RECENZJE

Łona I Webber
Cztery I Pół

2011, Dobrzewiesz Nagrania 5.5

KM: W czwartym meczu o punkty zespół Łona I Webber odbił się od dna i zanotował spory progres. Bity nadal ustawiają się na pozycjach tyle bezpiecznych, co jałowych, ale Łona stonował nieco swą furiacką ofensywę, a to w rozgrywkach niższych lig zawsze gwarantuje poprawę techniki i względną przyjemność z obcowania z wysiłkami kopaczy. O, proszę: w takim "Nie Ma Nas" panowie stosują strzały "na Mesa" i wypadają niemal jak Wisła Kraków (w rewanżowym meczu z Liteksem), a taktyka na "To Nic Nie Znaczy" została rozpisana chyba przez samego Jacka Gmocha (ach, to perfekcyjne ustawienie wersów w ostatniej zwrotce). Nawet jeśli starcie leminga z ciemnogrodem w "Szkoda Zachodu" nie zaskakuje żadnym niekonwencjonalnym rozegraniem, a wskazówki trenera z "Patrz Szerzej" są tak czytelne i banalne, że drużyna przeciwnika nie potrzebuje w swoich szeregach Emanuela Eboue, by je rozgryźć, to i tak wypadają znacznie lepiej niż oklepane żarty ze wzrostu prezydenta Kaczyńskiego i klamek w Belwederze albo bełkot "Hańba, Barbarzyńcy". Teraz raper odpuszcza też trochę straceńcze, socjologiczne szarże lewą flanką i koncentruje się na spokojnych, prostych podaniach w rodzaju "Kaloryfera". Drewniane to akcje, fakt, ale przynajmniej nie traci piłki i nie wychodzi na spalone. A te kilkadziesiąt minut upływa w atmosferze rodzinnego dopingu. Niektórzy z sentymentu powyciągali nawet stare szaliki, ale przecież szczecińska drużyna od kilku sezonów (mniej więcej od zmiany nazwy i barw klubowych) nie gra w ekstraklasie, więc lepiej skoczmy po popcorn i parówki.

FK: Nie jestem w stanie ocenić argumentów Krzyśka, bo o piłce nożnej nie mam zielonego pojęcia. I o rapie chyba też nie, skoro Łona i Webber nagrali bardzo porządną płytę, może nie tak świeżą jak dwie pierwsze, ale i nie tak nachalną treściowo jak ta trzecia. Na podkładach, których wreszcie można im zazdrościć. To, co Webber wykonał w "Nocnym Ekspresie", "Świętym Spokoju" i "Nie Pytaj Nas" to są jakieś prawie czary, a w pozostałych przypadkach powodów do wstydu zdecydowanie nie ma. A tekstowo: jest świetnie do momentu, w którym nie ruszamy w agitację. Łona wciąż wygrywa rysowaniem mikroscenek, które niekoniecznie muszą nieść jakieś szersze przesłanie. Fakt, że stracił poczucie humoru, a do bezpretensjonalności debiutu w ogóle się nie umywa, ale w zamian mamy o wiele lepszy flow i więcej hip-hopu w hip-hopie. Czasem rzeczywiście nie iskrzy, ale i tak jest bardzo dobrze.

ŁŁ: W tradycyjnie prawicowym polskim rapie pojawienie się Łony "absurdowego" i kontynuację tamtej płyty należy poczytywać jako potrzebny, zdrowy kontrapunkt. Oczywiście lepiej by było, żeby analizy te bardziej przypominały Sierakowskiego niż współczesnych Stasińskiego czy Wrońskiego, bo pretensje szczecinianina przewyższają brukowe ujadanie, niestety, mimo prośby o wyrzucenie większości swoich wyobrażeń, Łona jest dokładnie w tym samym miejscu, w którym kończyły się poprzednie płyty (i nie ma Smarka). "Jakiś gest, można rzec, że to pusty gest, ale to słuszny test" – a, no spoko, kocham Cię miasto jesteś jak ciasto. Dostrzec więcej niż PiH to nie jest zaraz jakieś szerokie spojrzenie, gościu, a z takimi pretensjami by wypadało. A z innej beczki: fajnie, że Pezet nie nagrywa z Noonem, co nie? Tradycyjnie oszczędny Webber sunie na poziomie, niewiele więcej w obrębie tej estetyki można osiągnąć, strzelam, że takie bity i takie teksty można już nagrywać do końca życia ku uciesze słuchaczy rapu z Asfaltu. Oddać jednak należy, że zachowawcza solidność tego albumu najbardziej dostrzegalna jest w kontrastach, bo Łona często trafia w sedno, jak w singlowym "Nie Pytaj Nas" (ja wiem, że też mnie wkurwiło na początku to ideowe pokrzykiwanie, ale jak nie pojmujesz, to pojmiesz, jak Ci urośnie broda) czy w ładnie rozplanowanym, zimnym "Kaloryferze". Z automatu, konsekwentnie obniżam oczekiwania co do kolejnych płyt i myślę, że niedługo mogę być ukontentowany bardziej, tymczasem najwyżej średniak.

WS: O, a więc wrócili. I to nawet z większym sensem niż przypuszczałem, z kilkoma efektownymi, zapadającymi w pamięć bitami oraz, co najważniejsze, z nieco mniej agitującym Łoną. To wszystko starczyło mi na dwa bezbolesne odsłuchy, z kilkoma dobitkami. Choćby ''Kaloryfer'' odkręciłem nie raz, ale to głównie ze względu na kapkę fenneszowy podkład, a nie na żelbetonowo filozujący tekst. Złego słowa nie powiem też o samplującym Bemibem ''Nie Ma Nas'', w którym Adam ze Szczecina rzuca rękawicę Piotrkowi z Wawy, stylowy storytelling w ''Nocnym Ekspresie'' również zachęca do powtórki. Niestety niezły obraz całości zachlapują znośne, acz nudnawe i pozbawione błysku o(d)pady. A co do zarzutu dotyczącego galopującego deficytu poczucia humoru i swady u Łony, to wciąż zastanawiam się, na ile od Końca Żartów zmieniłem się ja, a na ile szczecinianin. W odpowiedzi na to pytanie znajduje się chyba klucz do wyceny tegorocznej płyty. Albo i nie, może jednak chodzi po prostu o częstotliwość zakrywania rozdziawionych ust okoliczną dłonią. A że kilka razy ręka mi zawędrowała, to Cztery I Pół wyżej sześć nie podskoczy.

Krzysztof Michalak     Łukasz Łachecki     Filip Kekusz     Wojciech Sawicki    
15 października 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie