RECENZJE

Not
Not

2007, 2.47 4.8

Z zeszłorocznej płyty Cool Kids Of Death nie zapamiętałem absolutnie nic. Dobrze więc przekonać się, że tendencja zniżkowa w przypadku Kuby Wandachowicza i Cinassa – 2/6 składu Kulek – nie obróciła się w stały trend na drugiej, wydanej po 7 latach płycie łódzkiego Not-u. Tym razem mamy do czynienia z produktem poprawnym, chwilami ciekawym, wywołującym jakieś wrażenia, *jakimś* dosłownie. Self-titled Not-u (na wokalu Robert Tuta z Aggressivy 69) to dzieło dość spójne w łódzko-depresyjnym koncepcie. Mój kłopot z tym krążkiem - powoduje on, że raczej już nieprędko do niego wrócę - jest taki, że właściwie żaden z utworów (może poza bardzo "kulkidsowym" openerem "Zmienię Adres, Zmienię Imię") nie wyrasta ponad czystą poprawność. Na minus wyróżnia się chyba tylko hołd dla polskiego Manchesteru "Łódź" – muzycznie to electro pomieszane ze skromnymi klezmerskimi cytatami, skontrowane nerwowym akustykiem. Kawałek został kompletnie położony beztreściowym tekstem, wyliczanką ulic w stylu "Limanowskiego / Wojska Polskiego / Wróblewskiego / Wasze kamienice / Nasze ulice". Wszystko zaśpiewane w nieadekwatnie dramatyczny sposób, jakby ktoś na zamówienie pisał manifest pokoleniowy. Dla kontrastu, stworzony prawdopodobnie specjalnie do składanek samochodowych, singiel "To Taka Gra" przekonuje po jakimś czasie – tekst, odkrywający m.in. fałsz egzystencjalnej krzątaniny oraz wiele innych podstawowych prawd, jest uniwersalny ("To taka gra / W której ja / Już nie liczę na fart"). Każdy dołers (i nie tylko, ma się rozumieć!) natychmiast się utożsamia.

Inny pozytyw zespołu Not polega na tym, że nie można tej grupy jednoznacznie zaszufladkować – lista przywoływanych inspiracji jest tasiemcowa; zasadniczo jest pop/rock z post-punkowymi, electro i gotyckimi wpływami, zapodany jednak bez epigoństwa. Zespół zdołał wypracować swój własny styl. Co z tego? Coma też wypracowała. Problemem są wciąż piosenki.

Piotr Kowalczyk    
18 maja 2007
BIEŻĄCE
Vampire WeekendFather Of The Bride
Weyes BloodTitanic Rising