RECENZJE

Ought
Sun Coming Down

2015, Constellation 6.6

Wiele się zmieniło, od kiedy pierwszy raz usłyszeliśmy More Than Any Other Day. Kanadyjska alternatywa rysuje się obecnie w szarych barwach i nie kojarzy w pierwszej kolejności z tymi wszystkimi kolorowymi ludźmi pokroju Grimes, TOPS czy Seana Nicholasa Savage’a. Niekwestionowany sukces Ought sprawił, że wiele powstałych na fali studenckich protestów zespołów miało szansę zaistnieć, choćby w skali lokalnej. Przeglądając tamtejszą blogosferę, można odnieść wrażenie, że nocne życie Montrealu tętni dziś gitarowym pulsem, a artystyczny etos post-punka przeżywa tam rozkwit, jakiego miejscowi, starzejący się sympatycy Davida Byrne’a nie spodziewali się już nigdy doświadczyć.

Zerkam na okładkę Sun Coming Down i tak sobie myślę, że Ought to albo zakamuflowana kampania marketingowa tego ekscentrycznego gamonia, albo banda cynicznych trolli. Nazwa jego zespołu musi śnić się montrealczykom po nocach – konia z rzędem temu, kto znajdzie recenzję More Than Any Other Day lub jakikolwiek wywiad z chłopakami, w którym nie pada odniesienie do legendarnej nowojorskiej formacji, a mimo to ci swoją nową płytę zdecydowali się ubrać w graficzny cytacik z Remain In Light. To dosyć znamienne – muzyka kwartetu mogła się trochę zmienić, mogli zacząć słuchać więcej krautrocka, a porywające tłumy hymny stłumić dusznymi, art-noise’owymi odpałami i matową, no-wave’ową niemal produkcją, ale fascynacja Talking Heads nadal pozostaje czymś, czego nie są w stanie się wyprzeć.

Drugi album Ought to płyta znacznie mniej przystępna niż swoja poprzedniczka, ciążąca ku wątkom zasygnalizowanym wcześniej choćby w końcówce jej kawałka tytułowego. Jeśli na More Than Any Other Day dynamika budowana była przez żywiołowość motywów, natłok nośnych melodii i zajadłą grę sekcji Stidworthy-Keen, Sun Coming Down stawia raczej na intensywność i wyrazistość teł, co w połączeniu z krautowymi naleciałościami sprawia wrażenie statyczności i hermetyzmu. Wcześniej utwory Kanadyjczyków były w pewnym sensie systematyzowana przez melodie, teraz natomiast brzmią nieco bardziej chaotycznie, co zdaje się być naturalną, zdefiniowaną chęcią eksperymentowania linią rozwoju grupy. I nie było by w tym nic złego (sound bywa tu zajebisty), gdyby nie straciły na tym same piosenki – mój mały problem z tym albumem polega na tym, że debiutu słuchało się jednym tchem, a jak na ekipę jawnie budującą swoją muzykę na niepokoju, na Sun Coming Down zespół umieścił za dużo momentów, w których uwaga słuchacza jest poddawana poważnej próbie.

Nie oznacza to oczywiście, że to zła płyta – wręcz przeciwnie, uważam ją za bardzo dobrą, cierpiącą jedynie na syndrom stanowczo zbyt wysokich oczekiwań. Wydany jako drugi singiel "Men For Miles" zaczyna się jak zagubiona piosenka z Change D-Planu, by następnie poprzez zjadającą resztę instrumentacji furiacko zacinającą gitkę przeskoczyć wprost do repertuaru Sonic Youth. "Passionate Turn" ze swoimi klawiszowymi plamkami i świdrującym hookiem gitary to z kolei odpowiednik "Habit", choć znacznie bardziej zawiły rytmicznie i nieco mniej gorzki w wyrazie. Jednak prawdziwą perełką jest tutaj "Beautiful Blue Sky" – powoli rozwijająca się mantra, na której wokalista Tim "już-nie-Beeler" Darcy nawiązuje liryczny dialog ze słynnym "Once In A Lifetime". Kolejne warstwy gitar i klawiszy nakładane na oszczędną, medytacyjną wręcz grę sekcji wprawiają w stan odrętwienia, z którego wychodzi się, dopiero gdy Darcy kończy swoje wywody spektakularną puentą. Być może to najlepszy jak dotąd utwór Ought.

Dziś mam już odpowiedzi na pytania, których nie udało mi się zadać ekipie Ought podczas tegorocznego OFFa i chociaż nie satysfakcjonują mnie one w stu procentach, to i tak trzeba uczciwie przyznać, że to w dalszym ciągu jeden z ciekawszych post-punkowych aktów w obiegu, stający ramię w ramię ze swoimi krajanami z Viet Cong. Obu tym składom mocno kibicuję, w obu tych przypadkach mamy bowiem do czynienia nie z półświadomymi dzieciakami pokroju Parquet Courts, a z artystami z krwi i kości, o których już dziś można powiedzieć, że stawiają ponoć zdechły gatunek na nogi, wtłaczając doń odrobinę świeżości. A to już coś.

Wojciech Chełmecki    
18 listopada 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie