RECENZJE

Pink Freud
Sorry Music Polska

2003, Zen Posse 4.0

Dokładnie.

Też mi przykro. Boleję nad nazwą. Jak zczailiście pewnie, chodzi o żartobliwą zbitkę Pink Floyd i Sigmunda Freuda. Hah. Co na to Frojd. Może kogoś to zainteresuje, ale ta okrzyczana zarówno w jazzowych, jak i alternatywnych środowiskach płyta to ledwie fusion a la późno-środkowy Miles i okolice (70s), inkrustowany drobnymi manipulacjami elektronicznymi. (Piąty track nazywa się nawet "A Tribute To Don Johnson". Bardzo śmieszne.) Pytanie zasadnicze to sakramentalne "po co?". Goldie brzmiał tak pięć lat temu i nie zgrywał przy tym "jazzmana", wyglądając jak wieśniak ze złotym zębem, występując w Przekręcie i romansując z Björk. Miles brzmiał tak trzydzieści lat temu. Yass ma dziś podobny problem jak post-rock: sztandarowe dzieła nurtu to już historia, tymczasem kolejni jego reprezentanci trzaskają sesje jak najęci i są z siebie super zadowoleni.

Lider grupy Pink Freud, organizujący multum innych trójmiejskich projektów (Ludzie, Paralaksa) Wojciech Mazolewski, został już uznany kolejną wielką indywidualnością polskiej sceny około-jazzowej. Pamiętam go jeszcze z wkładki do Azure Excess Mazzolla, gdzie spozierał równie groźnym i filozoficznym spojrzeniem jak obecnie. Spoko. Mało kto zauważa jednak, iż obdarzony ogromnym talentem, sumiennie pracowity artysta stoi na skraju przepaści zabierającej typowych awangardystów "z wizją". Wiadomo, że nagrywanie kilku płyt rocznie niesie za sobą konsekwencje w postaci regularnej obniżki ich poziomu. W dodatku są to rzeczy kolosalne objętościowo, jak ta. Siedemdziesiąt minut, dłuży się. Legendarny self-titled Miłości trwał tylko godzinę, co nie przeszkadzało mu pękać w szwach od natchnionych chwil.

Album ma swoje momenty. "Mademoiselle Madera" otwiera zestaw na ambientowym reverbie. Szumy i trzaski i śliskie kliki rodem z "Fear Of Corners" Dntel przekomarzają się z basem, który ostatecznie zapodaje konkretny, wiodący motyw. Hi-hat roznieca wokół niego stonowaną improwizację, gdzie obok trąbki Ziętka dźwięczy wibrafon Nowickiego. Utwór rozwija się według logicznych modułów i faz. Dalej na plus zaliczyłbym dość wyrazistą melodykę niektórych wątków, jak "My Man's Gone Now" czy "Kocie Języczki" (Laika się kłania z Good Looking Blues). Niestety, w głównej części materiał kluczy wokół eklektycznych jamów zahaczających o jungle, ragtime albo prog, skąd nic nie wynika. To sztuka nagrać avant-jazzową płytę przełamującą schematy. Nie każdy jest Supersilent czy Spring Heel Jack. Sorry.

The music world is ruled by five majors:
1. Universal
2. Warner / Elektra / Sire / Atlantic
3. Sony / Columbia / Epic
4. EMI / Virgin / Capitol / Chrysalis
5. BMG / Jive / Private / American / Windham Hill

The Polish "alternative" music scene is ruled by five major rules:
1. Be unfocused
2. Pay attention to "serious" aesthetics: classical, jazz, avantgarde, psychedelic
3. Never let your songs be "short" or "catchy" or "describable"
4. Build a credibility by showing up with the scene's most respectable figures
5. Pull a deadly serious face all the time

Borys Dejnarowicz    
12 kwietnia 2004
BIEŻĄCE
ObjektCocoon Crush
1975A Brief Inquiry Into Online Relationships