RECENZJE

Octo Octa
Resonant Body

2019, T4T LUV NRG 7.0

Tegoroczna edycja Unsoundu wybrzmiała pod dającą poczucie bezpieczeństwa płachtą ciągów deklaracji zaczynających się od słów "Solidarity with…". Była troska o pszczoły i ukłon w stronę trzeźwo-bawiących się uczestników festiwalu; było porozumiewawcze docenienie syzyfowych DJ-ów otwierających wszelakie imprezy i ukoronowanie ludzi w wieku mojej mamy, przychodzących do Hotelu Forum, który przez tydzień w roku jest miejscem dla wszystkich bez wyjątku. Kosmos serdeczności dla różnych znaczonych, które nawet jeśli były niewymienione – to dopowiedziane w głowie, w zależności od potrzeb i preferencji. W mapę myślową, stworzoną dla tego zupełnie magicznego, kolektywnego święta doznawania rozkoszy z okazji posiadania ciała, mózgu, duszy, zakończeń nerwowych, kolekcji narządów wewnętrznych, opuszków palców i zdolności większości istnień do obdarzania innych stworzeń czymś, co nazywamy uczuciem, wpisali się wszyscy artyści i wszystkie artystki, zaproszeni i zaproszone do organizowania unsoundowego czasu, ale przyznano kilka pierwszych miejsc. Set Octo Octy grany na zasadzie b2b ze swoją transseksualną dziewczyną (Eris Drew) w okolicach sobotniej czwartej nad ranem pełnił funkcję najbardziej reprezentatywną dla obietnicy brzmiącej "solidarity with self-conscious dancers" – dopełniającą tę najprostszą i jednocześnie najważniejszą – czyli "solidarity with you". Jeżeli to prawda, że dla każdej płyty można wymyślić nośną i niedającą się znieść tezę, to właśnie "solidarity with you" jest nią dla Resonant Body.

House od początków swojego istnienia rządzi się myślą przewodnią ("house isn't so much a sound as a situation"), z której wyrastały rave'owe rebelie, ciasne wspólnoty ludzi tańczących do 120bpm, którzy są łagodnie dzieleni przez house'owe sety: na tych, którzy tańczą, bo mają powód i na tych, którzy tańczą, bo są na chwilowych egzystencjonalnych wakacjach. Octo Octa jako DJ-ka i producentka transgenderowa aksjomatyzuje tworzoną przez siebie przestrzeń muzyczną; pomimo znikomości warstwy tekstowej (co, naturalnie, typowe dla house'u) jest tu dużo wyraźnych (ciałopozytywnych, wspólnotowych) treści – jednoznacznego przekazu w samplowanych wokalach, tytułach i ładunkach energetycznych piosenek na Resonant Body. Ta house'owo-breakbeatowa hybryda ma momenty niesamowite ("Can You See Me"), ma momenty dobre ("Spin Girl, Let’s Activate!", "Power To The People") i momenty ledwie naszkicowane ("Deep Connections", "Estatic Beat") – czysta ekstrawagancja. Opener jest niepozorny, przywodzi na myśl hiphopowe skity z 90., które wpadły w trans na granicy techno i syntezatorowych, uspokajających elementów równoważących oddech. "Move Your Body" jest prostą, narastającą kompozycją z potencjałem dyskotekowo-singlowym, zbudowaną na cykającym hi-hacie i wymagająca automatycznego posłuszeństwa do polecenia zawartego w tytule. "Deep Conections" Octo Octa skomponowała chyba tylko po to, żeby mieć czym uspokajać ludzi i dawać im do zrozumienia, że już kończy grać; żeby dali jej spokój i nie klaskali o żaden bis, żadne kolejne uniesienie, a szli się szlajać po dusznych afterach. "Spin Girl" czerpie z korzeni house'u, brzmi bardzo retro-nowocześnie, dynamizuje tempo i rozpościera piszczące, ale eleganckie dźwięki znane doskonale wszystkim bywalcom Zet Pe Te, czy innych nieistniejących już (na szczęście) Zionów we Wrocławu. "Estatic Beat" na pewno się podoba Vynehallowi za czasów Rojus i Music For The Uninvited, ale mamy rok 2019. "My Body Is Powerful" emanuje siłą, która jest spokojem, ale funkcjonuje na tej płycie bardziej jako życiowy statement, niż jako piosenka, nad którą warto by było się pochylać w jakkolwiek "muzyczny" sposób. "Power To The People" to teleport do czasów, gdy w późnych dziewięćdziesiątych przychodziłam na świat nie wiedząc po co, a ludzie tańczyli wiedząc dlaczego. Perwersyjna przyjemność z przenoszenia ciężaru ciała z prawej na lewą i z lewej na prawą oraz z ruchomego podbródka; stadionowa atmosfera i radość z tego, że Arsenal znowu przegrał.

Gdyby "Can You See Me" było płytą, byłaby moją 9.7. Prawie dziewięć minut dających bezpieczeństwo i zakreślające fluorescencyjnym flamastrem moją tezę na temat tej płyty, która mówi o wyżynach empatii w stronę drugiego człowieka. Bycie samoświadomym tancerzem nigdy nie było prostsze, bo przy tej piosence świat znika, a dopamina każdorazowo wywala skalę (zapominam, że nie macie mojego układu nerwowego, oczywiście zapominam). Zostaje się na parkiecie z własnymi kończynami, przed którymi należy klękać co dnia, i które należy kochać za to, że są. Oszałamiające arpeggio rządzące tym utworem jest najlepszym co spotkało Resonant Body i pierwszy w Polsce ambient-pop-trap wykonaniu Drona i Pol Dona. I want to know exactly how you feel, słuchajcie się, kochajcie.

Adela Kiszka    
4 grudnia 2019
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2019: R.I.P.
10 najlepszych płyt 2019