RECENZJE

Phantom
LP 1

2014, Silverback 7.2

Namnożyło się trochę wątków w twórczości Phantoma od momentu wydania jego debiutanckiego longpleja. Wymieńmy: Ptaki, Boiler Room, ciągły progres. Ale jeśli pisanie o LP1 w momencie, gdy zbliża się premiera drugiego, konsekwentnie zatytułowanego albumu, a mowa jest już o wydaniu trzeciego (…), może się wydawać znacznie spóźnione, to liczne recenzje, wywiady i wzmianki, również w zagranicznych serwisach, które pojawiły się do tej pory na temat utalentowanego Bartosza Kruczyńskiego, znacząco wzbogaciły nam obraz jego muzycznego rozwoju. Co prawda określanie wartości LP1 przez pryzmat popularności krążka w zachodnich mediach w moim odczuciu może być jedynie miłym, sentymentalnym dodatkiem do istotnie wysokiego poziomu, jaki płyta prezentuje, tym niemniej perspektywa dalszej obecności chełmianina na europejskim rynku wydawniczym ma, bądź co bądź, realny wkład w formę samej muzyki. Rewizje na drodze “od mash-upów do ambientu i field-recordingu”, której przebywanie Phantom objaśniał do mikrofonu RBMA, można w pewnym stopniu skorelować ze współpracą między producentem a różnymi, w tym zagranicznymi, labelami. Wynikiem kompromisu, wedle słów autora, był właśnie jego debiutancki album.

Na pierwszym longpleju Phantom udowadnia przede wszystkim, że nie męczy go bieg na długim dystansie. To album pozbawiony już nie tyle słabych, co niepotrzebnych, niespójnych momentów. Przykładem niech będzie interludium, element, który bywa kompletnie nietrafiony nawet u znanych pierwszoligowców. Jego nieobecność odebrałaby albumowi ważny przystanek między ciepłym, sentymentalnym “Sport 1” a chłodniejszym, bardziej rytmicznym “Artefacts From Vistula River”, choć z drugiej strony po prostu zubożyłoby muzykę o minutę dobrze zorganizowanej dźwiękowej przestrzeni. Nawiasem mówiąc, obie części “Sportu” to najbardziej charakterystyczne fragmenty LP1. Pierwsza, inspirowana Russellowskim “Let’s Go Swimming” (w życiu bym się tam gościa nie doszukał, gdyby mi nie powiedziano, bo ten ujmujący i niesłychanie rześki w swym zatroskaniu track to jednak czyste niebo bez jednej chmurki), prowadzi nas po słonecznych akordach w najsilniej naładowany emocjonalnie etap na płycie. Część druga zaś, nieco bardziej nieokiełznana, łącząca w sobie transowość “Your Love” Frankiego Knucklesa z kompozycyjno-aranżacyjnymi zagraniami à la Scritti Politti, zaskakuje pomysłowością i potwierdza fakt, że Phantom może mieć cały ten house na własny użytek. Istnieje silne pokrewieństwo płyty z More Songs About… Carla Craiga, który oprócz wkomponowywania ambientowego backgroundu w album nie omieszka umieścić na nim emocjonalnie kontrastujących numerów, tuż obok siebie: vide najlepszy numer, którego nie nagrał J.M. Jarre i lekko płynący “Dreamland”. Co się jeszcze tyczy house’u, “Bless Their Little Hearts” jest stabilnie utrzymany w duchu Terre Thaemlitz i tnie staccato atmosferę bardziej medytacyjnych sprinklesowych tracków. “Artefacts…” przywołują natomiast nieco cięższego w wydźwięku Fort Romeau z Kingdoms. To samo dotyczy poważnego kandydata na najlepszy utwór na płycie, “Earthworks”, korzystającego z podobnych rozwiązań brzmieniowych co album Brytyjczyka, także noszącego znamiona delikatnie amorficznej organiczności. Powracając do wyrysowanych song-by-song inspiracji Phantoma, należałoby odnieść się jeszcze do kwestii ilustracyjności tych tracków. Przesunięcie środka ciężkości z muzyki klubowej, zawartej na EP-kach, umożliwiło sformułowanie bardziej intymnej wypowiedzi, czego widocznym przejawem jest odnowiona wersja “Gothic”. Inspiracje Tangerine Dream i filmowymi soundtrackami, pewnie filmem jako takim, ale też zapotrzebowanie na popową melodyjność w rezultacie wysuwają Kruczyńskiego na pozycję rozgrywającego, który potrafi doskonale odnaleźć się z lewej strony house’owego pola nie tylko out of Poland. Brak tu oznak zmęczenia, są za to smaczki w postaci oszczędnych sampli wokalnych, wielopłaszczyznowych teł (“Earthworks”, “Water’s Edge”) i pokrywającej całość warstewki eteru.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w relatywnie niedługim czasie usłyszymy debiutancki album Ptaków oraz nowe długogrające wydawnictwo Phantoma. Za oba trzymam kciuki, jednak w tym kluczowym dla podsumowań czasie warto po raz wtóry sięgnąć po LP1 i nie zapomnieć o nim do końca roku.

Krzysztof Pytel    
25 listopada 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie