RECENZJE

Of Montreal
Hissing Fauna, Are You The Destroyer?

2007, Polyvinyl 6.8

Eeeeee... Muszę się w końcu zabrać za tę reckę. Co my tam mamy... O, Of Montreal nowe, no dajesz Paweł dajesz... "Tak więc nowe Of Montreal" – k@#$!!, jeszcze raz. "Nowe Of Montreal... eeeee... yyyyy...".

Mama: Schowaj tę koszulę, słyszysz!?
Ja: Co? Nie teraz.
Mama: Piszesz coś?
Ja: TAK, zaraz schowam.
Mama: A, co piszesz?
Ja: Nieważne... Recenzję...
Mama: Hmm, nowe Of Montreal...
Ja: Czy ja ci patrzę przez ramię jak coś piszesz, zresztą...
Mama: Nie możesz zacząć? Czekaj zawołam ojca, może coś wymyśli.
Ja: Co?
Mama: Ojciec!
Tato: Czego tam?!
Ja: Mamoooo...
Mama: No chodź, bo tu Paweł recenzję pisze i nie wie jak zacząć.
Tato: A czego ta recka ma być?
Ja: Czy wy nie macie nic innego do roboty?

Z szafy wychodzi Borys w kożuchu.

Borys: Dzień dobry.
Ja: [chociaż nie wiem jak się mówi '?', to mówię] ?
Mama: O cześć Borysie, miło, że wpadłeś, może herbatki?
Borys: Nie, dziękuję, ja tu w sprawach służbowych. Pozwolą Państwo, że porozmawiamy z synem na osobności.
Mama: No ale ciasta kawałek to zjesz; właśnie upiekłam...
Tato: Chodż żesz kobieto. Już wychodzimy, nie przeszkadzajcie sobie.

Rodzice wychodzą.

Ja: Co... Co ty k#@*! robisz w mojej szafie... W kożuchu?!
Borys: Nie zmieniaj tematu... Widzę, że tu niezły wałek odchodzi: nie dość, że obsrałeś się z terminem, to napisałeś przeszło pół strony i ani słowa o Hissing Fauna!
Ja: No bo cholera zacząć nie mogę, ja nie wiem niby fajna ta płyta, są melodie, są pojebane aranżacje, w tle dramat rodzinny i w ogóle, ale jakoś...
Borys: O, i jeszcze mój pomysł kopiujesz...
Ja: Że co?
Borys: No mój pomysł z rozmową ze sobą, to już było czekaj już ci mówię... Yyy, o wiem, recka Sea And Cake!
Ja: Ale ja nie rozmawiam ze sobą...
Borys: No jak nie, nie powiesz chyba, że normalnie wyszedłbym z twojej szafy w tym no... W czym jestem?
Ja: W stringach.
Borys: Właśnie, w strin... Co?
Ja: Byłeś w kożuchu, ale zaczynasz mnie wkurzać.
Borys: Gościu, bez takich, jak już coś czarujesz, imaginacja te sprawy, to po kiego rodzinę w to plątać? A ja, że niby w stringach – przedszkole. Twoje żarty Pawle stają się ostatnio coraz gorsze.
Ja: No bo chciałem napisać wiesz, że problemy rodzinne, jakoś tak nawiązać, rozumiesz? No i, że się powtarza to też pasuje, no bo cóż innego robi Barnes na tej płycie? Na Sunlandic Twins jakaś wolta stylistyczna chociaż była, a tutaj? Stare, sprawdzone patenty, nie mówię, że mnie to nie jara...
Borys: Ale co ty mi tutaj, za przeproszeniem, pierdolisz? Widzę, że po prostu nie wiesz co napisać, poza tym to ja ci mówię, że się powtarza, a nie że sobie wymyśliłeś...
Ja: Borys, za tobą! Nagie Girls Aloud!
Borys: Co, gdzie!? Aż cholera, uciekają. Ok, ja muszę lecieć... Jak wrócę ma mi tu być recka napisana, rozumiemy się?
Ja: Taa nara.
Borys: Dziewczynyyyyy tylko krótki wywiadzik, poczekajcieeee...

Gdyby stworzyć grę planszową ilustrującą dzieciom do lat 7 drogę rozwoju brzmienia czołowego psychopopowego zespołu naszej dekady, pole z napisem Hissing Fauna, Are You The Destroyer? znajdowałoby się w prawdzie o parę oczek dalej niż pole grożące graczowi cofnięciem w bliżej nieokreślone rejony dyskografii zespołu, ale o ładny rzut kostką przed polem wyznaczającym nowe ekscytujące etapy rozwoju, i co najmniej o dwa rzuty przed upragnioną metą epokowości i listowości.

Anonimowy czytelnik: Faaajjjnieee.
Ja: Co? Kim jesteś?
Anonimowy czytelnik: Anonimowym czytelnikiem.
Ja: Kim?
Anonimowy czytelnik: Nooo anonimowym czytelnikiem, wygrałem konkurs na Porcysie. Odpowiedziałem na pytanie "Jak się nazywa koń z głową królika i z ciałem królika?" i wygrałem gościnny udział w recenzji. To podobno ma wam zwiększyć ilość odświeżeń czy jakoś tak.
Ja: Pierwsze słyszę. To jak się nazywa ten koń?
Anonimowy czytelnik: Nie wiem, strzelałem.
Ja: Aaaaa... Tak... To ja może wrócę do pisania.
Anonimowy czytelnik: Ok.

Nie zrozumcie mnie źle, wszyscy uwielbiamy ten stylistyczny jihad, którym terroryzuje nas Barnes na swoich krążkach...

Anonimowy czytelnik: Oho...
Ja: CO!?
Anonimowy czytelnik: Nieee, nic. Tylko że jak się czepiacie maniery, to zawsze dziwnym trafem kończy się na songwritingu.
Ja: Nie da się ukryć, że nie ma to jak porządny songwriting, zresztą czy ja się czepiam? Zauważyłem tylko, że nie jest to nowy rozdział w twórczości Of Montreal, że raczej taka logiczna kontynuacja...
Anonimowy czytelnik: Czyli się czepiasz...
Ja: Nie, bo...
Anonimowy czytelnik: Przyznaj, trochę się czepiasz.
Ja: Yyyy słuchaj nie chciałbyś poznać innych członków redakcji?
Anonimowy czytelnik: Bardzo chętnie.

Spod biurka wychodzi Michał.

Ja: No więc to jest Michał Zagroba.
Anonimowy czytelnik: Bardzo mi miło.
Michał: Cześć.

Krępująca cisza.

Michał: Czy wiecie, że Hamilton jest Murzynem?
Ja: Kto?
Anonimowy czytelnik: Ten kierowca F1?
Michał: Nom.
Ja: Ahaaa...
Anonimowy czytelnik: No ja wiedziałem na przykład.

Ponownie krępująca cisza.

Ja: Dobra, cześć, miło było cię poznać, dzięki że wpadłeś, respekt i w ogóle szacunek ludzi ulicy.
Anonimowy czytelnik: Już koniec?
Ja: No niestety, tam są drzwi, nara.
Anonimowy czytelnik: Dzię...

Pizd, drzwi zamykają się.

Michał: To co, to ja już pójdę może?
Ja: Tak pewnie, dzięki że wpadłeś. Na razie.

Album wyskakuje z bloków jak biegacz na dopingu rodem z enerdowskich laboratoriów. Na dystansie pierwszych sześciu piosenek atletycznie (ro)zbudowany songwriting zostawia potencjalnych rywali daleko w tyle. Liryki, zwyczajnie traktujące o bliżej nieokreślonych halunach pana Barnes, tutaj z nieskromnym ekshibicjonizmem wstrząsają komisją antydopingową mrocznym odcieniem próbek. Wraz z psycho-disco-deliczną muzyką tworzą atmosferę niczym z niepoważnej historyjki o różowym krokodylku borykającym się z jak najbardziej poważną depresją, w którą zawinięto owocową gumę balonową o właściwościach silnie rakotwórczych. Gdzieś na wysokości epickiego "The Past Is A Grotesque Animal" sprintera łapią skurcze w łydkach. Ten kawałek jest po postu za długi, a tłumaczenia, że to emocjonalne wynurzenia możecie spisać na pocztówce z misiem panda i wysłać mikołajowi do Laponii – przeczyta, zaśmieje się jowialnie klepiąc się po brzuchu i doda reniferom do karmy w ramach urozmaicenia ich diety. Dalej "Bunny Ain't No Kind Of Rider" trwoniący błyskotliwy hook refrenu w sonicznym bumelanctwie. Dwa następne kawałki lepiej niech schowają się pod łóżeczko i modlą o empatię sąsiadów bo tatuś miał zły dzień, czy tam przysłowiowa zupa była za słona – słowem godna staromodnego skarcenia nuda. "She's A Rejecter", nie ukrywam, ugniata mą wyobraźnię niczym ciasto na pierożki, acz również przyciąłbym po nogawiczce i zwężył w tali. Zresztą closer oddałbym do poprawki z podobnych pobudek.

Głos z offu: Cięcie!
Ja: AAAAAAAAAAAAA!!!!! CZEGO?!
Reżyser: Nie, nie. Naprawdę jest ekstra, tylko Panie Maska, wie pan... To nie przejdzie.
Ja: O CO CHODZI?
Reżyser: Nie no pierwsza klasa wiadomo, z pazurem, oj oj tygrysie ty... Hehehe... Ale tak z tymi dziećmi i z tym tatusiem, a Święty Mikołaj? Eeeeee... Pan to przemyśli jeszcze. Nasz target to młodzi, przebojowi ludzie z dużych miast, liderzy opinii, po co im te traumy i dziecinady. Pan użyje jakiegoś modnego słowa, jakiś żarcik rzuci. Może: "Of Montreal zajefajna muza, schizowe teksty, coś tam na speedzie...". Zresztą Pan wie lepiej, nie no ale ogólnie rewelacja, bez dwóch zdań.
Ja: Człowieku, K I M ty jesteś?
Reżyser: To już nie są przelewki, żadna amatorka, my tu reklamy mamy, inwestycje poszły, oczywiście niezależni jak najbardziej, młodzi gniewni, wiadomo, ale jako reżyser pańskiej recenzji naprawdę radziłbym pisać trochę jaśniej, agresywnie, młodzieżowo. Nasi copywriterzy mają kilka propozycji...
Ja: Koniec k#@*&&, nie wyrabiam...
Reżyser: O to ciekawe: "Muzyka Of Montreal zjawiskowo penetruje rejony zakręconego jak słoiki na zimę psychodelicznego popu. Nowa płyta przenosi nas w świat schizowej jazdy lidera grupy – Kevina Barnesa...".
Ja: Pierdolę, nie napiszę tej recki.
Reżyser:"...brzmi jak ABBA na kwasie. Odjazdowy dyskotekowy feeling zmieszany z gitarowym...".
Ja: Nara.


Borys: To jest ostatnia autotematyczna recka w tym serwisie. Do chuja ciężkiego, ile można, no? Borys to, Borys tamto, Michał siamto... Jebnij się pan w łeb!
Ja: SPIERDALAJ.

Paweł Nowotarski    
4 lipca 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie