RECENZJE

Ours
Distorted Lullabies

2001, Dreamworks 4.4

Wyobraziłem sobie tłum słuchaczy zachwyconych zespołem Ours. Stali zgromadzeni w auli, skupieni to w mniejszych, to w większych grupkach. Dość szeroki przekrój wiekowy, choć dominowali studenci, yuppies, młodzi pracownicy firm. Kobiety, mężczyźni, dziewczęta i chłopcy. Twarze mieli poczciwe, byli to z wyglądu ludzie prawi, pełni wewnętrznej dobroci. Wszyscy rozmawiali, wymieniając się entuzjastycznymi spostrzeżeniami na temat płyty Distorted Lullabies. Gwar wypełniał wielkich rozmiarów halę, suma odgłosów kumulowała się hen wysoko pod samym zadaszeniem. Zmierzyłem wzrokiem całe to zbiegowisko i po krótkim zawahaniu wszedłem do środka.

Teraz mogłem przyjrzeć się temu przedstawieniu z bliska. Hostessy w bordowych kostiumach roznosiły tace z szampanem i koreczkami. Wciąż przybywali nowi goście i z każdą chwilą tłok robił się coraz bardziej dokuczliwy. Nie mówiąc już o drażniącym hałasie. O dziwo jednak, ludzie nie zwracali uwagi na fakt, że muszą krzyczeć do siebie nawzajem, aby w ogóle się usłyszeć. Uśmiechnięci od ucha do ucha, dyskutowali zajadle, wymieniali argumentami. Nigdy jednak ta wymiana nie prowadziła do kłótni; życzliwość rozmówców nie pozwalała na to. Zmieszany przemierzałem kolejne metry rozległej sali, ona sama zdawała się nie mieć końca.

Jedna z hostess (permanentnie zajętych podawaniem przekąsek) udawała się właśnie z pustą tacą do wyjścia, prawdopodobnie po kolejną porcję smakołyków. Spytałem tak, aby zostać zrozumiany w ogólnym harmiderze: "Przepraszam najmocniej, co tu się dzieje?". Hostessa przystanęła na moment, zerknęła na mnie zdziwionym wzrokiem. "Ale w jakim sensie, bo nie rozumiem? Anka jestem". Wyciągnęła rękę, toteż podałem jej swoją, lecz nie o to mi chodziło. "Borys. W sensie skąd tutaj tyle osób. I po co?". Nagle roześmiała się, wskazując na moją koszulę. Nie rozumiałem, w czym rzecz, koszula była czysta, zwykła, o co chodzi? "Nie masz plakietki. Nie masz czerwonej plakietki. No tak. Nie należysz do klubu. Nie wiesz o co chodzi. Czekaj, wytłumaczę ci".

Dopiero teraz zauważyłem, że wszyscy wokół mnie, te setki osób, wszyscy mieli przyczepione małe bordowe karteczki z napisem "Ours – zjazd fanów". Teraz wszystko wydawało się jasne. Cała ta impreza. Gigantyczny zjazd sympatyków Ours, organizowany przez fan-club zapewne. Rzut oka na przeciwną ścianę wyjaśnił wszystko. Widniejący tam olbrzymi plakat był reprodukcją okładki albumu Distorted Lullabies, z wielką twarzą lidera zespołu, człowieka o nazwisku Jimmy Gnecco. Obok napis: "Ours – najwspanialsza grupa pod słońcem". Anka mogła sobie spokojnie odejść, jako że ostatecznie załapałem gdzie się znajduję.

Nagle poruszenie dało się zauważyć w tłumie. Z początku znów nie byłem pewien, z jakiego powodu. Dobiegły mnie dźwięki perkusji, basu, potem gitar. Wiedziałem już, co się święci. Z czterech gigantycznych kolumn, rozstawionych w narożnikach hali, popłynęła muzyka. Piosenka po piosence, nuta po nucie, słowo po słowie, usłyszeliśmy krążek Distorted Lullabies w całej krasie. Nie. Nie usłyszeliśmy. Bo ludzie zaczęli chóralnie odśpiewywać każdy wers, jakby leciał hymn narodowy, stojąc na baczność, zagłuszając oryginał. W porywie emocji ktoś dał znak do wspólnego tańca. I w jednej chwili chaotycznie dotąd ustawiony tłum uformował się w sznur: nie zdążyłem zareagować, gdy osoba z prawej strony chwyciła mnie za rękę, potem ta z lewej. Już po mnie, pomyślałem, gdy skończył się utwór "Fallen Souls".

Cięte, dzikie gitary rozpoczynające "Drowning" wstrząsnęły budynkiem, gdy sznur ludzi w pełnym amoku skakał w górę i w dół, drąc się na całe gardło. Czułem się nieco wyobcowany z tłumu, bo nie dość, że nie znałem tekstów, to w dodatku nie za bardzo miałem ochotę na pogo. Słuchałem jednak kilka tygodni wcześniej Distorted Lullabies i byłem pewien, że za moment pojawi się fragment spokojniejszy, dzięki czemu będę mógł odsapnąć. Ballada "I'm A Monster" ze swoimi smykami i nostalgiczną melodią była już znośna. Wszyscy wokół tańczyli w wolnym tempie, zmachani, o czerwonych twarzach i mokrych włosach. Co bardziej wrażliwi przymykali oczy, usuwali się na bok, przeżywali, płakali. Kobiety powtarzały: "jaki on ma piękny głos", kiedy zabrzmiały jeszcze smutniejsze takty "Sometimes".

Korzystając z mistycznej atmosfery, uwolniłem się z więzów (czytaj: uchwytów rąk) nijakiego gogusia z lewej i chudej jak szczapa brunetki z prawej strony. Kilka metrów dalej stał wysoki jegomość, coś koło trzydziestki. Oparty o ścianę, zasłaniał dłońmi twarz. Wsłuchiwał się w każde jęknięcie wokalisty w "Miseryhead". Postanowiłem dowiedzieć się czegoś z pierwszej ręki. "Dlaczego wy to tak przeżywacie?", spytałem. "Nie przeszkadzaj. Przeżywam tę muzykę", odparł, gdy gitarzysta wycinał krótkie solo w "Here Is The Light". "Właśnie widzę. I pytam: dlaczego was to tak wzrusza". Oburzony moim tonem podszedł bliżej. Delikatny motyw otwierający "Dancing Alone" łaskotał uszy słuchaczy. "A jak może nie wzruszać? To takie piękne. Jimmy ma taką siłę w głosie, taką głębię. Jest w tym coś magicznego". "Nic z tych rzeczy. Ours jest bezczelną kopią Jeffa Buckleya i Radiohead. Głosem Gnecco naśladuje Yorke'a i Buckleya. To okropne, że się tym zachwycacie. Na świecie jest wiele pięknej muzyki. Ale Ours się do niej nie zalicza".

Złowrogi błysk w oku kolesia mignął jak błyskawica. "Jezu, nie, weź, przestań. Chyba jesteś głuchy. Nie, nie rozmawiam z tobą". Odszedł daleko, na drugi koniec parkietu. Wokoło trwało przedstawienie. Część bardziej zmęczonych osób siedziała teraz pod ścianami, każda w samotności przeżywała egzystencjalne problemy swojego życia. Inni kołysali się wspólnie w rytm kolejnych piosenek z Distorted Lullabies. Było już późno, musiałem stąd wyjść. Raz jeszcze, przy samych drzwiach, odwróciłem się i ogarnąłem wzrokiem to towarzystwo. Senne "As I Wander" o melodii, która nawet mi się spodobała, zaczarowało wszystkich i zaległa grobowa cisza. Gnecco kończył śpiewać. Obok wyjścia siedziała Anka. "No to na razie", rzuciłem. Nie odpowiedziała, zamyślona, zasłuchana. Nagle zrobiło mi się jej szczerze żal.

Borys Dejnarowicz    
20 marca 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie