RECENZJE

Oneohtrix Point Never
Age Of

2018, Warp 7.5

Wchodzimy z tym tekstem nieco spóźnieni, ale na dobrą sprawę moglibyśmy to opublikować gdzieś pod koniec drugiej wojny nuklearnej, bo nowa płyta Lopatina to zdecydowanie pop przyszłości. Kazus tego, co zaoferowała nam kilka wiosen temu Holly Herndon wraz z partnerem. Tylko bez cukru, z metką "zero", słodzony aspartamem – silnie chemiczny, fluorescencyjny (jak maź w wideoklipie "Sticky Drama") i graniczny. Zastygły pomiędzy "starym" a "nowym". Gdzie za "przeszłe" uznać można patchworkowy glitch, noise oraz ściany syntezatorów z czasów dekonstrukcyjnego okresu OPN-a A.D. 2010-2011, a za "świeże" – paradoksalne uwielbienie dla harmonii, przystępniejszą formę czy wyraźnie widoczny element ludzki (vide gros współtwórców odpowiedzialnych za finalny kształt Age Of). Wielu sugerowało w swoich mikro-esejach na temat tegoż artysty, że lata Repliki i Returnal podsumowywały "preapokaliptyczne" fascynacje Lopatina i kodyfikowały jego prywatną anatomię rozpadu. W 2018 od tych misternie konstruowanych kompozycji bije człowiecze ciepło. Skoro już jakoś tam upadliśmy cywilizacyjnie, to miło posłuchać, jak ktoś buduje domki z dźwięków, które odznaczać się mają wyjątkową wytrzymałością. I choć to wciąż granie "o przyszłości przyszłości" – po latach grania (tylko) "o przyszłości" – i ciężko się do tego odnieść na etapie, w którym niemal wszyscy elektroniczni producenci akcelerują w trybie "turbo", Age Of posiada swój unikatowy urok. Jest bowiem naturalnym przedłużeniem koncepcji, jaką Lopatin obrał już na początku muzycznej kariery. Czytanie tego krążka w trybie "OPN only" gwarantuje dużo radochy, jeżeli faktycznie odznaczymy się dużą dozą dyscypliny i nie będziemy kątem oka spoglądać na "konkurencję".

W przeciwnym razie komunikat może w trybie natychmiastowym ulec smutnej dezaktualizacji. Niemniej uznajmy, że tak się nie stało. Wtedy przyszło nam mierzyć się z Garden Of Delete potraktowanym z niesłychaną życzliwością. Sporo podobnych tropów, niemal identyczne "instrumentarium" i te charakterystyczne tematy wygrywane na klawiszach o delikatnie metalicznym posmaku. Techniczne breakdowny równie częste, ale kąt odchylenia mniejszy. Spod wszystkich faktur wylewa się kojąca melodia. Dalej: zabawy z głosem, coś na modłę wokalnych coming outów Sophie czy Arki. Z drugiej strony: wiele w tym feelingu Anohni, z którą Lopatinowi przyszło zresztą współpracować przy okazji jej solowego debiutu. Reasumując – kolejne "na scenie" dopełnienie wizerunku "artysty" z krwi, strun, hardware'u i kości. Szczypta uwznioślającej à la "orkiestryzacji", ironiczne i humorystyczne łkanie do "My Heart Will Go On" w "Toys 2" i tona reakcji impulsywnych. Odruchów producenckich tak charakterystycznych dla Lopatina, które zwiastując kosmiczną inwazję, pełnią funkcję demaskatorską. Zwracają uwagę na wszędobylski chaos (Prurient krzyczy bardzo głośno), "pogrywają" z klasycznie rozumianą muzyką popularną i jak zawsze poprowadzone są w iście widmontologicznym duchu. Na Age Of nie ma "dziś" bez "jutra" i każdy odbiorca świadomy jest tego, że przy hipotetycznym "końcu" na dobre zwrócimy się w stronę estetyki "dziwności".

Można nie lubić szkieletów, kochać ekstremum i buntować się, że to OPN w wełnianych skarpetach, ale wciąż nie umniejsza to wartości artystycznej krążka. Pod koniec albumu faktycznie spotykamy Anohni, roztapiamy się w mocno "beatocentrycznym" połamańcu rodem z katalogu nieodżałowanego Jai Paula. Obcujemy z chorym produktem new age'owej jazdy Laraajiego na domięśniowym teściu. Nawet w łzawych balladach Lopatin pręży ideologiczne muskuły. Kocha Internet i w tych transmisjach wyraźnie to słychać. Dla mnie i naszego rednacza to zdecydowanie soniczna układanka tych czasów. Stąd dużo w cyferkach na górze, a jeszcze więcej napięcia w bypassach napędzających te nasze spracowane serduszka i postawione w stan wiecznej gotowości palce przesuwające się dwanaście godzin na dobę po zacinającym się scrollu komputerowej myszki.

Witold Tyczka    
10 lipca 2018
BIEŻĄCE
Ross From FriendsFamily Portrait
NecksBody