RECENZJE

Papa Dance
1000000 Fanek Nie Mogło Się Mylić!

2005, Warner 1.0

Byłem na koncercie Papa Dance. W sensie, hello, byłem na koncercie PAPA DANCE!! Nie, naprawdę. Kolega opowiadał mi że widział zespół live kilka miesięcy wcześniej. Też lubię te ich wszystkie piosenki, a że rekomendacja narobiła mi apetytu, to nie wahałem się ani chwili. Spóźniliśmy się dobrą godzinę i po wejściu do środka Stodoły zastaliśmy show w pełni. Średnia frekwencja nie przeszkadzała w przedniej zabawie. Grali klasyk po klasyku, legendarne hity przearanżowane na regularny rockowy skład. Rzeczywiście grali sidemeńsko, ale to kurewsko równo, w punkt jak chuj po niemiecku, a ja skakałem z radości i darłem się na cały głos "Paaweeeł! Paaaweeeł!". Aż mnie Gruszka temperowała, bo ponoć wyglądałem na największego fanatyka kapeli w całym klubie. Doh. Ostatecznie, tradycyjna dyskusja przy okazji reunionów pod tytułem "po co to zrobili?" (w tym szczególnym wypadku wzbogacona powszechnym zaciekawieniem "peruka czy przeszczep" odnośnie fryzu Stasiaka) ma jedną i tylko jedną właściwą odpowiedź: żebym ich kurcze mógł zobaczyć jak występują na scenie! Ale, naturalnie, jest też płyta. "Is it any good?", spytacie.

Ta, jeśli rozpocząć słuchanie od półgodzinnego CD2, zawierającego nowo nagrane wersje siedmiu przebojów z oryginalnego etapu działalności grupy, to czemu nie. Właściwie to czeka nas (spodziewana) masakra. Nawet nie chodzi o powtórnie rejestracje, po prostu klarowne i selektywniejsze produkcyjnie, momentami brzmiące jak perfekcyjnie wypolerowane demo. Są małe różnice swoją drogą, i one są niby najfajniejsze, rzekłby Vince Vega: "Kamikaze" pozbawiono tego charakterystycznego reverbu na mikrofonie i wyraźnego funku basiku; z kolei "Ola" została troszkę sprofanowana dodatkiem wioślarskich smaczków i odmienną interpretacją wokalną, ale zyskała za to odrobinę masy i poweru. Plus jeszcze zawsze porażające "Naj Story", highlight z otherwise żenującego Naszego Ziemskiego Edenu "Nietykalni" czy faworyt publiczności "Nasz Disneyland" w dwóch mixach. Lecz chodzi o to, że jeśli ktoś nie słyszał wcześniej tych numerów, kupi se albumik i zapuści bonusy, to dozna że jak siemasz. Gdyby Papa Dance dziś dysponowaliby takim materiałem, to byliby najlepszym bandem w tym kraju. Niestety, nie dysponują.

Szczerze mówiąc miałem pewne oczekiwania względem 1000000 Fanek, a to z powodu promującego krążek utworu "Czarny Śnieg". W pierwszym kontakcie jawi się on ściekiem, natomiast w perspektywie kilkunastu odsłuchań nie ma chyba wątpliwości, że obok duetu Filon / Paschalska oraz zwycięskiej premiery Brodki z Opola to jak dotąd najbardziej zaraźliwy polski singiel '05. Konstrukcyjnie to błyskotliwa kopia "Oceanu Wspomnień" (na mieście znanego jako "szary wiruje pył"), gdzie hook klawiszy w zwrotce rządzi, delikatna aranżacja z summersowymi akcentami na delayu i rotherowym outro kreuje klimacik, a nawet tekst załamuje nieporadnością gramatyczną ("ten obraz wciąż nie ginie"). Bo w sumie czym byłby singiel Papa Dance bez kiepskich liryków? "Zabiłaś moje ja", anyone? W tym cały urok. Problem z pozostałymi numerami, kompozycyjnie i estetycznie balansującymi gdzieś między Kościkiewiczem a Jansonem. Tak, wszystkie to wypełniacze. Lepiej wydaliby na kompakcie Poniżej Krytyki, wtedy w rubryce "ocena" przesunąłbym kropkę o oczko w prawo hahah. (Nie wiem kto posiada prawa do tego dzieła, ale mówię do was: dokonajcie tej reedycji, osobiście ją rozpromuję i pomogę nakręcić sprzedaż.) Choć spoko ten powrót. Check pierwszy akapit.

Borys Dejnarowicz    
7 lipca 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy