RECENZJE

Notwist
Neon Golden

2002, City Slang 7.4

Zeszłoroczna wrzawa wokół Lali Puna (wrzawa, a jakże, zasłużona) przyniosła ciekawy efekt. Mianowicie zwróciła uwagę sporej liczby obserwatorów na to, co się w tej chwili dzieje w niemieckiej krainie avant-popu i okolic. I kiedy kilka tygodni temu grupa Notwist wydała swój piąty, było nie było, krążek, nagle wszyscy wokół byli nim zainteresowani. Nie, to wszystko nastraja pozytywnie, ale coś mi się wydaje, że gdyby nie kilka słów pewnego basisty, to dziś mało kto miałby ochotę na, dajmy na to, wywiad z Markusem Acherem, liderem Notwist.

Nazwę Lali Puna wymieniłem celowo, bo łączy ją z Notwist właśnie osoba Markusa. Tam grał, komponował, na wokalu zaś produkowała się pani Trebeljahr. Tu też sporo tworzy, a do tego sam śpiewa. Z tym śpiewem to wiążą się różne kontrowersje. Jedni padają na kolana przed niemieckim akcentem i głosową manierą Achera. Drudzy mówią, że to nic takiego, ot, raptem niemiecki akcent i głosowa maniera. A prawda leży chyba po środku, bo koleś nie jest jakimś wokalnym objawieniem, choć słucha się jego wymowy, kaleczącej angielskie teksty, z wielką przyjemnością. Oprócz Markusa skład Notwist tworzą jego brat Micha, oraz dwóch innych pacjentów. Razem mieszają już dobrych kilka lat, ale z niedowierzaniem czyta się dziś, że zajmowali się już soft-metalem, czy popową sieczką. Dlaczego? Bo Neon Golden to rzecz wyrastająca z filozofii gatunków nowoczesnych, choćby wspomnianego avant-popu. Notwist łączą ciekawe progresje i tematy z technologią i programowaniem. Żywe instrumenty, jak smyki, czy dęciaki, wzbogacają syntetykami. Mistrzowie alternatywnej elektroniki obśmieją pewnie niektóre z beatów, czy klików, jakie serwują Notwist, ale mnie akurat to nie rusza. Może Neon Golden miało tak brzmieć: pozornie na czasie, a tak serio, to archaicznie.

Idziemy po kolei. Smyczkowe otwierają "One Step Inside Doesn't Mean You Understand", zaraz dochodzi gitara, kontrabas i rzecz jasna głos Achera. Smutek wyziera z tych dźwięków, ale zarazem snujący się, leniwy motyw wciąga. Kiedy czujemy się wciągnięci dostatecznie, to coś się urywa i wlatuje "Pilot", czyli numer następny, energiczny, napędzany miarową sekcją z komputera. Do refrenu jest super. A sam refren? Też elegancki, choć za bardzo z takich, które puści każdy prezenter radiowy. Każdy. (Chodzi o to, żeby niektórzy nie puszczali.) Mówiąc poważnie, "Pilot" jest zarazem chwytliwy i ambitny.

"Pick Up The Phone", jeszcze bardziej nawet może przyswajalny, przykuwa uwagę intensywną perkusją (też loop) i inteligentnie na jego tle wykreowaną linią melodyczną. Alternatywni puryści znów zarzucą grupie mainstreamowość tej melodii. Ale fajnie się tej piosenki słucha. "Trashing Days" i ten sam schemat: kombinacje mają miejsce do momentu, w którym kolesie wrzucają przebojowy, popowy wręcz refrenik. Powtarzam jednak: to intryguje. A poza tym, świetnie przygotowuje na opus magnum płyty.

"This Room" zaczyna się od cichego brzdęku pianinka. Jungle'owy bass i gęsta pętla drumów atakują bez litości. Wtedy gitara akustyczna i wokal Achera czarują kapitalnie: "No matter what we say / No matter what we think / We will never never leave this room". O co chodzi, pomyślałem? O życie, człowieczeństwo, świat? Ale Acher zmienia ton, jakby znał rozwiązanie: "What are we going to do about this?". A więc nie zna. Sam się pyta. Wierzcie, lub nie, ale to robi kolosalne wrażenie. Zwłaszcza, że chwilę później, na tle brzęczącego chaosu, próbki ze skrawkami śpiewu Markusa zostają na siebie nałożone i owocują czymś, co brzmi jak majaczenie osoby z wysoką gorączką. Nominacja do tytułu egzystencjalnej mantry roku.

Nie ma już do końca Neon Golden fragmentu, który równałby się z "This Room". Ale jest za to pięć transowych pieśni, każda transowa na swój sposób. "Solitaire" ciągle się jakby zacina, znajdując kontrast w ogólnej monotonii. "One With The Freaks" raz jeszcze przeciwstawia zgrabną melodię pulsującym podkładom. Tytułowy "Neon Golden" to już totalna psychodelia, egzotyczna, orientalna, hipnotyzująca, narkotyczna. "Off The Rails" wykorzystuje patent syntezy tajemniczych uderzeń perkusji i post-rockowych wstawek klawiszy, które pojawiają się i znikają (później mamy tu smyki). Wreszcie kończący album, liryczny "Consequence". Jest to rzecz nazbyt może banalna, ale rusza za serce. Zdaje się, że takie było zamierzenie.

Generalnie, to ja panie wolę Lali Puna. Ale grzechem byłoby nie przyznać, że Neon Golden to udane dzieło. Zwłaszcza po tym, co muzycy Notwist przeszli w przeszłości (patrz trzeci akapit). Teraz są na ustach co ambitniejszych krytyków, w słuchawkach co ambitniejszych słuchaczy i tak dalej. Sukces podwójny, bo nie dość, że Notwist przeżywa prawdopodobnie absolutne apogeum swojej kariery, to jeszcze wspominana scena niemiecka cieszy się coraz większą popularnością. Oby tak dalej, ja jestem za.

Borys Dejnarowicz    
5 kwietnia 2002
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy