RECENZJE

Pidżama Porno
Marchef W Butonierce

2001, SP 4.1

Pojawiła się oto możliwość byście coś dla mnie zrobili. Otóż proszę: nie czytajcie tej recenzji. Popełniłem ją, owszem, dlatego nie usuniemy jej z bazy. Ale to nie tylko najgorsza moja recenzja, to także najgorsza recenzja na Porcys, bliska drugiej, blogowej stronie internetu. Treść mijająca się z prawdą, forma mijajaca się z szanującym się językiem polskim. Trzeba by to napisać w całości od nowa, a na to, jak widzicie po zweryfikowanej ocenie, nie ma się czasu. Wy też go nie macie na czytanie tych bzdur. –Listopad 2004


"Uff, wreszcie koniec!", pomyślałem po pierwszym przesłuchaniu ostatniego krążka Pidżamy Porno. "Fajnie, ocenię na 3.0 za pierwszy kawałek, przejadę się po reszcie i mam recenzję z głowy". Już miałem otwierać Worda, kiedy coś mnie tknęło. "A może jednak trochę się wysilę? Niech stracę, posłucham jeszcze raz". To była dobra decyzja. Po kilkunastu przesłuchaniach doszedłem do wniosku, że Marchef W Butonierce to całkiem niezła płyta. Ani nie zdobywa nowego terenu, ani nie powala fenomenalnym wokalem lub też jakimś gitarowym riffem, ale jest na niej kilka naprawdę ciekawych fragmentów. Na niezłą płytę to wystarczy.

Zaczyna się od dosyć znanej z radia "Twojej Generacji". Jest to chyba jedyny utwór Pidżamy Porno (no, może jeszcze poza "Ezoterycznym Poznaniem"), który wpadł mi w ucho za pierwszym przesłuchaniem. Dobry tekst, ciekawa melodia. Następne dwa kawałki, tytułowa "Marchef W Butonierce" oraz "Chłopcy Idą Na Wojnę" są również interesujące, choć trzeba się z nimi oswoić, osłuchać. Bez tego sprawiają wrażenie nudnych, po kilkudziesięciu sekundach zaczynają nawet irytować. Nie jest to zarzut, wydaje mi się że taka ta Pidżama (z małymi wyjątkami) po prostu jest... Czwarty utwór to jedna z moich trzech perełek na tej płycie. "Tom Petty Spotyka Debbie Harry" to naprawdę coś, w czym można się zasłuchać, coś, czemu można się dać ponieść... Piękny tekst Grabaża, świetnie pasująca do niego muzyka. Nieprzypadkowo na drugim singlu promującym album znalazł się właśnie ten kawałek.

Podobne wrażenia odniosłem po bliższym zapoznaniu się z kolejnymi dwoma utworami: "Taksówki W Poprzek Czasu" (to świetne "biegnij ze mną, biegnij ze mną!") oraz "Bon Ton Na Ostrzu Noża" (tu z kolei wyśmienite "wszystko co do powiedzenia Tobie mam"). Obie kompozycje to kawał porządnej roboty: żywe i pociągające za sobą gitary, świetny wokal. Grabaż to jednak potrafi... Niestety później nie jest już tak interesująco, jak w trakcie trzech wymienionych wyżej piosenek. Dalsze fragmenty płyty nie wyróżniają się niczym specjalnym, raz jest balladowo, raz znów szybciej, nigdzie jednak z jakimś specjalnie dobrym skutkiem. Momentami (na szczęście tylko momentami) kłuje w oczy brak pomysłów, tak jak w "Brudnej Forsie" (fragment "Idą ludzie Babilonu" sprawia, że robię minę człowieka jedzącego cytrynę.).

Po trzynastym utworze są jeszcze cztery bonusy, żaden z nich jednak nie prezentuje sobą czegoś wartego polecenia (zwłaszcza wersja "Toma Petty'ego...", w której Grabażowi zdarzają się dwa fałsze.). Ot, takie po prostu ciekawostki dla fanów. Album wydaje się lepszy, gdy się je ominie. Jak wspomniałem na początku, tej płyty nie można oceniać po jednym przesłuchaniu. Dopiero po kilku część piosenek nabiera sensownych kształtów. Kształty te są na tyle interesujące, że płytę można określić jako dobrą. Muzycy Pidżamy Porno twardo trzymają się swojego stylu, opierając się głównie na tekstach Grabaża, czasem również na pomysłowych riffach. Jak dla mnie – starczy.

Jędrzej Michalak    
26 marca 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy