RECENZJE

Out Of Tune
Lights So Bright

2010, EMI Music Poland 4.7

JM: Po tym jak Kumka Olik, dissowani dotąd nawet w stroniących od otwartego krytykowania zakątkach internetu, wyrobili sobie cred na dzielni zacnym followerem słabego debiutu, teraz kolej na Out Of Tune. I tak niegdyś bardzo celne, tygrysio-nowotarskie "out of ideas" przestaje być adekwatnym opisem muzyki zespołu. Mnie nawet nie dziwi tak bardzo, że pojawiło się więcej sensu w tych ich piosenkach (np. poszczególne części "Hands In Grease" wchodzą w siebie jak w przysłowiowe masło) – wszak wcześniej nie działo się tam prawie nic, co by nie było wymuszone i "nie na miejscu". Jak powiedział Woody Allen, "tak, ładnie się zestarzałem, ale startowałem z niskiego pułapu" (nie znam się ale fryzury z jego pierwszych filmów to potwierdzają). W każdym razie jeszcze bardziej zaskakujący jest fakt, że grupa która dotąd symbolizowała uwięzienie muzyki w określonej pozie, teraz się z niej w znacznym stopniu wyzwoliła. Pewnie, że nie do końca – patrz post-interpolowa dramaturgia "No Tensions", które zresztą wali po uszach pięknym przykładem polglisha. Nie poużywamy sobie jednak, gdyż poza drobnymi ciągotami ku interwencji stylisty, na płycie dominuje dobrze ułożony i bardzo zwięzły futbol na tak.

RP: Są zespoły, które jak przysłowiowy Sonic Youth, nie schodzą poniżej pewnego poziomu.
Są też zespoły, które nigdy powyżej pewnego poziomu się nie wznoszą.
Czy wiecie, że tuńczyki błękitnopłetwe osiągają długość do 4 metrów i masę do 700 kg?

KFB: O ile "Sekret Mnicha polega na tym, że ma on fabrykę pleśniowych serów gdzieś na południu kraju", o tyle z sekretem Out Of Tune jest chyba jakaś grubsza afera. Nic nie wskazywało na to, że w ogóle kiedykolwiek dam się namówić na kolejny seans z nowymi nagraniami tego zespołu, a tu proszę, po raz kolejny okazało się, że los to niezły figlarz i przywiązywanie wagi do kategorycznych sądów niekiedy po prostu nie ma już sensu. Nie wiem kto odpowiada za przyśpieszony kurs podstaw songwritingu, ale warto temu komuś odpalić sporą premię – na Lights So Bright zdarzają się momenty momenty wręcz szokująco dobre, weźmy to umiejętne budowanie napięcia w "Hands In Grease" czy jakieś flirty z nowoczesną elektroniką w openerze. Oczywiście trafiają się i mielizny, ale ogólny poziom nowego wydawnictwa nie pozostawia zbyt wiele do życzenia. Jednym słowem – niezłe jaja, zupełnie słuchalne! Kto by pomyślał!

FK: Zgadzam się ze wszystkimi moimi przedmówcami, jednocześnie zwracając uwagę, że jeśli przeczytacie szybko zbitkę nazwa – tytuł, to możecie pomylić z Turn On The Bright Lights i to jakaś wiadomość podprogowa chyba. Dawno temu byłem na koncercie OOT i byłem całkiem miło zaskoczony, bo byłem nietrzeźwy, ale potem poznałem płytę i zrobiło mi się smutno. Pamiętam wyraźnie – nie byłem zniesmaczony, znudzony – było mi po ludzku smutno, że muszę wymazać sympatyczne pijackie wspomnienie jako nieprawdziwe (tym bardziej po tych wszystkich pochlebnych opiniach zasłyszanych). Było mi tak smutno, że ledwo zmusiłem się, żeby sięgnąć po nich ten jeszcze jeden raz. Płyta mimo wszystkich uprzedzeń niezła, ale żaden z nas chyba po nią nie sięgnie już, więc jak trochę zaniżę średnią, to się nic nie stanie.

Jędrzej Michalak     Radek Pulkowski     Kacper Bartosiak     Filip Kekusz    
2 grudnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie