RECENZJE

Old Time Radio
Old Time Radio

2004, Sissy 1.1

Muzycy Old Time Radio do swoich artystycznych inspiracji zaliczają zespoły takie jak Low, Mogwai, Hood i Mojave 3 (pogrupowane przeze mnie w hierarchii ważności, rzekomy wpływ Smiths pominę milczeniem). Trzy pytania same cisną się na usta. Czy inspiracja to dobre słowo na określenie wyblakłej kalki modnych zachodnich brzmień? Czy ta grupa ludzi naprawdę nie ma pożyteczniejszych zajęć? I dlaczego właściwie nagrywają i wydają (!) tak *niedobre* kawałki? Znam pewien sadybiański girlsband obracający się w podobnych klimatach, a jednak na razie jeszcze daleki od tej chorobliwej obsesji prezentowania ludziom każdego swojego bezwartościowego pierdnięcia, tylko z racji tego, że podobnego farta słyszało się w wykonaniu kuzyna technicznego Mogwaia, a w ogóle to w Polsce się tak nie pierdzi. No i co? No i pstro. Chujów sto. (Chylińska.) Krótka piłka: zamiast gadać o wypełnianiu luk, idzie się do sklepu i kupuje album artysty zagranicznego. Przecież nikt nikomu nie broni wylewać łez w domowym zaciszu ile dusza zapragnie, dopóki nie traci się obiektywnego spojrzenia na wartość tych smętów i nie wychodzi się do szerszego odbiorcy.

Co pocieszające, Old Time Radio zachowują pokorę i mają na tyle przyzwoitości, żeby nie afiszować się ze swoim kiepściutkim i chyba nikomu nie potrzebnym debiutem jak z kolejnym epokowym dokonaniem polskiej sceny niezależnej. Niepotrzebnym, ponieważ to zaledwie cholernie mierne wariacje na temat kilku konwencji rządzących brzmieniem ostro przecenianych w Polsce bandów z pogranicza sadcore'a i nowoczesnej elektro-akustyki z domieszką przypadkowych klików i przeróżnych szumów. Problem w tym, że kiedy słyszę pozowanie na smutasów, bo kilka płytek Low się słyszało, to mój radar na pseudo i jakąś, nie wiem, emocjonalną wieś, natychmiast zaczyna wariować. Ej, postać bólu w głosie Tomasza Garstkowiaka. No przecież lol. Już sami kolesie z Hooda potrafią być odrzucający (nie mówiąc o Mogwai), ale oni muzycznie mają przynajmniej do zaoferowania coś własnego, a nawet odrobinę oryginalnego. Natomiast kopia Hooda w postaci akustycznego brzdąkania osadzonego zarazem w depresyjnych klimatach jak i umiarkowanie cyfrowej scenerii o wartości kompozycji oscylującej wokół 0? Ratunku. Ahm, Mojave 3? Sama w sobie ta grupa to piąta woda po kisielu, bardzo przeciętny band powstały na gruzach Slowdive. Doskonały wzór zaiste. [Nie mówiąc o tym, że jedyne co Old Time Radio udało się przejąć od ekipy Halsteada to bezproduktywne powłóczenie nogami, natomiast interesujący ezoteryczny element Ask Me Tomorrow, który zachwycić mógł niegdyś szefa 4AD, pozostawili za drzwiami studia.]

Inspiracje, inspiracje, inspiracje. Dobrze, że się chłopaki do tego Mogwaia przyznali, bo "Turn The Radio On" ociera się o plagiat. Jeśli chodzi o elementy przejęte od Glasgowczyków, Old Time Radio unikają zarówno przyciężkawej atmosfery nieudanego Come On Die Young, mogącego się w Polsce podobać ze względu na mroczny, gotycki posmak, jak i subtelnego monumentalizmu Young Team czy niektórych EP-ek, czerpiąc znacznie więcej ze spokojnej aury i rozkojarzonych, lub też pozornie rozkojarzonych, schematów wczesnych nagrań zgromadzonych na Ten Rapid, majaczącej piosenkowości Rock Action, ewentualnie najmniej skupionych i zarazem melancholijnych fragmentów debiutu, w rodzaju "R U Still In 2 It". Ostrzegam, ci, których wydana w 97 roku składanka nuży, wykipieją przy Old Time Radio, mózg wypłynie im uszami. Konkretniejsze motywy, jak ten z "Turn The Radio On" i statyczny bas, wyznaczający senną dynamikę kompozycji wyraźnie przywodzą na myśl depresyjne momenty twórczości Szkotów, natomiast sam sposób budowania oszczędnej tkanki aranżacyjnej złożonej z dzwonków, kliczków, bicików i szumków przykrywających nad wyraz lękliwe melodie budzi skojarzenia z delikatną elektroniką Múm, oczywiście również w wersji unfocused.

Jako się rzekło, porównanie do Hooda byłoby jak najbardziej na miejscu, jednak z zaznaczeniem, że należy wyzbyć się marzeń o jakichkolwiek poszukiwaniach w obszarze wypracowywania oryginalnej stylistyki, cechujących poczynania angielskiej grupy oraz wskazać raczej na wcześniejsze, nieco przynudzające pozycje, jak posępne Rustic Houses Forlorn Valleys albo monotonne części długiej EP-ki Home Is Where It Hurts, niż prawdziwie interesujące Cold House. Ponadto, mam nieodparte wrażenie, że kruche, strachliwe wokale Garstkowiaka w dużej mierze kopiują właśnie Hood, zadziwiając przy tym nieszczerością wyrazu. I pewnie poza inspiracjami jawnymi można by jeszcze wyliczać mniej czy bardziej odległe skojarzenia. Delikatne akustyczne wędrówki Movietone słyszało się? Stonowane, urokliwe post-rockowe aranże Fridge czy Four Tet? Może nawet kameralna hipnoza American Analog Set.

Ale jak na mój gust odrobinę to wszystko zakompleksione. Gdzie podziała się odwaga twórcza. Jerzy Pilch w niedawnej konwersacji z Grzegorzem Miecugowem wyjaśniał, że trudno tworzyć bez pewnej pychy, a artystą publikującym swoje dzieło musi kierować przekonanie, że twór ten godny jest zaprezentowania i poddania się ocenie publiki. Radziłbym Old Time Radio przemyśleć kwestię. To nie jest dobra płyta. Wstyd słuchać.

Michał Zagroba    
30 czerwca 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie