RECENZJE

On!Air!Library!
On!Air!Library!

2004, Arena Rock 7.2

Zespół On!Air!Library! pochodzi z Nowego Yorku, a tworzą go Philip Wann oraz (śpiewające) siostry bliźniaczki: Claudia i Allen Dehenza. Mimo, że grupa powstała w 1998 roku, to tegoroczny self-titled jest ich pierwszym pełnoprawnym wydawnictwem. Muzykę On!Air! można by określić jako.. no właśnie. I tu pojawia się pierwszy problem.

Nowojorczyków dosyć ciężko jest sklasyfikować. Ich bardzo oryginalny styl to jakby rozwodniony, eksperymentalny post-slo-shoegazer (uff!). Wiem, to może brzmieć dość abstrakcyjnie. Najlepiej więc byłoby poszukać jakichś porównań. Ale jako że bliskie porównania mogłyby być trochę nie na miejscu, skupię się raczej na tych dalszych. Otóż niektórzy porównują ich do Galaxie 500 – jestem w stanie pogląd ten podzielić. Jednak porównań do My Bloody Valentine już trochę nie rozumiem. Cóż, niewątpliwie Kevin Shields i spółka odcisnęli swoje piętno na On!Air! (podobnie jak na wielu innych zespołach), ale na pewno nie tak wyraźne, żeby od razu szukać porównań do "bogów". Bez przesady. W mojej (skromnej) opinii On!Air! zdecydowanie bliżej do Yume Bitsu (eksperymenty elektroniczne), czy wspomnianego wcześniej Galaxie 500 (ściany dźwięku). Jako ciekawostkę podam, że w podziękowaniach na końcu (skądinąd bardzo ładnie wydanego) albumu, oprócz Sama Fogarino (perkusja, Interpol) można znaleźć również zespół Yume Bitsu. Radziłbym jednak zbytnio nie sugerować się moimi skojarzeniami (w sensie, nie brać ich zbyt dosłownie), do których dołączyłbym także zespół Sparklehorse. Płytę cechuje duża różnorodność i tylko nieliczne fragmenty da się z łatwością scharakteryzować.

Weźmy taki "Bread". Powiedziałbym: klasyczne Galaxie 500 – ściana dźwięku, którą tworzą pełne akordy gitary + bas i wokal. Ale przede wszystkim charakterystycznie powolna, wręcz ociężała perkusja. Zupełnie inny jest "Sad Sad Zoo": nietypowo zwyczajna jak na ten album akustyczna ballada-kołysanka (świetny efekt daje zaspany głos dziewczyny rozmawiającej przez telefon). Wzbogacona skrzypcami przywodzi na myśl klimat Greater California, czy Sparklehorse. W ogóle na płycie dużo jest utworów, w których na sample z rozmowami i innymi takimi rzeczami nałożono bardzo (zwracam uwagę na to określenie) interesujące melodie i dodatkowo przyprawiono całą masą patentów przypominających Yume Bitsu: "I95", "Spaghetti Western Superstar", "Fell To Earth". Wreszcie mamy tu również kawałki bardzo oryginalne, nad którymi unosi się jednak duch Galaxie 500: "Faultered Ego" (ciekawy riff + fajny bit Fogarino), "Feb" (świetnie zamykający album), czy mój faworyt – przytłaczający kreatywnością (linii basu) "User28". Ah, zapomniałbym o "Bambalance": o, a co to? Mamy i psychodelię. W sumie doznałem.

Kończąc przyznam, że początkowo (mimo wielu przesłuchań) On!Air!Library! specjalnie mnie nie zachwyciło. Dopiero niedawno, gdy zanurzyłem się w jego tekstury i całkowicie oddałem, doznałem szczerego wzruszenia (i nie chodzi tu o zachwyty nad warsztatem, czy pomysłowością Nowojorczyków, a jedynie nad ich wrażliwością). Co zapewne wpłynęło na moją nieco pewnie zawyżoną ocenę. Poszedłem za głosem serca, a co tam. Pomijając moje wewnętrzne rozterki, On!Air!Library! to album niezwykle oryginalny, przesiąknięty wręcz brzmieniowymi smaczkami i rozmytymi, ale jakże pięknymi melodiami. Słuchając go ma się wrażenie (teraz rozumiem porównania do MBV) snu na jawie (tak, jak by muzyka dobiegała nas skądś z daleka, na przykład spod lodu). Najlepiej zatem zapuścić ją sobie, gdy upojeni alkoholem i zamroczeni narkotykami wrócimy nad ranem do domu i chroniąc zmęczone oczy przed porannym słońcem spuścimy ciemne zasłony pogrążając się w półmroku. Ale bez alkoholu i narkotyków też polecam. Może nawet bardziej. Zresztą jak kto woli.

Paweł Greczyn    
27 grudnia 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie