RECENZJE

Pearl Jam
Pearl Jam

2006, J 4.5

Dokładnie tak, jak w kawale: "Ilu muzyków Pearl Jam potrzeba, by zmienić żarówkę?", Vedderowcy niezłomnie kontynuują słuszną partyjną linię lewicującego rockandrolla. Tasiemcowe trasy koncertowe, polityka relacji z fanami (prężnie działający Ten/Vitalogy Health Club, oficjalne bootlegi i inne programy lojalnościowe), odpowiednio dobrane featuringi i eventy na których występują tworzą maszynerię budowania nowej tożsamości. Tożsamości ikony zaangażowanego rockandrolla. Głowa aż paruje od klasyczności inspiracji: Stonesi, Neil Young, The Who, Dylan, Springsteen, Iggy, Patti, Clash, Fugazi, REM. Wszystkich tych artystów albo Pearl Jam zdążył już scoverować albo wystąpić na wspólnym benefisie albo w jakiś inny sposób zdołał podlinkować własny wizerunek pod legendy. Jednocześnie, zapraszając na trasy najbardziej hipowych artystów indie, próbuje utrzymać uliczną wiarygodność, tak bardzo nadwątloną różnymi, nie zawsze zjednującymi tę grupę słuchaczy, pomysłami. PJ co najmniej od czasu, gdy zostali przez Cobaina niesprawiedliwie obśmiani jako rockersowskie dupki, uparcie walczyło o street cred . Supporty Pearl Jam są dzięki temu nie mniejszym przeżyciem niż właściwy występ kwintetu z Seattle, słynącego przecież z wyjątkowych koncertów (z punktu widzenia fanatyka nie ma lepszego zespołu niż PJ). W 2000 roku miałem okazję 4 razy zobaczyć dzięki Pearl Jamowi bliżej wtedy w Europie nieznany Dismemberment Plan. Ostatnio supportowały Sleaterki, teraz My Morning Jacket, w międzyczasie na przykład The Buzzcocks. A Vedder is a punk-rocker, jak wiadomo.

PJ to coraz bardziej amalgamat classic-rockowych inspiracji, tribute to wszystko, spadkobierca wszystkiego, imperator w świecie, w którym gitarowa piosenka musi mieć ważny tekst z przekazem , a gitary i perka muszą solidnie nawalać, by potem dla odmiany zagrać lirycznie/refleksyjnie. I w którym solówka po drugiej zwrotce jest aksjomatem. Trochę przesadzam, ale trochę też takie oblicze prezentuje Pearl Jam na self-titled . Wieśniacki, choć oryginalny, lokalsowski grunge'owy wizerunek zaginął na etapie Vitalogy , na rzecz bardziej uniwersalnego. Nic dziwnego, że to ulubieniec Młodzieży Wszechrockowej. Jednak Pearl Jam niestety z wiekiem, co w sumie oczywiste, staje się instytucją auto-plagiatu. Dwie pierwsze kompozycje przypominają klasycznego openera z Yield , "Brain Of J". Agresja, stonesowy grunt melodyczny, szybkie tempo. "Comatose" ma coś z "Spin The Black Circle", "Severed Hand" z "Insignificance", "Unemployable" z "God's Dice". "Gone" to banalniejsze "Dead Man Walking". Etc.

Całościowo patrząc, to najostrzejszy, przynajmniej według założenia, i najgłośniejszy krążek Pearl Jam. Nie ma powrotu dostojności i pogłosu Ten . Raczej właśnie niedoceniany Binaural jest punktem odniesienia. Jeśli chodzi o autorstwo, album ma charakter vedderowsko-gossardowski (Stone i Eddie zgarną najwięcej tantiemów). Wydawałoby się więc, że powinny być tu szybkie "punkowe" kawałki z Edkiem jako trzecim gitarzystą (jest tego sporo), a z drugiej strony bardziej podkręcone rytmicznie funk-hard-soul, gossardowe (tych prawie w ogóle nie ma, ładne harmonie są tylko w "Unemployable" i w "Army Reserve"). McCready się schował, i nie czesze już z taką biegłością swoich solówek. Zresztą nigdy nie on był kompozycyjną siłą zespołu. Youngowsko-balladowe fragmenty niestety nudzą prawie tak jak całe Riot Act . Całość ma mniej naturalny posmak niż na przykład Yield . Ostatecznie wyszła więc solidna, choć dość oczywista pozycja w katalogu PJ Zmiana labela nie zaowocowała rewolucją, zresztą Matt Cameron za perkusją – na początku zatrudniony czasowo – tworzy najbardziej stabilny skład w historii zespołu.

Jeśli zbytnio rozpisałem się na temat przeciętnej płyty i przeciętnego Pearl Jam to tylko dlatego, że to w końcu mój najbardziej wykuty zespół ever. Perypetie żadnego artysty prawdopodobnie nie będą mnie już obchodzić tak, jak PJ w grandżowym fragmencie mojej biografii. Dla higieny umysłowej na jakiś czas zamykam więc temat. Ale widzimy się przy kolejnej płycie.

Piotr Kowalczyk    
19 października 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie