RECENZJE

Pantha Du Prince
Black Noise

2010, Rough Trade 6.4

BD: W tym długim, gotyckawym (a jakże) rejsie są dwa highlighty: Panda Bear tylko przeszkadza nieco wieczorno-björkowemu, dzwoneczkowemu "Stick To My Side", a całość wieńczy rozmyte, ambientowe "Es Schneit". Każda minuta kojarzy mi się tu z czymś, co już słyszałem, ale są to MIŁE skojarzenia (microhouse, Múm czy Manual, by pozostać przy literce M).

FK: Najbardziej to mi się podoba okładka. Podoba mi się tak strasznie, że winduje ocenę o dwie dziesiąte co najmniej. A jej klimat najbardziej oddaje właśnie przestrzenne "Es Schneit". A poza tym KONKRET. To trzeba oddać Weberowi, że w przeciwieństwie do innych kolegów z Hamburga, rozwija kompozycje w ciekawy sposób (a już dużym plusem jest, że kompozycje rozwija w ogóle). Wbrew tytułowi nie tak ciemne jak This Bliss i raczej ciekawsze.

ŁK: Jakiś czas temu zdziwiło mnie zainteresowanie nową płytą Pantha Du Prince wśród rozmaitych dalszych i bliższych znajomych. Chwilę później dopiero dowiedziałem się, że występuje na niej gościnnie Panda Bear. Hahaha, FRAJERZY! Wokal Pandy w "Stick To My Side" jest akurat rysą na wypolerowanej powierzchni Black Noise i nie udaje mu się w żaden sensowny sposób połączyć z bardzo dobrą muzyką. Oprócz tej wpadki nie ma się czego czepiać, Weber to twórca obdarzony dużą wyobraźnią nagrywający niewątpliwej urody techno. Zachwycać też raczej nie ma się czym, może poza "Welt Am Draht", który kładzie błogie melodyczne faktury w stylu Gas na techno bicie. Black Noise to płyta mniej angażująca słuchacza niż świetne This Bliss z 2007. Dowód: ta pierwsza wydawała mi się przesadnie epicka (70 minut) więc tęskniąc za zwartą treścią wróciłem do drugiej, żeby odkryć, że jest dłuższa o cztery minuty (wcześniej nie zauważałem). Niemniej estetyczne to jest okrutnie.

KB: Ilość spokojnej muzyki, jakiej ostatnio słucham, jest chyba sygnałem przypominającym o kończeniu nastoletniego okresu mojego życia. Umieram ze strachu. Ta potrzeba muzyki estetycznej i kojącej na szczęście nie doprowadziła jeszcze do sięgania po albumy wyczyszczone z kreatywności. Pantha nie tylko ma neurony napchane melodiami, ale też świadomość, że muzyka powinna mieć jednak jakieś warstwy. Słuchając ciężko odczuwać jakiekolwiek negatywne emocje, więc jest szansa, że mój układ nerwowy osiągnie choćby lekko zbliżony poziom sprawności do posiadanego przez Webera. U niego wszystko wydaje się być takie poukładane.

Kamil Babacz     Łukasz Konatowicz     Filip Kekusz     Borys Dejnarowicz    
25 lutego 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie