RECENZJE

Paris Hilton
Paris

2006, Heiress 6.7

W Media Markt zauważyłem, zakupiłem (szybciej od Borysa) i wylało się z słuchawek. Digi-space produkcja w "Heartbeat", które wypiera się genów od Cyndi Lauper, pomijając już Gwen, bo dziś zrobiłem sobie listening party i podziwiam. Ja się rozczarowuję, że Paris nie zmieni losów wszechświata, ale 6.0 można dać. Otóż to. A tuż po "Jealousy" ludziom będzie potrzebna benzokaina. Dużo dobrego plus diachroniczne wymiona etc., a i tak miałem zbyt wielkie oczekiwania i też dodatnio uderzyło. Jakość, wymiona, statementowość tego.

Pierwszy – nędzny banger Storchowski, całkiem spoko dzięki mikroperformansom wokalnym, teatralnym i zadymienia ich technicznym krrdzeniem. "All eyes on her"-ish. Drugi – zmiękczony jak Kanye, że 6.0 albo i mniej przez dwa gościnne rapy. O "Stars Are Blind" niech nawinie Borys, ale to już drugi singiel roku o reggae'owym parapecie, który nie irytuje. Chyba że kogoś uprzedziło, "hi hi" (nie widzi nikt eksplozji/wylewów na szarych krańcach/kątach figury chorusa?). Co raczej dziwi, rozważając słabe niczym zeszłoroczna płyta roku głosy krytyki. "I Want You" przypomina mi nie pamiętam kogo. Jednym z pierwszych słów padających jest "dancefloor". Grease. Aha. "Jealousy" dużo dobrego. "Heartbeat" bezpośrednie odwołania i grawitacja kwantowa, pierwszy z brzegu drug guide wskaże drogę (u mnie na przykład zniżki dla czytelników Porcys).

Następny track zalatuje tegorocznym Phoenix z produkcją spolegliwego warpowca at random. "Screwed" znów subtelnie nowofalowy, słabszy. Dziewiątka teraz i T-Headsowo buduje się tutaj dynamikę, zasiadając tam, gdzie większość teenpopowych singli. DO CZASU. Może i jestem naćpany za krótko w wojsku ale co się W końcówceEdzieje tam nie roizumi...ę. Co natychmiast traci na aktualności, bo otóż kolejny banger, z ważniejszym bitem i ścianą synthów jaka padnie za was na kolana zaraz. Paris jest płynna, a stan jej regulowany stymulowaniem odpowiedniej powierzchni nerwów. Chciałaby. Dla młodych dziewcząt absolut, który tu się docenia, to neuroekonomia na 8.0. Nawet native hipsterzy chcą jej plakat na ścianę, do brudnych celów swoich. 117981 myspace'owych przyjaciół nie może się mylić. Było w tym nieco czasu rzeczywistego, więc sprawę photoshopowania się z okładką Trout Mask Replica oddalmy w obliczu tego.

W listopadzie, w L.A., Wilson zagra to i owo ze swojego albumu. Tego o zrustykalizowanej okładce i rocznicy wydania. Otwierał go będzie akt nowego Interpolu w świecie niezal, noopopowej (co prawda mającej szersze korzenie niż rdzenny reprezentant gatunku, Max Tundra) ikony – Scritti P. Jeśli jest coś bardziej 15.0, to nie nowa Paris, bo znam potężniejsze atrakty-pomniki, ale klimaty niedomówień poznawczych utrzymują się w okolicy jej "krążka" niczym to brązowe. Historia pokaże, że nie jest Hiltonówna niczym niż kolejnym Scotta Storcha dziewczęciem do bicia. Ale kawałki ma dobre, dzięki czemu zostałem nieomylnym medium pałającym żądzą piany. I czarny płaszcz kapelusz maska, podbić gronostajem. Pokaż im, Borys.

* * *

Może szybciej o parę dni, ale przepłaciłeś i to sporo, zią. Jechanie na tę rozkapryszoną multimilionerkę stało się tak wyświechtanym frazesem, że spowodowało wręcz reakcję yoyo. Gdy nadszedł wyczekany dzień premiery albumu, odczułem tak wielką potrzebę pokochania go, że aż sam się sobie dziwiłem. Ale pewnego dnia ludzkość uzna Paris za wzorzec-definicję commercial-popowego albumu. Dzięki pełnej kontroli "artystki" nad każdym elementem projektu (o takiej wolności względem producentów debiutujący wokaliści mogą śnić), Paris wpisuje się w historię kultury jako synonim nachalnej, sztucznej, erotycznej autopromocji w ten sam sposób, w jaki Straight Outta Compton było symbolem mizoginizmu, Ok Comp pre-milenijnej dekadencji, a Hair ruchu hippisowskiego. A sam Storch, niepozorny gagatek o powierzchowności klasowego pośmiewiska doświadczającego wodnika szuwarka trzy razy dziennie, przeprowadził całą akcję z taką precyzją i dopracował przedsięwzięcie w tak drobnych szczegółach, że finalnie wyłania się obraz aksjomatu, ideału sprawnie zrealizowanego, wielkobudżetowego *produktu*. Dla popowego maniaka, rozkoszą się nim jest w pławić.

Gdy wczesnym latem wchodził pierwszy singiel "Stars Are Blind", z początku jawił się ściekiem, ale jakieś magiczne zaklęcia sprawiły, iż z dnia na dzień wydawał się coraz znośniejszy, by w końcu zacząć się podobać i dziś uroczo przywołuje gorące wakacyjne dni w swawolnej, beztroskiej reminiscencji. Cuda dzieją się w "Jealousy", arcydziele studyjnego piosenkopisarstwa, łączącego SteelyDanową pulsację sekcji i KellyClarksonową rockerkę z najlepszą melodią roku jak dotąd ("I thought you were my be-e-e-st friend"), która jako żywo przypomina dokonania takiej kapelki Spoon z okresu Girls Can Tell (cóż za zbieg okoliczności). Wirus tego hooka nie daje się uleczyć i zaraża kolejne osoby w zasięgu waszego nucenia. Jeśli coś jest sexy na płytach showbiz-gwiazdek to z pewnością skojarzenia z niezal-rockiem, vide Dismemberment Plan w "Toxic". Pozostałe tracki na zasadzie reminiscencji. "Turn It Up" to Britney w objęciach Timbalanda (którego uczniem można Storcha nazwać). "Fightin' Over Me" i "Turn You On" – Ciara z gościnnymi gangsterami lub bez nich. Z kolei kwartet numerów "I Want You", "Heartbeat", "Nothing In This World" i "Screwed" to Gwen Stefani jak z kuriera wycięta, dość bezczelnie zresztą, bo ten przedprzedostatni kopiuje wręcz linię wokalną z "Cool". No i GirlsAloudowe, śpiewno-mówione "Not Leaving Without You" jeszcze. Lecz gdy spojrzeć na to spektrum z dalszej odległości, to widać bogactwo, przepych i rozmach. To podniecające.

Przez całą płytę Paris nawija natrętnie o tym że jest seksowna, że jest gorącą suką i tym podobne tanie chwyty, by spuentować swoje rozważania płytkim coverem RodStewartowskiego "Do Ya Think I'm Sexy". W każdym innym miejscu wypadłoby to blado i nieporadnie, ale poprzedzone pasującym kontekstem wersja owa ugrywa jako jedyny i niepowtarzalny epilog, zamykając tym samym krążek jak nowelę ze wstępem, kulminacją i zakończeniem. Bierzesz do ręki książeczkę i widzisz dopieszczone co do pixela fotki, tak rasowe i niepodważalnie stylowe, że to aż wkurwiające z deczka. "Dziwka może i tak, ale ma klasę", zwykłem mawiać o tej laleczce i zdania nie zmieniłem. Jej determinacja w dążeniu do celu, bezwzględne osiąganie kolejnych etapów kariery i zaliczanie kolejnych sukcesów to highlight celebrity news z ostatniego roku. Istnieją dwa podstawowe rodzaje budowania napięcia w narracji. Hitchcock operował zaskoczeniem, powodując dreszcze przerażenia w najmniej spodziewanej chwili. Tu, wszystko – od ślicznego artworku, przez muzykę, aż po teksty – jest dokładnie takie jak wszyscy wiedzieliśmy że będzie. Ale właśnie dlatego jest to takie ekscytujące, bo właśnie tego chcieliśmy.

Mateusz Jędras     Borys Dejnarowicz    
27 września 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie