RECENZJE

Pezet-Noon
Muzyka Klasyczna

2002, T1 6.6

Polski hip-hop jest tak słaby, że może lepiej by było, gdyby go wcale nie było. I powiedzmy sobie szczerze, nie ma w tym zupełnie nic zaskakującego. Każdy wie jak wygląda Fu, prawda? A czy ktoś ma złudzenia, że taki człowiek może zrobić coś twórczego? No właśnie, tylko co z tego, skoro nasi młodzi geniusze wciąż garną się do mikrofonu. I jak sami mówią, jest to ich całe życie (nie licząc chyba awantur i melanży). W efekcie mamy: "muzykę miasta".

Tak więc szturm rozmaitych składów na naszą prężna scenę muzyczną trwa. Ciot przybywa z tygodnia na tydzień, a kolejne audycje o "kulturze hip-hop" wypełniają czas antenowy nawet tych najbardziej niezależnych telewizji. Optymalnym rozwiązaniem, które pozostaje normalnemu człowiekowi, chcącemu coś z tego wszystkiego skumać, jest wybiórcze śledzenie zjawisk na rynku i ewentualne sprawdzanie projektów mających szansę być czymś wartościowym. Najlepiej jeszcze mieć jakichś kumpli, którzy są wczuci w klimaty i mają wszystkie wieści z pola walki, kupują, słuchają i zawsze chętnie pożyczą. A nuż zdarzy się nam trafić na coś ciekawego, nawiązującego poziomem do klasyków gatunku – Skandalu, 63 Minut, czy Kinematografii. No dobra, przesadzam, takie rzeczy często się nie trafiają, ale i tak fajnie od czasu do czasu posłuchać jakichś ziomków. Przynajmniej ja lubię.

Miechy temu znajomy pyta mnie, czy słuchałem Pezeta, bo zajebisty. Akurat wcześniej miałem okazję słuchać Elemera (powiedzmy, że bez komentarza, chociaż jak lubicie się pośmiać, albo ciekawi jesteście jak mały mózg może mieć dwudziestoletni mieszkaniec miasta WWA, to szczerze polecam). Wystąpił tam gościnnie nasz MC, co zresztą nie jest niczym nadzwyczajnym, zważywszy na fakt, że to przecież koledzy. Grunt, że wypadł prawie tak fatalnie jak gospodarz, utwierdzając mnie w przekonaniu, że jest jednym z tych, którzy nigdy nic dobrego nie nagrają. Potem był jeszcze teledysk do "Seniority" (zniechęcający), zasłyszany wywiad w telewizji (żenujący), no i kolejne namowy od kolejnych dwóch znajomych.

W końcu się przełamałem, posłuchałem i nie była to błędna decyzja gospodarcza. Przyczyną wszystkiego jest tu Noon – były członek Grammatiku, jak się okazuje niedościgniony w Polsce mistrz "a la Shadowowych" aranżacji. To jemu ta płyta zawdzięcza swoją wielkość. Koleś zrobił całą muzykę, naprawdę prekursorski jak na nasz kraj materiał. Kombinował jak się da, umieścił sporo fajnych motywów, a przy tym żadnego zdecydowanie słabego. Tu ("To Tylko Ja") umieścił sampelek z kultowym przecież Zenonem Laskowikiem, tam (końcówka "5-10-15") spróbował cięcia wokali w stylu Prefuse'a, a jeszcze gdzie indziej ("Forma 02") zapodał coś na kształt Beastie Boysów z Licensed To Ill. Jest rozmaitość i to smakowita. Wszystko podane zwięźle i z wyrazem. Bez bonusów, mixów i innych pierdół, a to też rzadkość. Dla mnie rewelacja. Dla mnie.

No, ale zanim płytę wydano, trzeba było jeszcze napisać teksty i je zarymować. "Pezet, jak mogłeś wszystko tak spierdolić?", że skorzystam z frazy Tedego. Z drugiej strony, nie można tak do końca powiedzieć, bo nasz dzisiejszy bohater ma pewien niepodważalny atut. W tym, co mówi, jest maksymalnie wiarygodny. Dla osób, które podobnie postrzegają świat, dla ziomali, z całą pewnością jest największym bossem i sam za takiego się uważa: "...coś powiedział Pezet, to jak głos z nieba...". Co z tego, że teksty są do bólu żałosne, skoro są autentyczne? Chodzi mi o to, że jak słyszę Elemera opowiadającego o tym, jak wyrywa jakąś laskę, to sobie myślę: "jaka ciota, kogo on chce oszukać". Te same słowa w ustach naszego dzisiejszego bohatera są jakby naturalne: "na tak, wyrwał niunię, była gała, teraz idzie po następną, przecież wszystkie są jego, więc co w tym dziwnego?". W moim odczuciu jest to jakaś wartość w kontekście albumu.

Powstaje pytanie: dlaczego obaj emce, mimo że podobni z barwy wokali, brzmią tak różnie? Pomijając fakt, że Pezet ma mimo wszystko lepszy flow i mniej żałosne teksty, to można chyba zaryzykować stwierdzenie, że to Noon wykreował tę wyższość swoimi dźwiękami. I to na dwa sposoby. Po pierwsze, swoimi podkładami przyćmił wszystko inne na płycie. Dzięki temu da się przeboleć nawet te najbardziej chujowe rymowanki. Tu moim faworytem są te z "Seniority" ("Wiesz o co chodzi, jeśli oglądałaś Showgirls", czy "Jesteś mokra jak Bonaqua"). Po drugie, nastrojowymi dźwiękami odkrył w nim chęć do jakichś zwierzeń natury, powiedzmy, metafizycznej (druga część płyty). Wiem, że może to i taplanie się w gównie, ale mimo wszystko jakoś to podniośle wychodzi jak na tle Shadowowych pejzaży taki wrażliwiec mówi (on podobno mówi, nie rymuje, on mówi): "...spraw Boże proszę...". Bo choć Pezet nie ma w głosie głębi Sokoła, to jednak jak się zbierze w sobie, jego wokal też chwyta za serce.

Wizyta Asha, jak również sample ("Juzek", "Te Same Dni, Te Same Sny...") wycięte żywcem ze Świateł Miasta sprawiają, że Grammatik niejako przejął końcówkę płyty, co odbiło się pozytywnie na tej części materiału. A pozostając w temacie wizyt, zgodnie ze zwyczajem towarzyskich przecież chłopaków w dresach, jest ich tu sporo. Między innymi jest też Fokus, ale nie szykujcie się na coś interesującego, bo wypadł biednie. Nie wspomniałem jeszcze o skicie przed "Senioritą". A jest to o tyle ważne, że to jedna ze śmieszniejszych rzeczy, jakie ostatnio słyszałem. Ten sposób mówienia, dobór (powiedziałbym bezwarunkowy) słów, intonacja, spontaniczność (miały być spontan skity)... Ech, co ja tam będę próbował. Musicie tego posłuchać, a sami się przekonacie.

Inną wizytówką tego wydawnictwa może być "Slang". Kojarzy się z "Gdyby", wiadomo kogo. Jednostajny, zajebisty bit, jakieś smyczki i miło kołysząca melodia. Przejrzysty, poniekąd nawet śmieszny tekst i kulminacja wspominanego już bossostwa Pezeta. Ten koleś naprawdę tu rządzi. W tym jest rzeczywiście dobry. W wywiadach Pezet martwi się o to, czy jego kolejna płyta nie będzie gorsza od Muzyki Klasycznej. Bardzo by chciał nagrać coś lepszego, no ale obawia się, czy to w ogóle możliwe. Niby nigdy nic nie wiadomo, ale na pewno możemy sformułować warunek konieczny. Będzie Noon – może być lepiej. Tymczasem, tak wygląda polska hip-hopowa płyta roku 2002.

Jacek Kinowski    
26 lutego 2003
BIEŻĄCE
ObjektCocoon Crush
1975A Brief Inquiry Into Online Relationships