RECENZJE

Octopus Project
One Ten Hundred Thousand Million

2005, Peek-A-Boo 6.9

Ta kuriozalna, acz wielce pomysłowa mieszanka instrumentalnej różnorodności i elektronicznego wyszukania to jeden z brzmieniowo najciekawszych albumów roku dwa tysiące pięć. Kolejny przedstawiciel nurtu będącego w teorii "eklektyczną wariacją niezal-rockową", One Ten Hundred Thousand Million ma wszystko, czego może oczekiwać każdy znużony spranymi konwencjami amator eksperymentalnych fajerwerków, czy też między-gatunkowego otwarcia. Post-mogwaiowe głębie i erupcje, deerhoofowy nieład art-rockowy; Christian Fennesz wchodzi w "The Adjustor", Four Tet w "Responsible Stu", a Department Of Eagles (skądinąd sam będący zespołem kolażowym) w "Music Is Happiness". Bedroomowy minimalizm, perkusyjny funk, avant-pop, drum'n'bass i god knows what else, plumkania tu, plumkania tam. Jedyny problem w tym, że – tak jak do inteligentnego poskładania motywów członkowie Octopus Project przyłożyli się w stu procentach – tak jakośc ich samych chwilami pozostawia trochę do życzenia. Wiadomo, że syntezowany riffik "Tuxedo Hat" szczerze wymiata, ale nie zawsze jest tak konkretnie, świadomie czy po prostu dobrze. Przykładem track zamykający całość, gdzie drużyna ośmiornicy niedomaga zarówno w kwestii czysto songwriterskiej, jak i wykwintnego zestawiania różnorakich konwencji (co jak na nich jest już mocno zaskakujące), oferując jedynie nudnawy, post-post-rockowy sad-core. A szkoda, bo, tak jak twierdzi mój redakcyjny kolega, "listowość wisi w powietrzu".

Patryk Mrozek    
24 listopada 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie