RECENZJE

Organizm
Koniec, Początek, Powidok

2011, wytwórnia Krajowa 6.2

Kwestia polska stale aktualna. Ale na szczęście, patrząc z pewnego oddalenia, mogę sobie darować dyskusję na temat: kto kogo? Kto pałą? Kto napluł, a kto bił? Wiadomo, że Niemiec. No, chyba że poniżej pasa – elitarne śmichy, chichy – no to wtedy Gołota. Te wyrafinowane debaty, płonące samochody mało mnie interesują. Można wzruszyć ramionami lub, parafrazując, słusznie stwierdzić, że "lepiej dostać w łeb, niż chuja na twarz". Najważniejsze, że parę zjawisk w tym kraju nadal się do tej zasady stosuje. Rodzima muzyka pop nie ssie już od dawna, a to co dzieje się ostatnio przechodzi moje najśmielsze wyobrażenia. Nie trzeba podsumowywać całego roku, sama jesień aż nadto starczy na umizgi. Jasne, że idą w ślad za tym pewne kontrowersje. Czy Iza Lach nagrała porywająco szczery teen pop, czy też skradła nudny, postromantyczny Krzyk z lamusa? Czy Kobiety mają zmarszczki i czy to naprawdę źle, że oglądają czasem Bolka i Lolka? Dlaczego Łona nagrał zręczny diss na nasze babcie i dziadków? Dostrzegam oznaki kłopotów z bogactwem, na kontrze zaś stwierdzam, że takie błahe spory mogą świadczyć o tym, że mamy w końcu coś na kształt lokalnej sceny, która wypiera światopoglądowe kontrowersje wzdłuż linii frontu przystanku Brudstock.

Powyższy szkic sytuacji znalazł się tu przy okazji drugiej płyty wydanej przez Wytwórnię Krajową, która wręcz statutowo podjęła misję obrony tradycji i lokalności. Polskich. Zawiodą się jednak ci, którzy oczekiwali kolejnych Nerwowych Wakacji lub innych Maków i Chłopaków. "Maki" co prawda są, a chłopaki rzeczywiście nerwowe, wręcz neurotyczne, obrały jednak całkiem inne wzory. Druga płyta Organizmu podobnie jak debiut eksploruje nowofalowe dryfy, a te "Maki" nadal pija polską krew. Gdy nadchodzi otwierające utwór: "Uwaga, uwaga! Zabrzmi to bardzo poważnie/ Dzisiaj pierwszy raz poczułem przemijanie", z miejsca atakuje ta nadwiślańska szarość, "Ptaki Czują Jesień", a Muchy czują jak się spada z dachu. Porównania do Republiki też całkiem trafione, choć do bólu uogólniające. Smutne wersy Jędrka Dąbrowskiego odwołują się raczej do całkiem szerokiej tradycji abstrakcyjnych tekstów, które przychodzą wraz z deszczem i potrafią mimo wszystko dotknąć jakichś prawd uniwersalnych.

Utwory na Koniec, Początek, Powidok są w stosunku do debiutu dłuższe i nieco spokojniejsze. Hipnotyczne w całkiem inny sposób niż ostatni Psychocukier, razem składają się jednak na album równie spójny. Wyraźny wcześniej bas też podporządkował się regułom gry. Niestety pomimo ciekawych aranży, jak cień akordeonu w mostku piosenki "Świeża Zieleń", czasem wkrada się we wszystko pewna monotonia. Z nosem przyklejonym do szyby, śledzimy padające krople, a podobne zajęcie angażuje raczej tylko przez chwilę. Czasami jest nieco postnie, apetyt chyba zbytnio się wyostrzył, jak w "Wielki Piątek", o którym Dąbrowski pisze, że we "wszystkich kościołach jak co roku będą krzyżować", a ja wolałbym trochę więcej optymizmu i jasnych stron życia, albo jednak wybieram wolność. Na szczęście podobnych sporów o krzyż jest niewiele, a więcej prawdziwej pasji. Za chwilę mesjańskich martyrologii nikogo nie rozstrzelamy. Polska scena niezależna? "Gromki śmiech i lizanie się po fiutach" – napisała Marta Słomka trzy lata temu, a ja mam nadzieje, ze moje grymaszenie przy omawianiu drugiej płyty Organizmu świadczy o tym, że nadchodzi kres podobnej polityki uprawianej na kolanach, że ta polska scena jednak rośnie w siłę.

Wawrzyn Kowalski    
14 listopada 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy