RECENZJE

Pezet-Noon
Muzyka Poważna

2004, Embargo Nagrania 6.6

Pamiętacie Pezeta z Muzyki Klasycznej? W skrócie: był to nachalnie popisujący się macho, ogarniający wzrokiem jedynie własne podwórko, powtarzający typowe dla ulicznego hip-hopu płaskie slogany o brutalności życia, ciężkich czasach, spoko niuniach, melanżach, awanturach etc. Dzięki wrodzonej charyzmie, przekonywującemu flow i prostolinijności (z pomocą mistrzowskich podkładów Noona) odsadził o lata świetlne różnych Sokołów i Fu, ale wydawało się, że był to szczyt jego możliwości. Jakość, do której ciężko będzie mu nawiązać w przyszłości. Minęło mniej niż dwa lata i na Muzyce Poważnej za mikrofonem bryluje ambitny artysta, równie świadomy swoich słabości, co zdeterminowany do pracy nad nimi. Przepraszający na każdym kroku za błędy popełnione w przeszłości, wyrzekający się wizerunku kreowanego na poprzednim krążku, unikający oczywistości, wzbudzający sympatię ziom z otwartą głową. Ej, tak diametralne metamorfozy nie zdarzają się codziennie! Nie sposób się tym nie zachwycić, nie docenić.

Tak, może brzmi to dość abstrakcyjnie, przejdźmy zatem do przykładów. Co powiecie na retrospektywne refleksje w typie: "Wtedy byłem głupim gnojem / Nie chciałem więcej niż nic" w ujmująco osobistym "Gubisz Ostrość", o tytule nakreślonym na odwrocie płyty symbolicznie rozmazaną czcionką. Albo autentyczną nostalgię za utraconymi na zawsze dniami: "Wtedy twarze były młodsze, jarzysz? / Melanże, triki na deskorolce / Lecz to się nigdy już nie zdarzy". Hej no, przecież to jest poezja jakaś, hip-hop z klasą, poważka. Rozbrajająco szczere, jak już powiedziałem, zaskakująco niebanalne pocztówki z codziennych rozkminek Pezeta tworzą tu prawdziwą harmonię z podkładami niedoścignionego w kreowaniu aury prawdziwości Noona. Żywsze bity przypominające taneczne rejony Gier Studyjnych są tu skutecznie tonowane konsekwentnie wdrażanymi refleksyjnymi tematami rodem z Bleak Output. Mroczna, gęsta atmosfera doskonale współgra z intymnymi wyznaniami przepraszającego się z przeszłością Pezeta. Krążek nie jest tak przystępny jak hiciorsko-przebojowy poprzednik, za to w opozycji do niego stanowi materiał na wieczorne przemyślenia.

W bez kitu mądrym "Nie Jestem Dawno" pada znaczące "I tylko chciałbym móc powiedzieć: tamte dni są obce mi / Nie jestem chłopcem dziś / Nie jestem dawno", wyrapowane tak chwytliwie, że nie mogłem uwolnić się od tej frazy przez kilka dobrych tygodni. W ogóle, mimo anty-przebojowego (konsekwencja tematyki) charakteru krążka, właśnie za sprawą nośnych, kręcących tekstów nie brakuje tu fragmentów wkręcających się w świadomość słuchacza niczym popowe hooki. W "To-Samo" pada na przykład sekwencja: "Jest tak samo u mnie i u ciebie / Też mam nową niunię i też wstaję rano jak zostaje na noc u niej / Też pracuję piszę teksty i nagrywam rap / Wciąż upływa czas i nam nie ubywa lat". Albo następujące wkrótce po drażniącym tykaniu zegara (że przemijanie): "Co się stało z tymi / Którzy byli-przy-moim-boku" w "Retro 01" (także części "02" i "03"). Eh, no może i trzeba to usłyszeć żeby poczuć ten klimat i zakołysać głową w rytm precyzyjnie wyrzucanych przez Pezeta rymów. Póki co warto dodać, że dzisiejszy rap warszawskiego MC także pod względem czysto technicznym poszedł wyraźnie do przodu i kiedy koleś się rozbuja, to jego flow naprawdę wymiata.

Na dzień dobry mamy manifest zachęcający do kupowania oryginałów i bannowania mp3 ("[To] Tylko Raz 01" i "[To] Tylko Raz 02"). W "Szóstym Zmyśle" słyszymy dość pretensjonalną i niekoniecznie trafną próbę analizy "fenomenu" kultu alkoholu, podaną na tle wyjątkowo nie pociętych melodii. Przytłaczający powagą bit "W Branży" przynoszący na myśl samego Jay-Z z The Black Album z kolejnym wartym wspomnienia zdaniem "Ja nie chcę być w branży, ja chcę robić swoje". Ciekawie wypada balansujące na granicy banału, rzewne "Dziś", gdzie echo oklasków podkreśla wrażenie wyobcowania, uczucia tak bliskiego wrażliwcom. Rozpaczliwie wykrzyczane, urwane "Pomóżcie mi się znaleźć błagam" brzmi tu tyleż sugestywnie co (ponownie) autentycznie. Z kolei mniej ciekawie wypada meczący na dłuższą metę, zbyt "unfocused", niby-żarcik "A Mieliśmy Być Poważni...".

Wyzuty z irytującej maniery ulicznego rapisty, jednocześnie nie silący się na przeintelektualizowane wywody charakterystyczne dla przedstawicieli pseudo, Pezet dał szusa w nowy wymiar jakości ze znakiem "Q", nie tracąc nic z autentyczności. "Zaciska zęby, gra jak potrafi", a determinacja i pasja z jaką to robi każe poczuć respekt.

Jacek Kinowski    
25 lipca 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy