RECENZJE

Phantogram
Eyelid Movies

2010, Barsuk 6.0

AG: Chłopak, dziewczyna – normalna rodzina! Obok formatu "pięć dziewczyn" (Spice Girls i pochodne) oraz "dziewięciu chłopaków" (Wu-Tang Clan), ten jest mój ulubiony, głównie dlatego, że wiąże się z określonym, przeważnie godnym zaufania, obliczem muzycznym. Oraz z miłą aparycją. Phantogram aparycję mają całkiem w porządku, muzykę też nienajgorszą, chociaż inną niż chciałabym usłyszeć od spodziewanych kontynuatorów Fiery Furnaces i High Places. Sarah Bartel i Josh Carter, bo tak ich wołają, nagrali płytę psycho-elektroniczną, tętniącą głównie latami dziewięćdziesiątymi i wszystkimi zespołami, które w liceum tak zatruwały duszę mnie i moim koleżankom. Massive Attack, Portishead, "Sex Born Poison" z mrocznego okresu Air, Beck, inteligientny hip hop, Tricky i jego triki – znamy, znamy. I odsuwamy byle dalej. Na szczęście, owo ponure, zapętlone, nazwijmy problem po imieniu: *klimatyczne* dziedzictwo jest dla Phantogram bardziej punktem wyjścia do operacji uzmienniania i wplatania ciekawostek, niż balastem w postaci truchła w szafie. W większości przypadków duteowi udaje się uciec przed trip hopową stęchlizną (o tym, że nie zawsze, niech poświadczy utwór "Running From The Cops", zupełnie dla mnie niezrozumiały wybór singla). Pamiętajmy, że trip hop to gatunek pięć razy mocniej uśmiercony od innych i tym samym trudniejszy do wskrzeszenia. Bit i parę ładnych melodii, nawet jeśli nie sprawiają, żeby nasz dawno zapomniany przyjaciel powracał z martwych, to przynajmniej pomagają go z powodzeniem odrobaczyć. Mogło być fatalnie, jest całkiem słuchalnie.

ŁK: W ogóle to "Running From The Cops" to jest jakaś hybryda Nine Inch Nails, Arcade Fire i Tricky'ego. Zdumiewa mnie zatem, że to nie jest jakiś znowu fatalny numer. Za to symptomatyczne jest to sklejanie tak intensywnie kojarzących się z rozmaitymi artystami elementów. "You Are The Ocean" zaczyna się od bitu jak z "Teardrop" Massive Attack i rozwija w balladę Petera Gabriela, któremu akompaniuje TV On The Radio. Mamy tu do czynienia z new age'ową muzyką do relaksu po dniu pracy w biurze, przebraną za hipsterski pop. Duża część piosenek jest zupełnie spoko, ale niewiele, jeśli coś, zapamiętam. Niestety na końcu album stacza się w nudy jak z ostatniego Beach House.

FK: Śmieję się z moich rodziców, że słuchają jedynie nowej Sade i jakiejś składanki new romantic, ale okazuje się, że nie jestem wiele lepszy. Phantogram prezentują się jako zespół sprawdzonych wielokrotnie patentów, których nawet nie przepuszczają przez własną wrażliwość, czy inny frazes, a i tak się jaram, bo od pierwszych sekund płyty wiadomo, że jest czym jest: soundtrackiem do chwil, kiedy nie wiadomo, co włączyć. Ostatnio w roli takich występowali Turin Brakes i My Bubba & Mi, ale Phantogram wygrywają z nimi, bo spektrum zainteresowań ciut większe. W zależności od nastroju jestem w stanie się tym ciepłym brzmieniem nawet zachwycić. I wiem, że nie mówię nic nowego, ale oni też nie.

MHJ: Josh & Sarah? Pamiętam jak dziś. Do społu szkoła złamanych serc, kto się lubi, ten się czubi, a po skończonych lekcjach – każde odpływa pociągami w swoją stronę, bo tak najwyraźniej miało być. A za paragon dorosłej decyzji – w ręce kamyk zielony. Nie dla nich jednak taki bal i ubaw, ani Lala ani Buba, jak się okazało. Po kilku latach studiów w rozczapierzonych punktach utopijnej Ameryki, duo spotyka się ponownie,już z zamysłem, na pustynnym polu, nasztorcowanym stalowymi prętami. Dochodzi do wyładowań elektrycznych i raz po raz powstaje kilkanaście utworów, unurzanych w poświacie z niebios, nieco mrocznej i zwiastującej. Tych dwoje wie, co to respekt. Do przodków, epok minionych, którym wciąż i wciąż składamy korne dziękczynienie. Mamy tu śnięte jawy w dni robocze, zamykanie oczu w trakcie jazdy windą, czyli rozpełznięty, błogi daydreaming. Z drugiej strony: jakieś albtraumy, złe wnuczki w marynarskich kubraczkach, naprężone instrumentarium i blaszki wibrujące, krawężnikową podprogowość "po drugiej stronie lustra" – a tam żuki gnojaczki i czerwone mrówki. Perspektywa cały czas z nieistniejącego kopca, my w szlafmycy i flanelach, a panorama – kompozycję ma otwartą. W sumie, to można prosić o repetę.

Aleksandra Graczyk     Magda Janicka     Łukasz Konatowicz     Filip Kekusz    
17 marca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy