RECENZJE

Ost & Kjex
Cajun Lunch

2010, Dynamic Music 6.2

Większość Waszych znajomych też pewnie nie lubi żadnego z pięciu Waszych ulubionych imprezowych singli, macie więc w zanadrzu osobny kanon, ustalony przez stałych gości. Znajomy informatyk wyciąga mi z półki Go! Team i Broken Social Scene i to jest niezłe, do momentu w którym nie miesza tego z ruchliwszymi fragmentami GYBE!. Błyskawiczną ripostę zapewnia składanka ABBY, "Let's Dance" i Ultimate Kylie z nieodzownym "co to kurwa?". Sytuację rozładowuje dopiero "Paradox", bez którego nie ma biby. Taka tradycja.

Ost & Kjex (ser i ciastko albo ciastko i ser) są może i śmieszni w nazwie i skoczni w dźwięku, ale nie mieszczą się w żadnej z wymienionych szufladek. Będziecie do nich wracać kilka razy, być może pojawią się na kilku imprezach w charakterze zlewanego dodatku do przysypiania na dywanie. Sami posłuchacie tego kilka razy, po czym folder będzie zalegał na dysku do najbliższego przypadkowego formatu. I nie ma co z tego robić zarzutu – tak po prostu jest. Ja to wiem, oni to wiedzą, kumpel od "Paradox" też to wie, choć nie od razu.

Cajun Lunch – drugi album w dyskografii dwóch Norwegów, którzy deklarują ogromną sympatię do sera (serio, sprawdźcie tytuły) i rytmów, które na pewno się z Oslo nie kojarzą – to zbiór zacnych, ciepłych klubowych kawałków disco czy house'owej proweniencji najczęściej. Ost i Kjex są w nich tak uroczo eleganccy, jak i na zdjęciach, więc nie ma nawet mowy o próbach barbarzyńskich dźwięków czy nieprzemyślanych podkładów. Wzrusza bogactwo detali, okazjonalne chórki, najcieplejsze synth-clapy na świecie, dzwoneczki. Czasem do tego wszystkiego wchodzi kilka naprawdę niezłych hooków ("A New Deal", zalatujące Luomo "The Yellow Man"), do tego produkcja gładka jak tafla Zalewu Zegrzyńskiego o brzasku. Czemu więc bezbarwne 6.2 zamiast mocnego 6.8? Z powodów wymienionych powyżej – Cajun Lunch to płyta na wskroś użytkowa, która prześlizguje się ponad sensem podobnie jak ten tekst. Ogromnym atutem Norwegów jest, że mierzą siły na zamiary i nie próbują nam wmówić, że słuchamy tegotygodniowego nextbestthinga, czy innego Vocalcity. Żart z bluesem w "Bluecheese Blues Part 1" jest interesujący, ale to tylko żart.

Specjaliści z polskiego i zagranicznego internetu zapewniają, że do tych kawałków będziemy się bujać przez całe lato. Jeśli nie wiedzieliście, to macie jeszcze czas. Lato jest fajne, w lato się luzujemy. Na jesieni przyjdzie czas na bardziej zaangażowaną, proponującą samobójstwo muzykę. Czy co tam lubicie sobie puszczać w październiku.


P.S.: A przede wszystkim to chciałem, żebyście jeszcze raz rzucili uchem na mój utwór roku 2008 zbudowany na podstawie twórczości Ost & Kjex, skoro podsumowanie dekady już wkrótce, a ten (ponownie) się do rankingu nie zmieścił.

Filip Kekusz    
28 lipca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie