RECENZJE

Plum
Hoax

2011, Lado ABC 7.0

WK: Plum! wpadłem jak śliwka w kompot. Jak zapewniają muzycy to nigdy nie była kwestia kompozycji, tylko produkcji i eksponowania zjadającego melodię basu, który na Hoax nadal zjada maluczkich, ale w służbie bardziej melodyjnych utworów. Surowość Albinizmu przeplata się od samego początku z kamienną pięścią Josha Homme'a, w tytułowym utworze serwując pobudzający hit of summer. Ten album to w jakimś sensie memorandum. Kiedy osiemdziesiąt polskiej indie-młodzieży nie słyszało o NoMeansNo, Plum odważnie dzierży sztandar dziadków, atakując w "Patch" agresywnym otwarciem. Innym razem w "You Know Buddy" elegancki tragiczny ascetyzm Unwound przebija zza liści przeszywanych zimnym Jesus Lizard refrenem. Ale przecież namechecking nie jest tutaj ważny. Chodzi raczej o to, co z tych elementów udało się ułożyć. A nie jest to żaden domek z kart, lecz prawdziwy kolos wyrastający ponad światowy poziom i mówiący wieloma językami wyrazu, które wprowadzają nie chaos, lecz hałas. Marcin Piekoszewski w wywiadzie dla Popup wizję rozwoju zespołu i własnych inspiracji porównał do czytania paru książek naraz, z których to najnowsza przebija w jego kompozycjach najczęściej. Rzeczywiście, na tym albumie są wszyscy, a jednocześnie odnieść można wrażenie, że muzycy Plum, zdegustowani poziomem, nie tylko polskiej hałasującej sceny, sami chwycili za pióra, rzucając tonącym dziś gatunkom deskę albo nawet brzytwę. W czasach, gdy z nudów zajawiamy się piosenkami Ryśka Rynkowskiego z Klanu, głośno przypominają, że punk też może być niezal.

ŁK: Recenzując Unrest Michał Zagroba zarzucał Plum brak własnego stylu. W playliście "Drought Destroyed My Eyeballs" narzekał, że nie są tak dobrzy w studiu jak na koncercie. A tu proszę bardzo, Plum nagrywają świetny album studyjny. Inspiracje zespołu wciąż są oczywiste (popatrzcie wyżej), ale na Hoax trio ma swój post-hardcore tak obcykany, że może się zmagać z każdym innym zespołem w szufladce. I Plum chyba dobrze o tym wiedzą otwierając album gigantycznym kawałkiem tytułowym, który demonstruje jak daleko zaszli z tym swoim graniem. W sześć i pół minut odbywamy tour rollercoasterem przez witalną i inteligentną wizję punk rocka. Hoax nie wymięka ani na chwile, do tego Plum między zgrzyty wciskają czasami bardzo ładne melodie gitary, jak w świetnym "Beast". Jeden z lepszych rockowych albumów 2011.

RG: Mamy naprawdę zabawne czasy, bo wszyscy nagle chcą się ustosunkować jak inni się ustosunkowują do muzyki z własnego kraju. Komentujemy sobie hipotetyczne i nieistniejące artykuły, podkreślamy jak my to od bardzo dawna i przed wszystkimi innymi, a niektórzy już nawet zdążyli się tematem znudzić zanim minęło pięć minut. Z tej całej sytuacji paradoksalnie mogą wyjść na plus nawet goście, którzy w żaden sposób nie chcą się zbliżać do manifestów Wytwórni Krajowej. Lado ABC nie powstało przed chwilą, a Plum gra mniej więcej tyle, że czasopismo Click! zdążyło powstać, a następnie zniknąć z kiosków. Mimo to, dopiero teraz u niektórych pojawiło się zainteresowanie tą sceną. I dobrze i kozacko, bo totalnie warto!

Hoax może być dobrym punktem zaczepienia, bo album po prostu wciąga w prostą grę zaskakiwania hałasem. Słuchasz tej płyty, nastawiasz się na nadchodzący ewentualnie luz, a tu nagle wszystko zrywa się z "Retarded Queen" czy "It's A Must". Niby taki kontrast to wynalazek nienowy i trochę betonowy, ale tutaj wyegzekwowany z największą gracją. I przez ten trochę już zapomniany czar warto olać kolejny przydługi felieton i po prostu posłuchać Plum.

FK: Czyli nie tylko ja słyszałem tu Homme'a, dobrze, bo już się bałem, że znowu jakieś reminiscencje sprzed dekady zaburzają obraz. Ale spoko, poza tym rzeczywiście NoMeansNo, tyle że - i teraz uważajcie, bo ja się jeszcze muszę zastanowić nim to napiszę, ale niech tam będzie - lepsze (nie lepsze od początków NoMeansNo, tylko od NoMeansNo niedawno, czyli pięć lat temu) i odważniejsze. Stopień konkretnego pojebaństwa wspomnianego "Beast" wystarczy na solidną EP-kę, a taki "Thread", choć niespełna półtoraminutowy, świadczy o sporej odwadze, skłonności do eksperymentów i niezłych znajomościach. Nie ma ściemy, nie ma – czego się straszliwie bałem – taniego sentymentalizmu powtykanego pomiędzy dobre kawałki, jest walec walec walec, nawet jeśli czasem zwalnia. Nie wiem co tu się stało, może to świetna muzyka bez żadnych podtekstów, ale przyjemność porównywalna do ostatniego The Ex.

Łukasz Konatowicz     Wawrzyn Kowalski     Filip Kekusz     Ryszard Gawroński    
13 czerwca 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie