RECENZJE

Parallels
Visionaries

2010, Marigold Productions Limited 6.4

KB: Pierwsze trzy utwory wskazują na tzw. potencjał listowy albumu, na którym Holly Dodson gra, śpiewa i pisze piosenki. Trzy pierwsze utwory to być może najbardziej stylowy pop dla miłośników Morodera i Kraftwerk, jaki powstał od lat. Matematyczne, wykalkulowane "Find The Fire", które rozkłada przy pierwszym wejściu refrenu, podrzuca wirusy wczorajszym nu-ejtisowym gwiazdkom. "Ultralight" to rakieta napędzana silnikiem tłoczącym nowoczesny electro-pop i klasyczne italo-disco, która wysoką wartością fizycznego przyspieszenia zaskakuje chyba całą ekipę NASA. Holly, która najwyraźniej nie sama zakradła się do środka, bawi się chyba nieźle, na co wskazuje fragment zwrotki – "I move back to see faces all look the same / And you're closer now, I feel you all around me". Kiedy znajduje się na orbicie, okazuje się, że albo jej wybrankiem jest robot, albo sama nie jest do końca człowiekiem. Stawiałbym jednak na to, że słuchają tam razem "Computer Love". "Dry Blood" jest jak ostry CD-ROM rzucony wielu nu-italowcom prosto w twarz. Uwielbiam ich brzmienie, ale czemu tak rzadko walczą o same imprezy, a nie tylko o moment samotnego powrotu nocą? Parallels udowadniają, że jest to nie tylko możliwe, a nawet więcej: resetując się można utrzymać wierność popowym wartościom. Potem jest już niestety lepiej lub gorzej. O ile kolejny utwór można próbować potraktować jako próbę zdrowego przyhamowania, to już "Reservoir" jawi się blue screenem, szczególnie w kontekście kiepskiego refrenu. Kolejne fragmenty płyty rozwiewają nadzieję – wszystko co Parallels mieli najlepsze, wrzucili na sam początek, potem dominuje stan przyzwoitości, na którym ciężko się zawiesić (czy, trzymając się nerdowych nawiązań, o zwieszenie się nie jest trudno). Nadzieja wraca na moment pod koniec płyty. Znane już nam wcześniej "Midnight Voices" budzi nasze systemy ze stanu uśpienia, a dwa następne utwory próbują je lekko oszukać, wciskając nam, że tak naprawdę cały czas dobrze się bawiliśmy. Nikt nie jest tak naiwny: start, lądowanie wiążą się z prawdziwymi emocjami, sama podróż kosmiczna (ciemno, nudno) nie wydaje się bardzo ekscytująca.

FK: Zwykle jest tak, że kiedy otwieracz płyty jest świetny, to – niezależnie od jakości kolejnych kawałków – jestem przez kilka dni wystarczająco kupiony, by oceniać album zbyt wysoko. I – ogromne zaskoczenie – tak jest i teraz. "Find The Fire", poparte zresztą jeszcze lepszym "Ultralight" i jeszcze lepszym "Dry Blood") zwiastują brzmienia idealnie na środku trasy między popowym bangerem a atmosferycznym mrocznym kawałkiem. Niestety, później płyta zjeżdża z tej drogi i niby pogoda ładna, ale no... jesteśmy na polu. Kolejne kawałki (w ogóle hiperspójna płyta – zero możliwości pomyłki czy próby odchyłu od dark-italo-pop-stylu obranego w pierwszych sekundach) przestają mieć jakiekolwiek znaczenie i subtelności wyłapane przez Kamila zupełnie nie dają rady zaprzątnąć mi głowy. A kiedy już robi się cicho, to przychodzi refleksja, że – wyłączając Toro Y Moi, Gila Scott-Herona i Die Antwoord – to najlepszy zestaw kawałków, jaki słyszałem w tym roku, ale wnioskować dalej nie ma co.

KFB: Do dziś doskonale pamiętam jeden z tych ponurych, listopadowych wieczorów. Już miałem iść spać, kiedy to nasz szanowny naczelny, jak to ma często w zwyczaju, rzucił mi na gadu jakimś youtubowym linkiem no i nie było opcji, żebym tego nie sprawdził przed walnięciem w kimę. Jak się okazało był to jeden z występów Parallels, taki z cyklu "na żywo w studiu". Występ jak występ, nie słuchałem nawet za bardzo, bo skupiłem się na prawdziwie zdumiewającej konstatacji, że ta Holly Dodson to naprawdę ŁADNA i całkiem żywiołowa dziołcha. Wcześniej nawet nie przyszło mi do głowy żeby to sprawdzać (to akurat dziwne) – w wyobraźni siedział mi wizerunek jakiejś wymakijażowanej electro-girl w obcisłej skórze (mmm), a tymczasem panna Holly to pełna wdzięku, szalenie naturalna młoda dama. To odkrycie było czymś więcej niż tylko zaspokojeniem zwyczajnej, męskiej ciekawości, bo właściwie dzięki temu zmienił się mój sposób postrzegania muzyki Parallels i samej Dodson zarazem; zacząłem dostrzegać w jej twórczości ludzkie emocje. Wcześniej, jakkolwiek muzycznie była to bardzo moja drużyna, tak odczuwałem jakiś rodzaj dysonansu nie mogąc się w pełni utożsamić z tą na pozór nieco zdehumanizowaną, zimną elektroniką. Dobra, brzmi to trochę dziecinnie, ale jednak świadomość, że stoją za tym wszystkim ludzie tacy jak ty i ja a nie wyzute z uczuć roboty dodaje mi trochę komfortu, śmiejcie się ile chcecie. Wracając ściślej do tematu debiutanckiego albumu – mało w Visionaries wizjonerstwa, ale nie do końca o to tu chodzi. Duch Morodera spotyka ducha Kraftwerk i razem bansują z duchem zimnej fali, oczywiście tylko miejscami, ale i tak wychodzą z tego same ładne i bardzo ładne piosenki. "Midnight Voices" podobało się już w ubiegłym roku, ale "Dry Blood" dla odmiany kopnęło mnie dopiero teraz, ale za to z niespotykaną siłą. W tym utworze definiuje jak dla mnie się styl Parallels, zimno spotyka ciepło, tańczą roboty, nieźle, oby częściej zapuszczali się w takie rejony. Warto też wspomnieć o pozornie niezobowiązującym "Counterparts", opartym przecież na przefiltrowanym przez elektroniczne sito hooku z "Wszystko Mi Mówi, Że Mnie Ktoś Pokochał" – cóż za pomysłowość! Z myśli końcowych to istotnie, może za którymś przesłuchaniem te piosenki mogą zacząć zlewać się ze sobą, ale że póki co tego nie dostąpiłem, to chyba widzę się z Holly i kolegami w okolicach mojej listy roku.

ŁK: Muszę przyznać, że mają kilka dobrych piosenek. Za to nie mają tożsamości. "Ultralight" to Ladytron, "Magnetics" to lajtowy The Knife, itd. Gdybym sobie wyobraził efekt pracy robotów zaprogramowanych na stworzenie dobrej electro popowej płyty, to byłby nim ten album. Wszystkiego tego już się tyle nasłuchałem, że aż myślałem, że nigdy nie słyszałem "Midnight Voices", że ten kawałek tylko tak przypomina coś innego. Research pokazuje, że jednak to było w Rezerwie i, że to tam trochę przeceniłem. No i niestety zlewają się trochę w jedno te utwory, ale kolejne odsłuchania pokazują, że większość jest zupełnie spoko. Dla słuchaczy niegłodnych nowych doznań.

Kamil Babacz     Łukasz Konatowicz     Kacper Bartosiak     Filip Kekusz    
3 marca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja