RECENZJE

Panda People
Secret Pleasure (EP)

2010, Disky 6.4

MHJ: Panda People już dawno przedostali się przez Bawarię, entuzjazm zaczyna dosięgać ich przez witających "z zewnątrz" – i ja w cichości łożę na immatrykulacyjne kwiatki. Ciągle trudno w sieci o informacje na ich temat, na domiar – w pojedynczych wywiadach spowijają się "świadomą powściągliwością", która ma kiełkować projektem niewyrosłym na paści przypadku. Rozsądni. Na razie świeżo wydoili EP-kę i warto się cieszyć, bo nie wchodzi w koligację z wakacyjnymi nastrojami. Nawet "życiowość" tekstów przemyka niespostrzeżenie, kiedy w synthach i melodiach tyle tempa, napędzanego owocowym afrodyzjakiem. Na faworyta wybieram "Flashback", a pandzie jeszcze raz wybaczam coraz mniej osobliwą maskotkowość.

KFB: Kalifornijski songwriting podbija świat i w związku z tym coraz jaskrawiej rozkwita już nawet w kraju naszych zachodnich sąsiadów. Cóż, jeśli ktoś liczył chociaż na jakieś odległe echa niemieckich specjałów (przez to można rozumieć minimal, ale też i golonkę) to raczej będzie zawiedziony – członkowie PP mogliby sobie spokojnie mieszkać dwie ulice obok Pinka i faktycznie uchodzić na dzielni za "ludzi Pandy". Ich debiutancka EP-ka to naturalna konsekwencja rozwoju tych młokosów, który dzięki bezbłędnemu researchowi Wojtka śledzimy od początku bieżącego roku i trzeba przyznać, że jest się czym jarać. Chłopcy póki co żadnym trackiem raczej nie trafili w listę roku, ale co z tego, skoro poziom tego mini-albumu jest równy jak, nie przymierzając, Równina Radomska? Każdy z sześciu tracków trafia mniejszym (rzadziej) lub większym (częściej) hookiem – "Young Hearts" to nastrojowa konstatacja na temat stanu serca i ducha współczesnych młodych okraszona motoryką i pomysłem, których pozazdrości każde Tigercity. Ale generalnie nie sposób narzekać na nudę – jak na debiut mało znanego niemieckiego kolektywu to jest więcej niż dobrze. Trochę super jest, no!

JM: Ale co, że mało znani i nie ze Stanów to powód by się bardziej zajarać? E tam, panowie wciąż ładnie rozgrywają, syntezatorowym obuchem waląc po bębenkach, ale tym razem brakuje im wyraźnie wykończenia akcji. Czterech podejść potrzebowałem by przesłuchać tej epki – w czasie pierwszych trzech zapominałem, że dzieje się muzyka. "Restriction Is Fiction" pozostaje szczytowym osiągnięciem zespołu.

RG: Zalewem takiej stylistyki tak nas już wymęczył świat, że ciężko naprawdę ciężko się podrajać. No są syntezatorki, bębny wybitnie mistyczne, wokal trochę falsecik, a trochę nie, ale ja już naprawdę przestaję zwracać uwagę. Jasne, jasne, "Backdoor Baby" budzi dyskotekowe radości, a "Decade Of Mistake" jako zakończenie podwyższa ocenę całej płyty i pewnie jak się człowiek postara to znajdzie mnóstwo innych plusików tego wydawnictwa. Tylko, że te zalety nie w żaden sposób stymulują i mocno się już użyły. Chciałbym to usłyszeć trzy lata wcześniej.

Jędrzej Michalak     Magda Janicka     Kacper Bartosiak     Ryszard Gawroński    
16 lipca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie