RECENZJE

Pablopavo i Ludziki
Marginal

2018, Karrot Kommando 1.6

Nierozwiązane problemy polskiego rynku muzycznego ciągle nie pozwalają zasnąć? Przenieśmy się więc szybciutko, krok po kroczku, w okolice Myśliwieckiej 3/5/7, proszę Państwa. Też uważacie, że lista przebojów Trójki to muzyczny odpowiednik polskiej ekstraklasy? Niewielkie przetasowania na szczycie, nieziemski wstyd na świecie, kompromitacje na Zachodzie. I zawsze, zawsze, zawsze, zawsze, zawsze, zawsze jakies gównogranie na pierwszym miejscu. Czasem wygra przedstawiciel Deconstructed Sung Poetry (Pablopavo, Kortez), czasami tragikomiczny neo-blues (Organek), czasami chuj-wie-core (Lao Che), czasami retard-prog (Riverside). Jak można zauważyć, zróżnicowanie jest raczej pozorne – muzykę tych zasłużonych wykonawców (symptomatyczne, że to mężczyźni) należy wrzucić do jednego wora ("a wór do jeziora", krzyczy jakiś prostak). Ten wór to reprezentant niezwykle popularnego gatunku: "nie-słucham-ale-czasami-warto-żeby-napisać-coś-o-złej-muzyce-bo-negatywne-teksty-to-najwyższa-forma-krytyki-wave".

W recenzji poprzedniej płyty Pablopavo, Ladinoli, Jacek Świąder na łamach GW wspomniał, że "ten album może być Revolverem czy London Calling Ludzików – punktem zwrotnym i poszerzeniem pola działań". Bo nowa paleta brzmieniowa, bo inne gatunki, bo popularność, bo coś tam. Ktoś się uśmiechnął, ktoś może stwierdził, że grzmocenie potłuczeństw przekroczyło w tym przypadku dopuszczalną normę. Lepiej nie wnikajmy. Czy piąta płyta Pablopavo i Ludzików to Sierżant Pieprz warszawskiej formacji? Albo, kontynuując tę, powiedzmy sobie szczerze, skrajnie plugawą paralelę, polska Sandinista!? Czy może jednak, jak napisał jakiś burak, "kawiarniano-kabaretowe szanty z pretensjami"?

Zanim jednak odpowiemy na te głęboko nurtujące nas pytania, zastanówmy się, w jakich kategoriach możemy nagrodzić najnowszą propozycję Pawła Sołtysa i Ludzików. Najgorszy refren roku? Całkiem niezłym kandydatem jest ten z "Ochoty", przy którym rzeczywiście pojawia się ochota, ale raczej na błogą ciszę. Tutaj jednak konkurentami mogą być: "PeKaBe" (którego refren to powtarzanie wersu "Pepe, Kaka, Bebe / PeKaBe"),"Brązowy i Niebieski" lub "Niskie Słońce". "Światła Na Statku", z paskudnie rzewnym zaśpiewem, nie jest bez szans w konkursie na lądowy szant 2018. Za to w zaciętym starciu o najbardziej imponujący crossover może rywalizować z Marvelem niesmaczne połączenie skreczów, pseudorientalizmów i poezji śpiewanej ("Szmerem"). Jak zwykle znajdzie się też coś dla wielbicieli piosenki kabaretowej ("Agata"). A jeżeli jakiś fanpage zajmujący się muzyką rzekomą uwzględni kategorię "najbardziej okropne intro", to "Marginal Intro" powinno zająć wysokie miejsce. Zatrzymajmy się na chwilę przy intrze. Początek płyty wita nas buńczucznym zwrotem do sluchaczy: "Wystarczy mieć uszy / Wystarczy mieć mózg". Jak najbardziej, panie Pawle, dodałbym jednakowoż, że warto jeszcze mieć gust, poczucie smaku, szerokie horyzonty i wrażliwość na muzykę.

Naprawdę wierzę, że Mikrotyki, książkowy debiut Pawła Sołtysa, to niezła literatura, ale tutaj, drodzy czytelnicy, właśnie tutaj, miejska poezja spotyka brutalną prozę życia. Słyszę, że "Udajemy koty / Potem do roboty" i tylko wrodzona naiwność skłoniła mnie do dalszego ślizgania się po tej powierzchni głębokości. Gdyż w gruncie rzeczy sporo łączy Pablopavo i Taco Hemingwaya: mityzacja miasta, powierzchowne, naskórkowe obserwacje, może nawet trudna do zdefiniowania przezroczystość opowieści. Oczywiście, zamiast czasu marnowanego w galeriach handlowych i trójkątach mamy tutaj zaniedbane kamienice za miastem i galerię ludzi dotkniętych przez czas. Stołeczne kluby, "do których wozi się młodzież", by sączyła kraftowe piwerka, ustępują miejsca nadgryzionych zębem czasu spelunom, w których wciąż można przegryzać ogóreczka do wódeczki. Ale gdy fani Taco skończą lekcje, a wielbiciele Pavo pracę, to spotkają sie przy tym samym stole i Netflixie. Jeżeli to porównanie nadal wydaje się naciągane, polecam zmrużyć oko i spojrzeć na poniższe fragmenty dwóch popularnych piosenek:

Pablopavo i Ludziki: "Karwoski"
I podchodzi dziewczyna i pyta:
Czy mogę od pana ogień?
A ty wiesz, że to niegramatycznie

Taconafide: "Osiem kobiet"
Pyta, czego słucham
Czy znam taki raper Tory Lanez
Nawet nie mówię, że mówi się "Tori Lejnz"

Jakby tego było mało, każdy wielbiciel poezji powinien poczuć rozkoszne rozgrzewanie w serduszku, gdy zauważy, że dwa utwory oparte są na wierszach Miłosza i Szymborskiej. Odważny wybór, prawda? Bo to też album, wbrew tanecznym, disco-funkowym rytmom, przede wszystkim dla wielbicieli poezji noblistki; w sam raz do gorącej czekolady kubkowej, kota na kolanach drzemiącego, fotela wygodnego, koca grzejącego, metafory dopełniaczowej. Tutaj trochę nostalgii, tam odrobina zawsze celnej, słodko-gorzkiej ironii, w innym miejscu szczypta cynizmu. Nie ukrywam: jest w chuj bezpiecznie i nudno. Nie potrafię tego szanować. Na papierze wszystko się zgadza, ponieważ taka jest ta płyta – szeleszcząca papierem, cienka, blada. Przy dobrych chęciach można wyłapać zgrabną zabawę słowem, ale nie jesteśmy w piekle i to nie jest bruk. Paweł Sołtys śpiewa: "Bóle tulę fantomowe i niemal nie narzekam" – gdy słucham Marginal, to wiem, że mój ból z całą pewnością fantomowy nie jest, a narzekać muszę niemal cały czas.

Nawiasem mówiąc, poszukajmy pozytywów (Wcale nie). Stylizacja na latach siedemdziesiąte, mimo że ma charakter czysto dekoracyjny, sprawdza się bez zarzutu (Tylko po co ta stylizacja, skoro to ani hołd, ani parodia? Po co ten retrofetyszyzm?). Warsztat muzyków robi wrażenie (bo to gładkie rzemieślnictwo). Głos Sołtysa to niebrzydki baryton (który przypomina o wokaliście The National), słychać w nim charyzmę, jakieś przeżyte lata (i parę innych bardowskich przymiotów, za pomocą których można kamuflować braki w piosenkopisarstwie). Na pewno jest charakterystyczny (ale też z tego powodu wszystkie piosenki, pomimo gatunkowego zróżnicowania, brzmią tak samo). Płyta jest spójna (więc całość jest ciężkostrawna, homogeniczna). Przychodzą czasami na myśl jakieś skojarzenia ze schyłkowym Afro Kolektywem (Ale czy schyłkowy Afro Kolektyw to wybitna muzyka?). Wrażliwy słuchacz (ja) może się z Marginal utożsamiać (bo jest niezbyt dobry, niezbyt śmieszny i niezbyt ciekawy). Potrafi również skłonić do refleksji (np. Czy warto słuchać słabej muzyki? Czy przesada to moja ulubiona kategoria estetyczna? Czy zbiór umiarkowanie frapujących dykteryjek w topornej, koślawej oprawie zasługuje na uwagę? Czy bezwzględność to moja ulubiona postawa?).

Na balkonie zapalam papieroska (jak Lesław z Partii, jak White 2115), zastanawiając się przy okazji, czy jestem bardziej jak dziennikarz, który niezbyt wysoko ocenił formę Michała Kucharczyka, czy jednak jak ten młodziutki kibic Lecha, który chciał kupić bilet na Żyletę. Zostawmy jednak w spokoju bezproduktywne rozważania. Warszawa jest miastem co najmniej ciekawym, podobno wciąż pachnie kalafiorami i szlugami; chodniki usiane są literackimi nagrodami i popiołem z niedopałków, witryny sklepowe naznaczone smutnym spojrzeniem Davida Bowiego. Wiecie, co jest najzabawniejsze? To najlepsza płyta Pablopavo i Ludzików. To jest ten mecz, w którym Michał Kucharczyk zdobywa bramkę. I tak, to Sierżant Pieprz Pawła Sołtysa i spółki. Marginal w porównaniu chociażby do twórczości Vavamuffin czy wczesnych płyt z Ludzikami rzeczywiście brzmi jak skończone arcydzieło muzyki popularnej. Więc powtórzę: to Sierżant Pieprz Pablopavo i Ludzików. A także uczciwa, szczera muzyka, taka "prosto z serducha". I nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Ukłony.

Paweł Wycisło    
7 listopada 2018
BIEŻĄCE
RobynHoney
Steve HauschildtDissolvi