RECENZJE

Philip Jeck
7

2004, Touch 7.1

Nie ulega wątpliwości, że mamy w tym roku szczęście doświadczać nowatorskich eksploracji na polu ambientu, zdolnych wywołać aprobujące skrzywienie kącika ust u najwytrawniejszych nawet koneserów tematu. Umierające dźwięki wyszły spod taśm Basinskiego, ociekający wodą portret Wenecji wyrzeźbił Fennesz. Oryginalna metodę twórczą prezentuje również Philip Jeck, awangardowy gramofonista, malarz, rzeźbiarz, performer audiowizualny i posiadacz zapierającej dech w piersiach kolekcji winyli, liczącej podobno dziesiątki tysięcy egzemplarzy.

Kluczowymi pojęciami interpretacyjnymi dla muzycznej twórczości Jecka są moim zdaniem malarskość, dekontekstualizacja i zapomnienie. Już wydana w 2002 Stoke była niczym zagadkowa, szumiąca winylem rzeka, której prąd przynosił zagubione, dziwne dźwięki. Pod lustrem czarnej, skrzypiącej tafli przepływały bękarty bez oblicza, bez przeszłości, zniekształcone odgłosy o nieznanej genezie ani miejscu pochodzenia, pozornie znajome, ale w niespotykanych nigdy dotąd asocjacjach. Jeck nie jest pierwszym lepszym DJ-em, który scratchuje wyświechtane standardy; jego oryginalność leży raczej w tym, że słyszane przez nas dźwięki mogły być nagrane dziewięćdziesiąt albo sześć lat temu, a ich malarskie zestawienia sprawiają, że brzmią jak wykopaliska z przyszłości.

Podczas gdy prąd Stoke niósł perły, lecz czasem i śmieci, to 7 jest obrazem smaganych wiatrem, wymarłych miast, archeologią staroświeckiej fonii, wydobytej z ruin ludzkiej cywilizacji przez naszych następców za tysiące lat. Powierzchnia 7 jest tajemnicza i ulotna; potrzeba wielu przesłuchań, żeby ją zapamiętać. "Wholesome" otwiera przepiękny, złocisty deszcz delikatnych dźwięków pianina, przypominający "Do While" Oval, wejście do "Museum" znamionuje dęcie w trąby. Zaskakujący "Now You Can Let Go", najbardziej chyba zwarty utwór płyty, rytmizowany blaszaną perkusją, niespodziewanie wyzwala budzący grozę pociąg-widmo, pędzący z ciemnych tuneli nieświadomości. (Niestety ogólną ocenę obniża "Bush Hum", to jest irytujące i nudne, przetworzone pierdzenie opornika syntezatora, którego nie da się słuchać – Philip chyba troszkę przesadziłeś z tą awangardą chłopie.) Płytę zamyka wagnerowski, podniosły i niepokojący "Veil". Fala zapomnienia zmywa kolejne przesłuchania, pozostawiając tylko blaknące wrażenie piękna. Dzięki temu chętnie sięgałem po 7 niejeden raz, niczym po niszczejącą, sepiową fotografię dziewczyny, znalezioną któregoś dnia w zagadkowych okolicznościach (na ulicy, pod poduszką, w kieszeni). Jej imienia i tożsamości nie sposób się domyślić.

Tomasz Gwara    
30 listopada 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie