki satelit, które w każdym momencie mogą doprowadzić do katastrofy.

Jakub Bugdol    
14 września 2017
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie